POLITYKA

środa, 1 października 2014

Polityka - nr 3 (3) z dnia 2011-02-23; Ja My Oni. Poradnik Psychologiczny Polityki. Tom 7. O chorobach psychicznych i zaburzeniach umysłu; s. 28-32

[Ja My Oni] Depresja

Joanna Drosio-Czaplińska

Mały człowiek w wielkim tunelu

Rozmowa z dr Barbarą Arską-Karyłowską o depresji u dzieci

Gdy mówi: nic mi się nie udaje

Joanna Drosio-Czaplińska: – Ile lat mają najmłodsi pacjenci z depresją?
Barbarą Arska-Karyłowska: – Są w wieku przedszkolnym. Już u kilkulatków widać depresyjny model reagowania na rzeczywistość. Potrafią generalizować, mówiąc: bo ja nigdy nie mogę wygrać, bo zawsze zabiorą mi zabawkę, nigdy mi się nie udaje. Siedzę z takim dzieckiem, jego matką i słyszę: mamo pomóż, bo ten zamek z klocków zawsze mi się wali. Matka reaguje prawidłowo: poradzisz sobie. A ono uparcie, z płaczem i złością: nie, ty mi go zrób! Łatwo jest wychować łatwe dziecko, trudno – trudne.

Jak można zauważyć depresję u kilkulatka?
Po gniewie, po smutku znacznie rzadziej. Te dzieci mają niską tolerancję na frustrację i szybko się złoszczą. Rzucają się na podłogę, płaczą. Wszystko takiemu maluchowi przeszkadza, widzi świat w czarnych barwach. To często nie przechodzi. Może też pojawić się w wieku szkolnym. Każda nagła zmiana w nastroju lub zachowaniu to powód do zaniepokojenia. Gdy dziecko staje się poirytowane i nagle pogarszają się jego stopnie, relacje z rówieśnikami, to sygnał, że coś się dzieje. Depresja to objawy fizjologiczne, poznawcze i emocjonalne. U starszych dzieci, podobnie jak u dorosłych, objawia się również problemami z jedzeniem – jedzą za dużo albo za mało. Ze snem – śpią dużo albo mało. Myśleniem tunelowym, czyli: nikt mi nie pomoże i moja sytuacja nigdy się nie zmieni. Jak mi się coś udaje, to psim swędem, jak nie, to moja wina.

Zresztą zaburzenia nastroju u dzieci to nie tylko depresja. Może ono cierpieć na zaburzenie dwubiegunowe, dziedziczne w bardzo dużym stopniu. Takie maluchy widzi się już w przedszkolu. Raz są pobudzone, innym razem apatyczne. Ale trudno postawić śmiałą diagnozę tak wcześnie.

Gdy się nie uśmiecha

Geny tu decydują? Wrodzone predyspozycje?
Kiedyś myślano, że tylko wychowanie ma wpływ na to, kim jesteśmy, potem, że tylko genetyka. To w historii psychologii zmieniało się wielokrotnie. Teraz mówi się, że to interakcja genów i wychowania. Są maluchy, które wywołują mniej pozytywnych reakcji w rodzicu, mniej się uśmiechają, nie wyciągają rączek, płaczą, kiedy się je przytula. Matka się denerwuje, jest niewyspana. Zachodzi w głowę, co robi źle. Dziecko, które ma zadatki na bycie wycofanym, wywołuje mniej pozytywnych reakcji. Im bardziej matka jest sfrustrowana, tym mniej potrafi dać ciepła. I koło się zamyka. To nie jest niczyja wina. Jak już mówiłam – zdarzają się dzieci trudne.

A wychowanie? Co takiego robimy naszym dzieciom, że nie czują się w świecie bezpieczne?
Rodzic, który sam żyje w lęku, nie da bezpieczeństwa swojemu dziecku. Poczucie zagrożenia bierze się też stąd, że rodzic za mało na dziecko reaguje, w skrajnych przypadkach zaniedbuje je. Są takie często przytaczane badania na niemowlakach z sierocińca, bardzo stare z 1946 r., przeprowadzone przez R.A. Spitza. Wynikało z nich, że dzieci nawet z zaspokojonymi potrzebami fizjologicznymi, ale niedotykane, nieprzytulane traciły na wadze. Stawały się mało ruchliwe, przestawały płakać, uśmiechać się, reagować. Niektóre nawet umierały. Poza tym jeśli dziecko płacze i płacze, i nikt nie przychodzi, to ono uczy się, że płakać nie warto. To może powodować syndrom wyuczonej bezradności, co z kolei oznacza nieumiejętność radzenia sobie z problemami. Inny rodzicielski błąd to niekonsekwencja. Matka raz podejdzie, a następnym razem w identycznej sytuacji nie. Raz ma humor, raz się złości. Z tej niepewności rodzi się w dziecku przekonanie, że świat jest nieprzewidywalny, nie da się nad niczym zapanować.

Dostajemy od rodziców w psychicznym posagu na całe życie jeden z trzech modeli więzi: bezpieczny, lękowy i lękowo-ambiwalentny. Dwa ostatnie właśnie pani opisała. To one są powodem depresji?
Mogą być, ale do depresji prowadzi interakcja zdarzeń i predyspozycji. Okres niemowlęcy ma na rozwój depresji duży wpływ. Amerykański neuropsycholog Allan Schore w latach 90., gdy były już możliwości neuroobrazowania PET i MRI (odmiany tomografii komputerowej – przyp. red.), obserwował dwumiesięczne niemowlaki. Dzieci patrzyły na wyświetlaną twarz matki. Okazało się, że rozwój ośmiotygodniowego malucha zależy od tego, jak ona się zachowuje. Dwumiesięczne dziecko kojarzy już twarz matki. W tym samym czasie tworzą się w jego główce miliony nowych połączeń synaptycznych. Dlatego uśmiech i kontakt wzrokowy są dla dziecka aż tak stymulujące. Jeśli matka nie podejdzie, gdy niemowlę płacze, nie uśmiechnie się, gdy ono się uśmiecha, nie zareaguje – oznacza to, że nie daje bodźców, które potrzebne mu są do prawidłowego rozwoju.

<...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Dr Barbara Arska-Karyłowska licencjonowany psycholog w stanie Floryda, w latach 90. dyrektor kliniczny oddziału psychiatrycznego dla dzieci i młodzieży w St. Johns River Hospital na Florydzie, wykładowca i kierownik Zakładu Psychologii Klinicznej Dziecka w Wyższej Szkole Psychologii Społecznej w Warszawie, wykładowca, terapeuta dziecięcy w Laboratorium Psychoedukacji.