POLITYKA

środa, 20 września 2017

Polityka - nr 51 (3090) z dnia 2016-12-14; s. 28-31

Społeczeństwo

Jacek Żakowski

Maczo zapłaczą

Prof. Zbigniew Lew-Starowicz, seksuolog, o trzeciej rewolucji seksualnej, erotycznym wyzwoleniu Polek i o tym, że polscy mężczyźni powinni się bardziej postarać

Jacek Żakowski: – Ale pan bombę wykopał!
Prof. Zbigniew Lew-Starowicz: – Jeśli, to seksbombę.

Albo gender-bombę. Jako mężczyźni możemy sobie współczuć.
Albo musimy się bardziej postarać.

Na moje oko nic raczej nie wskazuje, żebyśmy mogli dać radę.
No, wie pan, to jest rewolucja. Bez ofiar się nie obędzie. Od jakiegoś czasu powtarzam, że zaczęła się trzecia rewolucja seksualna. Pierwszą było pojawienie się tabletki antykoncepcyjnej. Wtedy seks oderwał się od prokreacji.

Lata 60.
Druga to viagra.

Czyli lata 90.
Męski seks uniezależnił się od wieku i zdrowia.

Teraz nic takiego się nie pojawiło.
Pojawiła się nowa świadomość kobiet. Tabu seksualne znika, a pojawia się kobiecy seks jako akceptowana i ceniona przez kobiety wartość. Kobiety w Polsce nareszcie odkryły seks dla siebie. I zaczęły go chcieć dla siebie. Nie dla partnera, nie dla dobra związku, nie w interesie rodziny. Nie z obowiązku, ale dla przyjemności, do której mają prawo.

I to jak radykalnie! W ciągu jednej dekady grupa kobiet uważających, że seks jest bardzo ważny w ich życiu, wzrosła o jedną czwartą.
Ale wciąż seks jest ważny w życiu dla 46 proc. kobiet i dla 61 proc. mężczyzn. Ta różnica maleje, ale wciąż jest duża.

Bo ogólnie potrzeby seksualne rosną. Grupa osób, które przynajmniej raz dziennie mają ochotę na seks, wzrosła prawie trzykrotnie w ciągu 10 lat. Dziś należy do niej prawie co czwarty dorosły. Ale potrzeby kobiet wzrosły o połowę. A mężczyzn o jedną trzecią. Kobiety deklarują już takie potrzeby, jakie przed dekadą deklarowali mężczyźni.
I wreszcie myślą i mówią o tym bez zahamowań. A to był poważny problem. Bo w mózgu kobiet jest ośrodek, którego nie mają mężczyźni, a który włącza pytanie: „co ludzie pomyślą?”. To można ewolucyjnie objaśnić, bo jak mężczyźni szli na polowanie, a kobiety zostawały z dziećmi, to akceptacja grupy i pomoc innych matek były dla nich kluczowe. Nawet więc te kobiety, które uznawały swoje potrzeby seksualne, nie chciały o nich mówić. Jeszcze do niedawna na pytanie „Czy pani/pan zdradziła/ił partnera?” odpowiadało dużo mniej kobiet niż mężczyzn.

Takich pytań się kobiecie nie zadaje!
Już można. Jest duża otwartość.

Teraz pan delikatnie dezawuuje obraz rewolucji widoczny w badaniach, sugerując, że zmieniła się raczej ekspresja niż życie seksualne kobiet.
Zmieniło się jedno i drugie. To się na siebie nakłada. Kobiety chcą więcej seksu i mniej chcą to ukrywać.

To jest tąpnięcie. W 2005 r. częściej niż raz w tygodniu chciało seksu 35 proc. kobiet, a w 2016 r. – już 53 proc. W dziesięć lat ta grupa urosła o połowę! U mężczyzn to aż tak nie wybuchło.
Zdobywanie prawa do seksu idzie w parze ze zdobywaniem innych praw przez kobiety. Nareszcie kobiety nie widzą w swojej seksualności nic złego.

Czyli emancypacja doszła do sypialni?
I ekspansja postaw prozdrowotnych. Do ludzi dotarło, że seks to też zdrowie. A w sprawach prozdrowotnych kobiety wyprzedzają mężczyzn. Odkryły, że ich potencjał erotyczny może służyć im samym. Nie tylko relacjom z mężczyznami. Seks przestał być mroczny czy wstydliwy. Stał się czymś dobrym, tworzywem ich szczęścia, wolności.

Masowo weszły w męskie role społeczne i odkryły świat tradycyjnie męskich przyjemności?
W dużym stopniu także dzięki temu, że spadła dzietność i kobiety uwolniły się od masy domowych obowiązków. Kobieta, która od świtu do nocy ogarnia piątkę dzieci, ma prawo nie mieć siły na szukanie przyjemności w seksie. A poza tym pierwsze i często jedyne dziecko pojawia się dużo później. To daje czas na eksperymenty i różne radości życia. Tego czasu nareszcie jest dość, żeby kobieta odkryła, co jej sprawia przyjemność. A kiedy odkryje, nie chce ograniczać seksu po urodzeniu dziecka.

I tu się zaczyna problem, który już w tych badaniach widać, chociaż to dopiero początek.
Bo?

Bo mężczyźni nie dają rady. Od 1992 r. z 11 do 26 proc. wzrosła grupa kobiet, którym brakuje seksu. Już co czwarta kobieta tak mówi!
Nie wiemy, ile wciąż nie mówi. A problem narasta. Widzimy to w gabinetach. Nawet w stałych związkach młodych ludzi seks staje się przyjemnością indywidualną. Kiedy przychodzi para, której się nie układa, bo kobiecie brakuje seksu, coraz częściej się okazuje, że on woli masturbację.

I, sądząc z tych badań, ona też.
Tylko że u mężczyzn to oznacza podwójne życie seksualne. Więc on na co dzień się masturbuje i ogląda pornografię…

…...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Kobiety są inne

W rozmowie porównujemy wyniki trzech badań prowadzonych pod kierunkiem prof. Zbigniewa Lwa-Starowicza w latach 1992, 2005 i 2016. Dwa pierwsze badania przeprowadziła firma SMG/KRC metodą ankiet papierowych. Badanie z 1992 r. prowadzono przy współpracy Polskiego Towarzystwa Seksuologicznego. Badanie 2005 r. sponsorowała firma Polski Lek. Sponsorem badania w 2016 r. była Polpharma, a przeprowadziła je firma Zymetria metodą wywiadu wspomaganego internetowo CAWI, przy wykorzystaniu panelu badawczego Ariadna. Wszystkie badania obejmowały próby reprezentatywne dla grupy dorosłych. W badaniu z 1992 r. udział wzięło 1188 osób, w 2005 r. 1019 osób, w 2016 r. 1054 osoby.

Prof. Zbigniew Lew-Starowicz, psychiatra i psychoterapeuta, z wykształcenia lekarz (WAM) i filozof (KUL), konsultant krajowy w dziedzinie seksuologii. Jest profesorem w Akademii Wychowania Fizycznego oraz w Centrum Medycznego Kształcenia Podyplomowego, gdzie kieruje Zakładem Seksuologii Medycznej i Psychoterapii. Jest prezesem Polskiego Towarzystwa Seksuologicznego.

Załączniki

  • Kobiety są inne

    Kobiety są inne