POLITYKA

Poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Polityka - nr 15 (3106) z dnia 2017-04-12; s. 112

Passent

Daniel Passent

Marks w telewizji

Wszystkiego bym się spodziewał, ale że telewizja publiczna pokaże sztukę o Karolu Marksie, autorstwa i reżyserii Macieja Wojtyszki – tego bym nie oczekiwał. A jednak o późnej porze, kiedy ciemny lud (zwany kiedyś „ludem pracującym miast i wsi”) śpi snem spokojnym, nocne marki, lunatycy, czerwona lumpeninteligencja i niedobitki marksistów, mogli obejrzeć w TVP 2 przedstawienie „Narodziny Fryderyka Demuth”, przeniesione z Teatru im. Słowackiego w Krakowie.

Demuth to nieślubny syn Karola Marksa z młodą i apetyczną służącą. Niektórzy uważają, że prawdziwym ojcem był Fryderyk Engels, przyjaciel i – jak byśmy dziś powiedzieli – sponsor rodziny. Inni twierdzą, że Engels tylko wziął na siebie ojcostwo, żeby uratować rodzinę Marksa i jego autorytet na powstającej dopiero lewicy.

Z bogatego życia i działalności twórcy marksizmu (choć Marks sam o sobie mówił, że marksistą nie jest) Wojtyszko wybrał tylko ten jeden wstydliwy epizod – nieślubne dziecko, czyli skandal w rodzinie – od czasu do czasu robiąc dygresje dotyczące działalności Marksa w innej niż dziecioróbstwo dziedzinie. W sztuce i w spektaklu Marks jest przedstawiony wystarczająco antypatycznie, żeby Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji nie mogła się do TVP przyczepić, iż ta lansuje ideologię komunistyczną, która jest w Polsce zakazana.

Marks jest dzisiaj obecny nie tylko w Teatrze Słowackiego oraz w TVP. Na Zachodzie, który nie doświadczył realnego socjalizmu, nadal budzi zainteresowanie. Sądząc po tym, że na jego pogrzebie (1883 r.) obecnych było zaledwie 11 osób, można było przyjąć, że w trumnie spoczywa nie tylko sam twórca, ale i jego ideologia. Tymczasem jest inaczej i co pewien czas ukazują się książki o filozofie (raczej życzliwe) oraz toczą polemiki wokół jego dorobku. Znany historyk amerykański Louis Menand, profesor Uniwersytetów Harvard i Princeton, laureat Nagrody Pulitzera, opublikował ostatnio obszerny esej o Marksie pod znamiennym tytułem „He’s Back. Karl Marks yesterday and today”.

Skąd nagle taki esej o Marksie? Być może stąd, że w przyszłym roku przypada 200-lecie jego urodzin. Choć jego wizja historii się nie spełniła, a komunizm okazał się utopią i nieszczęściem, Marks jako badacz, pisarz (a pisał wybornie) i działacz wywarł wpływ na następne pokolenia. Komunizm jest martwy, ale Marks – niezupełnie.

Marks twierdził, że kapitalizm – na skutek sprzeczności wewnętrznych – nieuchronnie zmierza ku upadkowi. Nie można go zreformować. Wolny rynek i konkurencja, acz są motorem rozwoju gospodarki i postępu w ogóle (był zafascynowany rewolucją przemysłową, maszyną parową, lokomotywą, której działanie objaśnia w sztuce Wojtyszki swojej żonie Jenny), prowadzą do narastającej różnicy dochodów pomiędzy właścicielami kapitału a tymi, którzy sprzedają im swoją siłę roboczą i „nie mają do stracenia niczego oprócz swoich kajdan”. Nędza proletariatu sprawia, że musi się on wyzwolić, nie może zaś tego uczynić, nie wyzwalając całego społeczeństwa z tej nieludzkiej sytuacji.

Ponad 150 lat później nierówności pozostają ciągle problemem, co potwierdza m.in. niedawna kariera książki francuskiego ekonomisty Thomasa Picketty’ego, a także statystyki – od Polski do USA i Brazylii. Ba, nie brak opinii, że triumfalny marsz populistów – od Trumpa do Kaczyńskiego – nie byłby możliwy, gdyby elity zafascynowane wzrostem PKB przestały być tak zachłanne i dbały o bardziej sprawiedliwy rozkład dochodów.

W „Manifeście Komunistycznym”, niewielkiej rozprawie Marksa i Engelsa (1848 r., Wiosna Ludów) czytamy (a właściwie, kto to dziś czyta?), że 10 proc. ludności posiada prawie wszystko, a 90 proc. nie posiada nic. Dzisiejsze statystyki tylko to potwierdzają. Zdaniem Leszka Kołakowskiego to „arcydzieło politycznej literatury propagandowej”.

Sam Marks cierpiał biedę, nie raz znosząc głód, żył na kredyt w okolicznych sklepach, w pełni poświęcił się swojej pracy (całymi dniami przesiadywał w bibliotece) i działalności politycznej, w ramach której tracił mnóstwo czasu na niezliczone polemiki, pamflety, spory i kłótnie. Był wierny XI Tezie Feuerbacha, że filozofowie „tylko objaśniali świat na różne sposoby, a chodzi o to, żeby go zmienić”. Przez większość swojego życia był znany tylko w wąskim kręgu buntowników. Jego znaczenie i popularność rosły wraz z rozwojem ruchu robotniczego i socjalistycznego w końcu XIX w. Jak pisze Alan Ryan w książce „Karol Marks – rewolucjonista i utopista”, gdyby w 1917 r. Lenin nie przyjechał do Petersburga i nie stanął na czele rewolucji, Marks byłby dzisiaj prawdopodobnie zapamiętany jako „niezbyt ważny XIX-wieczny filozof, socjolog, ekonomista i teoretyk polityki”. Podobnego zdania był Leszek Kołakowski, autor monumentalnej książki o marksizmie: Marks będzie „rozdziałem podręcznika historii idei, autorem jednej z wielkich książek XIX wieku. I&...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]