POLITYKA

środa, 23 sierpnia 2017

Polityka - nr 19 (3109) z dnia 2017-05-10; s. 12-14

Temat tygodnia

Marek Ostrowski

Meteor Macron

We Francji wybory się jeszcze nie skończyły. Tytuł filmu o nowym prezydencie – „Strategia meteora” – może zapowiadać jego słabość polityczną. Został mu tylko miesiąc na zmontowanie zwycięstwa w parlamencie.

Emmanuel Macron, najmłodszy prezydent w historii Francji, swą drogę na szczyt pokonał w błyskawicznym tempie. Liceum jezuickie w Amiens, matura w słynnym paryskim liceum Henri IV, dyplom z filozofii Hegla, potem ENA, Krajowa Szkoła Administracji, z której wychodzi większość francuskiej elity politycznej.

Jako absolwent ENA został powołany do komisji państwowej o znamiennej nazwie: do uwolnienia (w domyśle skrępowanego rozmaitymi przeszkodami) rozwoju kraju. Komisją powołaną przez prawicowego prezydenta Nicolasa Sarkozy’ego kierował socjalista Jacques Attali, niegdyś główny doradca prezydenta Mitterranda. 24-letni Macron zapisuje się do Partii Socjalistycznej, ale rezygnuje z kariery partyjnej, kiedy PS przegrywa prezydenturę w 2007 r. Wybiera sektor prywatny. Attali poleca go bankowi Rothschilda, a po niespełna czterech latach Macron zostaje tam jednym z zarządców i pilotuje największą transakcję 2012 r., zakup filii koncernu farmaceutycznego Pfizera przez koncern spożywczy Nestlé. Przynosi mu to sukces finansowy, a po nim w wieku 36 lat Macron dostaje najważniejszą tekę w rządzie François Hollande’a – stanowisko ministra gospodarki, przemysłu i cyfryzacji.

Pierwsze pytanie (i warunek) Macrona brzmiało: „Czy będę mógł reformować?”. Ale reforma – na początku 2015 r. przepchnięta pod tzw. gilotyną w Zgromadzeniu Narodowym – raczej rozczarowała. Macron zwiększał liczbę niedziel roboczych z 5 do 12, dał przedsiębiorstwom autokarowym swobodę tworzenia sieci przewozów (dotąd nie było można konkurować z kolejami), otworzył szerszy dostęp do niektórych reglamentowanych zawodów, zwłaszcza prawniczych. Pół roku później, jeszcze jako minister, oświadczył, że nie czuje się już członkiem socjalistów. A przed rokiem założył własną partię En Marche! (Naprzód, W drogę), co prezydent Hollande potraktował jako zdradę polityczną. Minister złożył dymisję, a kiedy Hollande zapowiedział, że nie wystartuje w wyborach, Macron ogłosił swą kampanię prezydencką. Nie stanął do żadnych wyborów wstępnych ani na lewicy, ani na prawicy, i wygrał. Czym uwiódł rodaków?

Pięć głównych propozycji to: uelastycznienie kodeksu pracy, moralizacja życia publicznego (co chwyciło zwłaszcza w kontraście do François Fillona, wypłacającego fundusze asystentów parlamentarnych żonie i dzieciom), wzmocnienie Unii Europejskiej (hymn Unii poprzedził przemówienie zwycięzcy na dziedzińcu Luwru) ułatwienia dla drobnych przedsiębiorców, no i ofensywa edukacyjna: najwyżej 12 uczniów w klasie szkoły podstawowej oraz oryginalne 500+, to znaczy 500 euro dla każdego Francuza kończącego 18 lat – na wydatki na kulturę.

Wszyscy podkreślają jego sprawność intelektualną. Błyszczał wśród kolegów. W trzeciej klasie liceum wiedział więcej niż połowa jego profesorów. W dodatku nagroda w konkursie fortepianowym. Jego biografka Anne Fulda wymownie zatytułowała książkę: „Młodzieniec tak doskonały”. Podkreśla, że Macron, choć skryty i zdystansowany, zawsze pragnął być w centrum uwagi.

Nie rodzice, lecz dwie starsze kobiety miały stworzyć Macrona. Pierwsza to jego babcia – Manette, emerytowana nauczycielka, u której spędzał każdą wolną chwilę. Babcia, córka zawiadowcy stacji kolejowej, pochodziła ze skromnej rodziny – w przeciwieństwie do rodziców prezydenta, obojga lekarzy; ojciec profesor neurologii w szpitalu uniwersyteckim. W swej książce, kiedy pisze o rodzinie, Macron wspomina babcię oraz żonę i jej dzieci – nie rodziców.

Żona prezydenta Brigitte i ich małżeństwo to temat na film. 15-letni Macron, uczeń kolegium jezuickiego w Amiens, zakochuje się w nauczycielce, starszej od niego o 24 lata, już matce trojga dzieci. Jedno z nich, córka, chodzi z Macronem do tej samej klasy. Brigitte uczy francuskiego i łaciny, ale Macron poznaje ją na zajęciach z teatru. W każdy piątek przez całe miesiące piszą wspólnie sztukę teatralną. Ich związek, rzecz jasna, łamie wszelkie konwenanse, rodzice Macrona podobno interweniują w szkole, w każdym razie Brigitte odsyła nieletniego adoratora do liceum w Paryżu. Wrócę i ożenię się z tobą – miał powiedzieć Macron. Słowa dotrzymał 13 lat później. Brigitte z Macronem nie mają dzieci, ale mąż traktuje jej wnuki jak swoje. A jedna z córek żony, Tiphaine, 32-letnia adwokatka, przewodzi lokalnemu komitetowi partyjnemu En Marche! „Zawsze pisano fałsze o mojej matce – powiedziała prasie. – Nie widzę ich różnicy wieku. Są szczęśliwi razem”.

Szczęśliwi – mało powiedziane. Ta sama Tiphaine określa ich jako dwumian. Producentka filmu o kampanii Macrona „Strategia meteora” nazywa związek „małym przedsiębiorstwem”, twierdzi, że Brigitte jest coachem Macrona. Śledzi próby przemówień wiecowych, tu podnieś głos – radzi, tam powtórz jeszcze raz. Kiedy Macron był ministrem gospodarki, Brigitte brała udział w naradach ministerialnych, choć nie pobierała żadnego uposażenia. „To rycerz, osoba z innej planety, pisarz, który jeszcze nie opublikował książki, ja trzymam jego manuskrypty” – powiedziała wtedy. W kampanii wyborczej nie zabierała głosu, ale rzuciła do kamery: przestanę milczeć. ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]