Czwartek, 17 maja 2012
Znów, jak to w maju, czeka wyjątkowy tydzień – tym razem wolne już od czwartku. W tym roku, pełnym napięć i emocji, wszyscy na ten wypoczynek sprawiedliwie zapracowali. W tak krótkim czasie niewiele da się zrobić dla podreperowania organizmu, ale coś na pewno tak. Oto program minimum.
Żyj zdrowo – pod takim hasłem odbyły się w ostatni weekend w Warszawie Targi Medycyny Naturalnej i Kosmetyki. Impreza cykliczna, jakich dziesiątki w kraju, podczas której można było ocenić swój stan zdrowia na podstawie zdjęcia aury lub starochińskiej metody badania pulsu, zmniejszyć skłonność do chorób dzięki talizmanom wykonanym z kamieni szlachetnych, wypróbować kosmetyki z glinki i zbóż. Fizyk z lekarką leczyli pijawkami, bioenergoterapeuci – rękami, radiesteci – różdżkami. Wszystko pod pozorem skutecznych terapii, poprawy kondycji i urody, a więc jakby na zamówienie Światowej Organizacji Zdrowia, wedle której dobre samopoczucie nie ogranicza się tylko do braku chorób, lecz oznacza pełny „dobrostan fizyczny, psychiczny i społeczny”.
Chętnych nie brakowało. Duża popularność tego typu imprez wynika jednak bardziej z chwytliwej reklamy („Przyjdź, jeśli męczy cię rzeczywistość i chcesz oderwać się od codziennych zmartwień”) niż z faktycznej troski o swoje zdrowie, bo gdyby rzeczywiście miało na nim komuś zależeć, powinien zamiast pomiaru aury wykonać badanie EKG.
– Mamy sobotę, jedyny mój wolny dzień w tygodniu – mówi pan Tadeusz przy stoisku z talizmanami koncentrującymi ponoć energie kosmosu. – A gdzie ja dzisiaj znajdę otwartą przychodnię, by przebadać swoje serce? Wsadziłem w samochód żonę z wnuczką i tutaj obejrzą nas od stóp do głów. Pani Helena właśnie skończyła sesję upłynniania kamieni żółciowych za pomocą energii przekazywanej z metalowych kulek, 12-letnia Kasia ma alergię, więc dziadkowie postanowili zafundować jej wizytę u magnetyzera. Pomoże? Już dawno domagali się od córki, by zmieniła lekarza, który nie zdołał uporać się z dolegliwościami wnuczki. – Kto dziś ma czas zająć się swoim zdrowiem? A tutaj wszystko pod jednym dachem. Grzech nie skorzystać.
Piękni na fali
W odróżnieniu od szamanów i uzdrawiaczy, którzy po przystępnych cenach obiecują pacjentom cuda, klasyczna medycyna nie gwarantuje błyskawicznych sukcesów w usuwaniu chorób i poprawie wyglądu. – Chce pan naprawić swój organizm w weekend? To chyba jakiś żart – pozbawia złudzeń znany i utytułowany lekarz. Może dlatego, że jego przychodnia przez okrągły rok od piątkowego popołudnia do poniedziałku zamknięta jest na cztery spusty, a w tym tygodniu cały personel wraz z dyrekcją uda się na majówkę już w czwartek. Podczas świąt w szpitalach pracują albo najmłodsi lekarze, albo dyżuranci, którzy przyjmują tylko ostre przypadki.
Jeśli więc chcemy wykorzystać wolne dni na sprawdzian swojej kondycji, trzeba to zrobić na własną rękę. Bez większych problemów można jedynie zainwestować w swój wygląd i nie bacząc na wydatek co najmniej stu złotych zadbać o skórę lub zęby. To najlepszy przykład tryumfu prywatyzacji w polskiej służbie zdrowia: bogata oferta gabinetów stomatologicznych i dermatologiczno-kosmetycznych, które zarabiając na klientach pracują do późnych godzin, różni je od siermiężnych publicznych ośrodków zdrowia. – Mnóstwo klientek zapisało się na zabiegi na piątek, żeby skorzystać z wolnego czasu – mówi dr Maria Noszczyk, właścicielka gabinetu Mellitus (kosmetyka lekarska i pielęgnacyjna). – A w przyszłym roku chyba nie zamknę gabinetu przez cały długi weekend. Ludzie mają wtedy więcej czasu na inwestowanie w samych siebie.
Dr Eugeniusz Mielechow, który korekcję zmarszczek nazywa skrótowo zabiegami „lunchowymi” (gdyż można je wykonać w ciągu godziny bez potrzeby dłuższej rekonwalescencji), swój warszawski gabinet medycyny estetycznej zamknie podczas majówki, ale tylko dlatego, że wyjeżdża ze swoim warsztatem pracy do kliniki zdrowia i urody Villa Park w Ciechocinku, gdzie będzie poprawiał wygląd weekendowym kuracjuszom. – Kobietom i mężczyznom – podkreśla. – Gdy mężczyźnie zależy na partnerce – nie oprze się jej sugestii, by zlikwidować obwisły podbródek i kurze łapki przy oczach.
Niedawny sondaż Pentoru pokazał, że o 30 proc. wzrosła w Polsce sprzedaż luksusowych kosmetyków męskich, a 35 proc. kuracjuszy na farmach piękności to mężczyźni (którzy w większości byli tam po raz pierwszy przy okazji wyjazdu służbowego). – Brzydka płeć atakuje tereny opanowane do tej pory wyłącznie przez kobiety – diagnozuje Lesław Lipski, założyciel biura podróży Vital Tour, specjalizującego się w turystyce zdrowotnej. – Polscy macho nie muszą więc najbliższych czterech dni urlopu spędzić w garażu pod maską samochodu albo przed telewizorem w oczekiwaniu na powrót żony z wyjazdu do wód – powinni jechać tam razem ...
[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]
Polacy, styl życia, wypoczynek, długi weekend, test, zdrowie