POLITYKA

Czwartek, 9 września 2010

Polityka - nr 18 (2399) z dnia 2003-05-03; s. 20-22

Temat tygodnia / Długi weekend

Paweł Walewski

Majówka dla zdrowia

Znów, jak to w maju, czeka wyjątkowy tydzień – tym razem wolne już od czwartku. W tym roku, pełnym napięć i emocji, wszyscy na ten wypoczynek sprawiedliwie zapracowali. W tak krótkim czasie niewiele da się zrobić dla podreperowania organizmu, ale coś na pewno tak. Oto program minimum.

Żyj zdrowo – pod takim hasłem odbyły się w ostatni weekend w Warszawie Targi Medycyny Naturalnej i Kosmetyki. Impreza cykliczna, jakich dziesiątki w kraju, podczas której można było ocenić swój stan zdrowia na podstawie zdjęcia aury lub starochińskiej metody badania pulsu, zmniejszyć skłonność do chorób dzięki talizmanom wykonanym z kamieni szlachetnych, wypróbować kosmetyki z glinki i zbóż. Fizyk z lekarką leczyli pijawkami, bioenergoterapeuci – rękami, radiesteci – różdżkami. Wszystko pod pozorem skutecznych terapii, poprawy kondycji i urody, a więc jakby na zamówienie Światowej Organizacji Zdrowia, wedle której dobre samopoczucie nie ogranicza się tylko do braku chorób, lecz oznacza pełny „dobrostan fizyczny, psychiczny i społeczny”.

Chętnych nie brakowało. Duża popularność tego typu imprez wynika jednak bardziej z chwytliwej reklamy („Przyjdź, jeśli męczy cię rzeczywistość i chcesz oderwać się od codziennych zmartwień”) niż z faktycznej troski o swoje zdrowie, bo gdyby rzeczywiście miało na nim komuś zależeć, powinien zamiast pomiaru aury wykonać badanie EKG.

Mamy sobotę, jedyny mój wolny dzień w tygodniu – mówi pan Tadeusz przy stoisku z talizmanami koncentrującymi ponoć energie kosmosu. – A gdzie ja dzisiaj znajdę otwartą przychodnię, by przebadać swoje serce? Wsadziłem w samochód żonę z wnuczką i tutaj obejrzą nas od stóp do głów. Pani Helena właśnie skończyła sesję upłynniania kamieni żółciowych za pomocą energii przekazywanej z metalowych kulek, 12-letnia Kasia ma alergię, więc dziadkowie postanowili zafundować jej wizytę u magnetyzera. Pomoże? Już dawno domagali się od córki, by zmieniła lekarza, który nie zdołał uporać się z dolegliwościami wnuczki. – Kto dziś ma czas zająć się swoim zdrowiem? A tutaj wszystko pod jednym dachem. Grzech nie skorzystać.

Piękni na fali

W odróżnieniu od szamanów i uzdrawiaczy, którzy po przystępnych cenach obiecują pacjentom cuda, klasyczna medycyna nie gwarantuje błyskawicznych sukcesów w usuwaniu chorób i poprawie wyglądu. – Chce pan naprawić swój organizm w weekend? To chyba jakiś żart – pozbawia złudzeń znany i utytułowany lekarz. Może dlatego, że jego przychodnia przez okrągły rok od piątkowego popołudnia do poniedziałku zamknięta jest na cztery spusty, a w tym tygodniu cały personel wraz z dyrekcją uda się na majówkę już w czwartek. Podczas świąt w szpitalach pracują albo najmłodsi lekarze, albo dyżuranci, którzy przyjmują tylko ostre przypadki.

Jeśli więc chcemy wykorzystać wolne dni na sprawdzian swojej kondycji, trzeba to zrobić na własną rękę. Bez większych problemów można jedynie zainwestować w swój wygląd i nie bacząc na wydatek co najmniej stu złotych zadbać o skórę lub zęby. To najlepszy przykład tryumfu prywatyzacji w polskiej służbie zdrowia: bogata oferta gabinetów stomatologicznych i dermatologiczno-kosmetycznych, które zarabiając na klientach pracują do późnych godzin, różni je od siermiężnych publicznych ośrodków zdrowia. – Mnóstwo klientek zapisało się na zabiegi na piątek, żeby skorzystać z wolnego czasu – mówi dr Maria Noszczyk, właścicielka gabinetu Mellitus (kosmetyka lekarska i pielęgnacyjna). – A w przyszłym roku chyba nie zamknę gabinetu przez cały długi weekend. Ludzie mają wtedy więcej czasu na inwestowanie w samych siebie.

