POLITYKA

środa, 23 sierpnia 2017

Polityka - nr 12 (12) z dnia 2016-12-14; Pomocnik Historyczny. Nr 6. Biografie. Franciszek Józef I; s. 44-45

Detale

Andrzej Krajewski

Majątek osobisty panującego

W bardzo skomplikowanym austriackim prawie własności cesarski pałac Schönbrunn miał status hofrät. Co oznaczało, że jednocześnie był własnością panującego z rodu Habsburgów oraz państwa. Dzięki temu na jego codzienne utrzymanie łożono z budżetu kraju, ale z drugiej strony cesarz nie mógł go ani sprzedać, ani przekazać wybranemu dziecku. Podobnie rzecz się miała z inną rezydencją – Hofburgiem. Dla osiemnastoletniego Franciszka Józefa taki stan rzeczy okazał się całkiem wygodny. Gdy jego stryj Ferdynand I abdykował, to wprawdzie przekazał bratankowi koronę, lecz pieczę nad prywatnymi nieruchomościami i ruchomościami Habsburgów zachował dla siebie.

Jak małym kapitałem na co dzień dysponował młody monarcha, świadczył najlepiej fakt, że gdy ruszał w konkury, musiał prosić mieszkającego w Pradze stryja o finansowe wsparcie. Dbający o interes córki władca Bawarii Maksymilian Józef Wittelsbach wynegocjował w 1854 r. bardzo szczegółowy kontrakt małżeński. Wprawdzie księżniczka Elżbieta dostała w posagu 50 tys. guldenów, ale przyszły mąż godził się jej wypłacić z własnej kieszeni (ściślej mówiąc, kieszeni stryja) 100 tys. guldenów.

W tym samym dokumencie Austria zobowiązała się przekazać cesarzowej z państwowego skarbca jednorazowo 12 tys. dukatów (1 dukat wart był 2 guldeny austriackie), jako Morgengabe (poranny podarunek). Wedle austriackiego prawa zwyczajowego stanowił odszkodowanie, jakie po nocy poślubnej wypłacał żonie małżonek za utracone przez nią dziewictwo. W tym jednak wypadku koszty dziewictwa Sissi wzięli na siebie cesarscy poddani. Przy czym nie zdarto z nich skóry, bo wedle przepisów z budżetu cesarstwa można było finansować codzienne wydatki cesarza oraz członków jego rodziny do wysokości 50 proc. kwoty.

Franciszek Józef nigdy nie nadużywał tego przywileju. Wręcz przeciwnie, kiedy wraz z Sissi zamieszkał w pałacu Schönbrunn, cesarzowa ze zdziwieniem odkryła, iż ma do dyspozycji 1441 pokoi i salonów oraz 139 kuchni (art. s. 88), lecz ani jednej łazienki. Przez długie lata Franciszek Józef skąpił środków na zbudowanie choćby jednej, uznając takie pomieszczenie za zbędny luksus. Kochająca zbytek Sissi wolała więc stale podróżować po Europie, niż spędzać czas z żyjącym jedynie sprawami państwa skąpcem i samotnikiem. Szczęściem dla niej ojciec starannie zadbał o córkę i zgodnie z kontraktem małżeńskim Franciszek Józef musiał każdego roku wypłacać 100 tys. guldenów na codzienne potrzeby cesarzowej. Jako że z budżetu cesarstwa mógł pobrać jedynie część tej sumy, musiał liczyć się z każdym wydatkiem, by sprostać rozrzutności żony. Monarcha znosił ten stan rzeczy z anielską cierpliwością aż do czerwca 1875 r., gdy wreszcie w wieku 82 lat zmarł stryj Ferdynand.

Szczęściem dla spadkobierców, trwający wówczas światowy kryzys gospodarczy, który zniszczył majątek niejednego rodu, oszczędził zasoby Habsburgów. Jak zauważa w książce „Franciszek Józef. Prywatne życie ostatniego wielkiego cesarza Europy” John van der Kiste, „doradcy finansowi Ferdynanda byli dostatecznie roztropni, by unikać inwestowania na giełdzie”. Dzięki temu pozostawił on w spadku bratankowi bajeczną fortunę. „Franciszek był teraz najprawdopodobniej najbogatszym władcą w Europie, choć nawyk skromnego życia miał już tak głęboko zakorzeniony, że trudno było go zmienić” – opisuje John van der Kiste. Pierwsze, co zrobił z otrzymanymi pieniędzmi, to wypłacił Sissi 2 mln guldenów oraz potroił jej roczną pensję. Dzięki czemu mogła więcej podróżować, zaś on spędzał wolne chwile z aktorką Katarzyną Schratt.

Na swoje potrzeby wydawał bardzo mało, uzyskiwane z latyfundiów dochody przeznaczał na fundowanie szpitali i przytułków. Lubił też wspierać ludzi, którzy bardzo potrzebowali pomocy. „Opowiadano historyjkę o pewnym staroście, którego syn, oficer kawalerii, przegrał w karty poważną sumę 30 tys. koron i zaciągnął dług honorowy. Niezwrócenie tego długu w terminie równało się konieczności samobójstwa” – opisuje Stanisław Grodziski w książce „Franciszek Józef I”. Cesarz przyjął na audiencji zrozpaczonego starostę i uważnie wysłuchał. A potem odparł: „A ja ojca pańskiego znałem; był także starostą, tylko w Grazu. Ależ panie, ja dziadka pańskiego także znałem, był sekretarzem sądu najwyższego już wtedy, kiedy wstąpiłem na tron... Trzydzieści tysięcy koron. Jakaż to ogromna kwota. Ale to już czwarte pokolenie, które mnie służy. Zobaczę, co się da zrobić”. Po czym spłacił dług honorowy z prywatnej szkatuły.

Nie zapominał przy tym o własnej rodzinie. W lutym 1907 r. sporządził dokument tworzący fundusz rodu Habsburgów. Zgromadzone w nim nieruchomości (te mające status hofrät nie weszły do funduszu), 27 tys. ha gruntów oraz klejnoty, dzieła sztuki i zbiory biblioteczne wyceniono na 60 mln koron. Co przy ówczesnym kursie odpowiadało 12 mln dol. USA. Uwzględniając inflację, dziś ta kwota wynosiłaby ok. 292 mln dol. Z dochodów przynoszonych przez fundusz miały być wypłacane pensje członkom rodziny. Następca tronu arcyksiążę Franciszek Ferdynand dostawał roczną wypłatę w wysokości 400 tys. koron.

Pomimo ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]