POLITYKA

Niedziela, 28 maja 2017

Polityka - nr 28 (2713) z dnia 2009-07-11; Polityka. Niezbędnik Inteligenta. Wydanie 18 ; s. 8-13

Świat. Przypadek Kalifornia

Andrzej Lubowski

Mgła nad Golden State

Kalifornia wytyczała aspiracje nie tylko dla Ameryki, ale i dla całego świata. Czy widmo bankructwa, które zagroziło temu stanowi, jest przestrogą? Zdiagnozujmy tym dokładniej ten przypadek. Zobaczymy, jak arcydemokratyczne inicjatywy ustawodawcze tworzą popularne społecznie programy, ale bez odpowiedzi na pytanie – jak za nie zapłacić?

The Golden State – mówią o Kalifornii Amerykanie. Złoty stan. Słońce i prosperity – to najczęstsze skojarzenia. Największy i najbogatszy stan Stanów Zjednoczonych, który sam w sobie pod względem potencjału ekonomicznego plasuje się na 7–8 miejscu wśród potęg gospodarczych świata, zajmuje specjalne miejsce w amerykańskiej zbiorowej świadomości. Tradycyjnie pionierska Kalifornia, laboratorium nowych idei, kształtuje mody i trendy. Jej pomysły i wartości, początkowo często kwestionowane jako zbyt odważne, drążą smaki i głowy. Reszta kraju czasem zaszokowana, czasem z pobłażaniem, ale częściej z zaciekawieniem przygląda się temu, co też wymyślili Kalifornijczycy.

Kalifornia wytycza aspiracje dla Ameryki. W ostatnim półwieczu ruch hipisów – dzieci-kwiatów, i wolna miłość – w czasie wojny wietnamskiej free speech, kapitał podwyższonego ryzyka, alternatywne źródła energii i alternatywne style życia, łącznie z akceptacją małżeństw tej samej płci, wszystko to docierało do amerykańskiej świadomości via Kalifornia. Dolina Krzemowa w sąsiedztwie San Francisco to światowa mekka nowych technologii. Hollywood, w obrębie Los Angeles, to światowe centrum kinematografii. Z listy czterystu najbogatszych Amerykanów ponad 20 proc. to rezydenci Kalifornii. Wielu innych superbogaczy, oficjalnie mieszkających w Nowym Jorku, Chicago czy Dallas, tu spędza sporą część życia. Jeśli dodać do tego skalę stanu, łatwo zrozumieć ogromny wpływ, jaki Kalifornia wywiera na życie USA.

Kilka dekad temu Kalifornia szczyciła się jedną z najlepszych sieci autostrad na świecie i jednym z najlepszych systemów edukacji w Ameryce. Woda i elektryczność były tak tanie, że niektóre władze miejskie nie zawracały sobie głowy instalowaniem liczników zużycia. Dziś edukacja kuleje, a dwucyfrowa stopa bezrobocia – 11 proc. – jest znacznie wyższa niż przeciętna dla kraju. Ponad dwa i pół miliona ludzi dostaje kupony na żywność. Średnia cena nieruchomości spadła w półtora roku o przeszło połowę – z 484 tys. dol. wiosną 2007 r. do 223 tys. w marcu 2009 r. Rząd zabiera więcej niż kiedykolwiek w przeszłości i wciąż mu brakuje. Projekt budżetu na lata 2009–2010, w wysokości 92 mld dol., zakładał wydatki o 24 mld wyższe od przychodów. Ten deficyt podąża za 42-mld dziurą, którą parlament stanu po zaciekłych bojach trwających 15 tygodni zacerował w lutym drogą ostrych cięć wydatków i uchwalenia nowych podatków. Dziś Sacramento, siedziba rządu i parlamentu, znów staje w obliczu dramatycznych wyborów.

Co się zmieniło? Czy Kalifornia bankrutuje, czy nie? Jeśli tak, to dlaczego i co to oznacza?

Pułapka artykułu XIIIA

Aby zrozumieć, dlaczego kraina niegdyś mlekiem i miodem płynąca stanęła nagle wobec konieczności cięć podstawowych świadczeń socjalnych, łącznie z opieką medyczną dla blisko miliona dzieci, trzeba się cofnąć do czasów, kiedy zasiano źródła dzisiejszego kryzysu.

W 1900 r. Kalifornia liczyła 1,5 mln ludzi, tyle co Kansas. W połowie XX w., gdy Ronald Reagan praktykował jeszcze aktorstwo – już 10 mln. Co piętnasty Amerykanin mógł o sobie powiedzieć, że jest Kalifornijczykiem. Gdy po dwóch kadencjach, jako gubernator, Reagan odchodził z Sacramento w 1975 r., Kalifornia liczyła już ponad 21 mln mieszkańców. Szybki napływ ludności spoza stanu zwiększył popyt na nieruchomości, co doprowadziło do gwałtownego wzrostu ich cen i w konsekwencji do wzrostu podatków od nieruchomości. Wprawdzie podatki te wspierały rozbudowę infrastruktury, nowe drogi, szkoły i inne świadczenia municypalne, to rachunek korzyści i strat rozkładał się bardzo nierównomiernie między generacjami. Wyższe podatki wynikające z inflacji nieruchomości najbardziej uderzyły w starszych mieszkańców stanu, ludzi o stałych dochodach. Zwłaszcza emerytów zaczęły dręczyć obawy, czy będą w stanie pozostać w domach, które kupili kiedyś za sumy znacznie niższe niż zaktualizowana ich wycena. Było to szczególnie odczuwalne w gęsto zaludnionych terenach blisko wybrzeża, w rejonie Los Angeles i San Francisco.

Te obawy i antypodatkowy sentyment znalazł swe ujście w inicjatywie ustawodawczej, która w formie referendum stanęła przed wyborcami w czerwcu 1978 r. i przeszła 65 proc. głosów przy 70-proc. frekwencji. W ten sposób wprowadzono do konstytucji stanu Kalifornia ważną poprawkę (artykuł XIIIA), która wywarła gigantyczny wpływ na stan finansów stanu i jakość wielu świadczeń.

Artykuł XIIIA konstytucji (Proposition 13, jak jest popularnie zwany) stanowi, że wartość nieruchomości do czasu zmiany właściciela jest szacowana na poziomie wartości rynkowej z 1975 r. Dla celów podatkowych może być podniesiona o stopę inflacji, ale nie więcej niż o 2 proc. rocznie. W wyniku tej poprawki podatki od nieruchomości spadły średnio o 57 proc. Co wię...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Andrzej Lubowski jest ekonomistą i publicystą od lat mieszkającym w Kalifornii. Jak sam przyznaje, fakt ten do niedawna wywoływał nieskrywaną zazdrość. Ostatnio zastąpiło ją współczucie. Wracasz tam? – pytali go pointrygowani warszawscy przyjaciele, gdy w czerwcu przyjechał do Polski.