Dr Eugeniusz Mielechow, który korekcję zmarszczek nazywa skrótowo zabiegami „lunchowymi” (gdyż można je wykonać w ciągu godziny bez potrzeby dłuższej rekonwalescencji), swój warszawski gabinet medycyny estetycznej zamknie podczas majówki, ale tylko dlatego, że wyjeżdża ze swoim warsztatem pracy do kliniki zdrowia i urody Villa Park w Ciechocinku, gdzie będzie poprawiał wygląd weekendowym kuracjuszom. – Kobietom i mężczyznom – podkreśla. – Gdy mężczyźnie zależy na partnerce – nie oprze się jej sugestii, by zlikwidować obwisły podbródek i kurze łapki przy oczach.

Niedawny sondaż Pentoru pokazał, że o 30 proc. wzrosła w Polsce sprzedaż luksusowych kosmetyków męskich, a 35 proc. kuracjuszy na farmach piękności to mężczyźni (którzy w większości byli tam po raz pierwszy przy okazji wyjazdu służbowego). – Brzydka płeć atakuje tereny opanowane do tej pory wyłącznie przez kobiety – diagnozuje Lesław Lipski, założyciel biura podróży Vital Tour, specjalizującego się w turystyce zdrowotnej. – Polscy macho nie muszą więc najbliższych czterech dni urlopu spędzić w garażu pod maską samochodu albo przed telewizorem w oczekiwaniu na powrót żony z wyjazdu do wód – powinni jechać tam razem z nimi, a oferta nikogo nie rozczaruje.

Jest z czego wybierać: mamy w Polsce już 360 ośrodków z zapleczem odnowy biologicznej, z czego raptem kilkadziesiąt wywodzi się z dawnych sanatoriów i uzdrowisk, zaś większość to nowe obiekty, nazywane w zależności od pomysłowości właścicieli instytutem urody, farmą piękności, kliniką zdrowia, akademią piękna, pensjonatem odnowy lub hotelem spa (z łacińskiego: sanus per aquam, czyli zdrowy przez wodę). – Wszystko to są synonimy wystawności i holistycznego dbania o samopoczucie psychiczne i fizyczne, po które kiedyś trzeba było jeździć za granicę – dodaje Lipski. Spośród polskich obiektów jednak nie więcej niż 40 ma godny swej nazwy standard na europejskim poziomie. Na najbliższą majówkę rezerwowano w nich miejsca już od marca i dziś wolnych pokoi brak.

Ruletka ze zdrowiem

Wielu sceptyków uważa, że chcąc zadbać o swój wygląd przeciętny Polak powinien wpierw zacząć od wstawienia zębów, wyprania koszuli i skarpet, wyczyszczenia butów i dopiero potem będzie miał moralne prawo likwidować zmarszczki i obwisły brzuch. Ale bądźmy sprawiedliwi: oferta gabinetów odnowy to propozycja dla ludzi dbających o higienę, którym do pełni szczęścia brakowało odskoczni od codzienności. Nie mają czasu, ale mają pieniądze. Zamiast wiary w zaklęcia przywracające wigor, mogą całymi garściami czerpać z bogactwa odmładzających technologii: dla jednych kremy z kolastyną oraz dotleniające zabiegi z alg morskich, dla innych odchudzanie termiczne, drenaż limfatyczny i lodowy zabieg wyszczuplający pośladki, a nawet kąpiele w solach z Morza Martwego. Cena zabiegu rośnie proporcjonalnie do oryginalności nazwy.

Pytanie tylko, czy ta weekendowa majówka w czterogwiazdkowych oazach luksusu da jakiś wymierny efekt na dłużej? Kierowniczka kliniki zdrowia i urody w hotelu Bryza w Juracie Lidia Gierczak podchodzi do sprawy rzeczowo: – Po czterodniowym treningu obwód brzucha może się zmniejszyć nawet o 5 cm, napręża i uelastycznia się skóra, a przede wszystkim mieszczuchy wracają do domu z silnym postanowieniem, że będą systematycznie korzystać z rekreacji. To największa korzyść dla zdrowia.

