POLITYKA

Poniedziałek, 1 maja 2017

Polityka - nr 7 (7) z dnia 2016-08-03; Ja My Oni. Poradnik Psychologiczny Polityki. Tom 23. Jak się dogadać; s. 8-11

JA. Myśleć, co się mówi (o sztuce porozumiewania się słowami)

Paweł Walewski

Mamy głos

Jak to jest, że homo sapiens mówi i jest jedynym na świecie komunikującym się w ten sposób gatunkiem

Mówimy. Słyszymy. Widzimy. Każda z tych czynności umożliwia jakąś łączność ze światem, ale dopiero prawidłowe łączne funkcjonowanie wszystkich trzech zapewnia podstawę komunikacji społecznej i buduje w umysłach kompletny obraz tego, co nas otacza.

Funkcjonalność zmysłów

Biologia mowy, która leży u podstaw komunikowania się z otoczeniem, nie zależy tylko od artykulacji głosek, z których budujemy słowa i zdania. – Wszystko odbywa się na poziomie ośrodkowego układu nerwowego, gdzie znajdują się centra mowy, słuchu i wzroku – wylicza dr Agata Szkiełkowska kierująca Kliniką Audiologii i Foniatrii w Instytucie Fizjologii i Patologii Słuchu w Kajetanach koło Warszawy.

Z punktu widzenia biologii głos powstaje w krtani, ale jest on czymś innym niż mowa i język, którym się posługujemy. Jest nośnikiem mowy. Zwierzęta też mają krtań, lecz mimo wydawania głosu nie potrafią mówić. Mowa zaliczana jest do wyższych zdolności intelektualnych, jakie przynależą wyłącznie ludziom, polega na tworzeniu wypowiedzi słownych oraz na ich rozumieniu. Dzięki tym dwóm czynnościom człowiek odróżnia się od innych ssaków i może się porozumiewać językowo.

Tworzenie wypowiedzi słownych zaczyna się w mózgu, bo tu musi najpierw powstać ich plan – wyjaśnia dr Szkiełkowska. Dlatego źródeł mowy w sensie biologicznym trzeba szukać w ośrodkowym układzie nerwowym, gdzie analizowane są bodźce słuchowe i wzrokowe oraz gdzie znajdują się obszary językowe odpowiedzialne za ekspresję języka i jego rozumienie (tzw. pola Broca i Wernickego – od nazwisk badaczy, którzy w połowie XIX w. odkryli je w lewej półkuli mózgu). Współczesne badania nad lokalizacją funkcji mowy doprowadziły jednak do wniosku, że w jej tworzenie zaangażowane są również inne okolice mózgu, powiązane ze sobą w bardzo skomplikowany sposób.

Co więcej, wydobywanie głosu i posługiwanie się językiem zawdzięczamy mechanizmom, które, znajdując się stale pod kontrolą ośrodków mózgowych, wynikają z pracy nie tylko samej krtani, języka czy podniebienia, ale też położonych niżej płuc i dróg oddechowych. Aby zrodzona w mózgu myśl uzyskała formę dźwiękową, musi uaktywnić się aparat oddechowy, głosotwórczy i artykulacyjny. Zanim usta wypowiedzą np. proste zdanie: „Jestem szczęśliwy, bo potrafię mówić”, ułamki sekund wcześniej, poza naszą świadomością, ośrodkowy układ nerwowy wysyła komunikat połączeniami neuronalnymi do mięśni klatki piersiowej. W jednym celu: aby płuca napełniły się powietrzem i jego strumień pod odpowiednim ciśnieniem mógł się skierować przez oskrzela i tchawicę do naszego głównego narządu dźwiękotwórczego, jakim jest krtań.

Tworzą ją chrząstki i więzadła, ale z punktu widzenia powstawania głosu najważniejszą rolę pełnią w niej fałdy głosowe (potocznie zwane strunami). Podczas oddychania są one szeroko rozsunięte, gdy jednak ma wytworzyć się w nich dźwięk – napinają się odpowiednio i zsuwają, a nacisk napierającej od dołu fali powietrza wprawia je w drgania wytwarzające tzw. ton podstawowy. Jest on dźwięczny, ale bezbarwny i nie przypomina jeszcze naszego głosu. To tylko baza, na której zbudowane zostaną dźwięki mowy, gdy fala akustyczna będąca nośnikiem tonu podstawowego przedostanie się wyżej, ponad krtań.

Teraz już działamy świadomie: za sprawą narządów artykulacyjnych – języka, warg, podniebienia, a nawet zębów – wypowiadamy zdanie, które ułamki sekund wcześniej zaplanowaliśmy w mózgu. W proces wytwarzania głosu zaangażowane zostaną również nos i zatoki – nazywane rezonatorami, które wzmacniają niektóre częstotliwości tonu podstawowego i równocześnie tłumią inne, co nadaje wypowiadanym głoskom odpowiednią wysokość, natężenie i barwę. Przez zamknięte usta nie wydobędzie się żaden głos, jednak aby wszystkie głoski zostały wypowiedziane poprawnie, nie wystarczy rozsunąć wargi – nasze artykulatory muszą poruszać się w ściśle określony sposób, co automatycznie koryguje sprawny zmysł słuchu. – Kontrola słuchowa nie tylko pomaga w nauce mówienia, lecz służy również do tego, byśmy mogli regulować głośność swojej mowy i posługiwać się nią starannie – mówi dr Szkiełkowska. To, że osoby z przytępionym słuchem mówią głośniej niż inne, wynika z braku autokontroli słuchowej. Również to, że niesłyszący mówią niewyraźnie lub wcale, bierze się stąd, że nie słyszą wypowiadanych przez siebie głosek.

Plastyka mózgu

Umiejętność mówienia w dużym stopniu zależy więc od naszych zmysłów. Dzięki nim wytwarza się w mó...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]