POLITYKA

środa, 26 lipca 2017

Polityka - nr 25 (3115) z dnia 2017-06-21; s. 27-29

Społeczeństwo

Marcin Kołodziejczyk

Miasto Dzieci Świata

W Rabce nie ma jeszcze ulicy księdza Józefa Hojoła. Choć dla jednych jest niekwestionowanym herosem świata żołnierzy wyklętych, dla innych antysemitą i pogromowym podżegaczem.

W lipcu 1945 r. w trzech rabczańskich willach powstał sierociniec dla ciężko chorych żydowskich dzieci ocalałych z wojny. W sierpniu wille były już puste. Nie dało się prowadzić sierocińca pod groźbami i ostrzałem. Wille Stasin, Niemen i Juras, w których mieszkały żydowskie dzieci, do dzisiaj stoją w Rabce-Zdroju przy ul. Słonecznej, w dwóch z nich mieści się dom pracy twórczej Uniwersytetu Jagiellońskiego. Oferują po cenach przystępnych pokoje z łazienkami i bez, także dla osób spoza uczelni. O historię okolicy mało kto pyta.

Słoneczna

Naprzeciw Stasina i Niemna, w dawnej willi Tereska, działa prowadzona przez siostry zakonne szkoła i ośrodek wychowawczy dla dzieci ociemniałych i słabowidzących im. św. Teresy od Dzieciątka Jezus – w wojnę była tutaj niemiecka szkoła policji i służby bezpieczeństwa, kształcono agentów. Dobudowano wtedy do willi paradne schody z macew. Za Tereską płynie Gorzki Potok, którego umocnienia też wykonano wówczas z macew, za potokiem kursanci hitlerowskiej szkoły odbywali zajęcia praktyczne z masowych morderstw na żydowskich mieszkańcach Rabki.

Dzisiaj miejsce wskazuje tablica z napisem Żydowski Cmentarz Wojenny, pod betonowymi sarkofagami leży ponad 500 osób, wszyscy bezimienni. Latem 1945 r. w wysokiej trawie pasły się tutaj krowy – władze lokalne zdecydowały, że teren uprzątnie kolonia żydowska. A że nie było już w Rabce Żydów – uprzątać masowe groby miały pewnie żydowskie sieroty, które właśnie przyjechały się leczyć na ul. Słoneczną.

Władze Rabki wydały decyzję o uprzątaniu okolic mogiły 9 sierpnia 1945 r. W tydzień, a także dwa i trzy tygodnie później, sierocińce w willach Stasin, Niemen i Juras zaatakowali polscy patrioci – uczniowie i harcerze drużyny Żółta Dwójka z pobliskiego Prywatnego Gimnazjum Sanatoryjnego Męskiego Jana Wieczorkowskiego, renomowanej szkoły otwartej na nowo tuż po wojnie.

Sprawa terroryzowania dzieci żydowskich w Rabce wypływała w trakcie przesłuchań i procesów sądowych w końcu lat 40. i początku 50., ale nigdy wprost – tylko jako odprysk oskarżenia o współpracę z partyzantami zwalczającymi nową ludową władzę na Podhalu. Oskarżonymi byli ks. Józef Hojoł i Edmund Chodak – katecheta i polonista ze szkoły Wieczorkowskiego. O Hojole – pseudonimy „Y”, „Korzeń”, „Krzepa”, „Ojciec” – świadkowie w procesie mówili, że był „bożyszczem” w Rabce. Sądzono go i więziono m.in. za wrogie występowanie przeciw ustrojowi oraz za odprawianie mszy za zabitych w walce partyzantów.

Dzisiaj i według dzisiejszego nazewnictwa ks. Józef Hojoł w Rabce dla jednych jest niekwestionowalnym herosem świata żołnierzy wyklętych – ci, głównie byli harcerze Żółtej Dwójki, wspominają go wyłącznie jako „osobowość bez skazy”, „duchowego przewodnika”, „niedościgniony autorytet”, a nawet jako „świętego człowieka do końca oddanego sprawie wiary i patriotyzmu”. Co roku podczas mszy i składania kwiatów pod poświęconą mu w 2011 r. tablicą w kościele Marii Magdaleny domagają się nazwania ulicy w Rabce imieniem ks. Hojoła.

Inni – ludzie nauki, badacze, dziennikarze, którzy powołują się na dokumenty, w tym na słowa samego Hojoła z procesów sądowych – twierdzą, że Józef Hojoł inspirował i organizował ataki na żydowskie dzieci w Rabce w sierpniu 1945 r.

Sprawa

Postać ks. Józefa Hojoła, jako bohatera ze skazą, powróciła do Rabki 20 lat po jego śmierci, w 2016 r. Zaczęło się od opublikowanego w piśmie „Zagłada Żydów. Studia i materiały”, wydawanym przez Instytut Filozofii i Socjologii PAN, artykułu Karoliny Panz – doktorantki IFiS PAN od 10 lat mieszkającej na Podhalu – o „żydowskich ofiarach zbrojnej przemocy na Podhalu w latach 1945–1947”. Karolina Panz podkreśla, że w badaniach nie chciała się skupiać na sprawcach pogromów i morderstw na Żydach. W okupowanej Rabce – jak wynikło z badań – ponad połowa polskich mieszkańców określiła się jako proniemiecki Goralenvolk, a Władysław Krzeptowski, podhalański przywódca Goralenvolku, po wywiezieniu Żydów na śmierć przez hitlerowców w 1942 r., mówił o „radosnej chwili pozbycia się z Podhala odwiecznych wrogów”.

Od lutego 1945 r. Tymczasowy Komitet Pomocy Ludności Żydowskiej w Krakowie szukał w Rabce miejsca dla chorych dzieci, ale nie mógł znaleźć – odpowiadano: brak łóżek w szpitalach, brak wolnych domów, a także – jak eufemistycznie zanotowano w raporcie organizacji – winne było „specjalne nastawienie jednostek spośród personelu lekarskiego i sanitarnego w stosunku do dzieci żydowskich”. Domy po wysiedlonych Żydach były już pozajmowane, majątek – jeśli był – przejęty przez nowych właścicieli. Żydzi ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]