Z pewnością większość rodaków – jeśli pogoda dopisze – właśnie rekreacyjnie potraktuje zbliżający się weekend, co z jednej strony cieszy orędowników zdrowego stylu życia, ale jednocześnie martwi kardiologów, którzy właśnie o tej porze roku mają pełne ręce roboty. Początek maja to już od kilku lat dla Polaków niebezpieczna pora, bo raptowna zmiana stylu życia dla wielu kończy się tragicznie. Po półrocznym zamknięciu w czterech ścianach nagle wstajemy z foteli, odchodzimy od biurek, wyłączamy telewizory i kto żyw wyrusza w plener. Truchtem albo na rowerach, na działki lub nad wodę, z obowiązku („trzeba skopać grządki przed latem”) albo dla własnej satysfakcji („tyle mówią o rekreacji, więc i ja spróbuję”).

Wysiłek jest jak lek, który powinien być przepisywany na receptę i odpowiednio dawkowany – tonuje te zapędy kardiolog dr Artur Mamcarz. – Ludzie z nadwagą lub nadciśnieniem, a jest ich razem w Polsce kilkanaście milionów, powinni każdy większy wysiłek poprzedzić wizytą u lekarza.

Według amerykańskich wytycznych, tylko osoba do 35 roku życia, z ciśnieniem zbliżonym do normy 120/80, bez żadnych chorób serca i nie paląca papierosów nie wymaga przed treningiem konsultacji lekarskiej. Pozostali, w okresie nie dłuższym niż miesiąc przed rozpoczęciem ćwiczeń, powinni mieć wykonane pełne badanie kardiologiczne, pomiar ciśnienia, EKG wysiłkowe oraz podstawowe badania laboratoryjne. Cele, jakie sobie stawiamy, muszą być realistyczne, a więc szczególnie na początku niewygórowane – po zimowym uśpieniu uprawianie sportu bezpieczniej zacząć od intensywnych spacerów, niż od razu wsiadać na rower i bić rekordy dystansu.

Do dr. Mamcarza kilka dni temu trafił 40-letni mężczyzna, który po 15 latach postanowił wrócić na kort tenisowy. Tak raptownie podbiegł do piłki (z zawodu prawnik, nie przywykł oddawać przeciwnikowi pola walkowerem), że zerwał ścięgno Achillesa. Przed operacją zbadali go ortopedzi i wyszło na jaw, że tenisista-amator ma ciśnienie 180/110 i waży o 20 kg za dużo. – Ode mnie dowiedział się, że ma o wiele za wysoki cholesterol i dodatkowe kłopoty z sercem. Musi natychmiast zacząć się leczyć, bo jest poważnie chorym człowiekiem – podsumowuje dr Mamcarz. Można powiedzieć, że sport jednak pechowca uratował, bo bez kontuzji nie miałby pojęcia, w jak złym stanie jest jego organizm. Do tej pory bawił się w ruletkę ze zdrowiem – nie badał się ani nie obserwował.

Zrób ze sobą porządek

Czterodniowy weekend to dobra okazja, by przyjrzeć się sobie uważniej. Niekoniecznie pod kątem zmarszczek i siwizny na skroniach. Serce, żołądek, płuca, wątroba – choć głęboko ukryte pod skórą – wysyłają sygnały alarmowe, których nie wolno bagatelizować. A spodziewać się ich należy nieraz z najmniej oczekiwanej strony.

Któremu mężczyźnie po 50 roku życia łatwo będzie skojarzyć zaburzenia wzwodu z miażdżycą? Prędzej uzna to za dowód starzenia i poprzestanie na łykaniu viagry. Tymczasem tętnice w prąciu należą do najcieńszych w organizmie i wszelkie zmiany rozwiną się w nich wcześniej niż w sercu – trzeba więc w końcu po długim weekendzie odwiedzić lekarza: kardiologa, a nie seksuologa. A ile palących kobiet zaniepokoi z kolei uporczywa chrypka i pokasływanie? Ile pań na tyle uważnie przyjrzy się swojej skórze, że zauważy powiększające się pieprzyki, które przed sezonem opalania powinien ocenić dermatolog, czy nie nadają się do usunięcia, zanim wyrośnie z nich czerniak?

Właściwie w każdym wieku i o każdej porze roku powinniśmy być wyczuleni na usterki swojego organizmu, ale skoro na co dzień brakuje czasu, by zająć się tylko sobą, nietypowy nadmiar wolnych dni jest doskonałą okazją na taki osobisty przegląd. Jeśli rad dotyczących zdrowego stylu życia mogą na targach medycyny naturalnej udzielać wróżki i z kart tarota przewidywać długość życia, warto samemu sprawdzić, w jakim stanie znajduje się nasz organizm. Po to, by żyło się lepiej – bezpieczniej i lżej.

Paweł Walewski
rysunki Piotr Socha