POLITYKA

Sobota, 24 czerwca 2017

Polityka - nr 9 (9) z dnia 2016-10-19; Niezbędnik Inteligenta. 2/2016. Magia utopii. W poszukiwaniu utraconej przyszłości; s. 21-24

Krótka historia przyszłości

Agnieszka Krzemińska

Między objawieniem a zabobonem

Od momentu, gdy chrześcijaństwo stało się w Cesarstwie Rzymskim religią państwową, Kościół zmonopolizował przepowiadanie przyszłości. Przynajmniej oficjalnie.

Nadzieja na przyjście Jezusa, a zarazem lęk przed Antychrystem i końcem świata determinowały chrześcijaństwo, które – jak pisze francuski historyk Georges Minois – jest z natury religią profetyczną. Najpierw proroctwa zapowiadały przyjście Zbawiciela, a potem Jezus Chrystus głosił nadejście Królestwa Bożego. „Chrześcijanie żyją w oczekiwaniu na spełnienie tej obietnicy” – czytamy w „Histoire de l’avenir” (Historia przyszłości). W pierwszych wiekach wierzyli, że Chrystus lada dzień powróci, więc przykładanie wagi do życia ziemskiego nie miało sensu; dopiero gdy się nie zjawiał, a prześladowania narastały, ich zainteresowanie skupiło się na oczekiwaniu nadejścia Antychrysta i końca świata. Proroctwa zaczęły odgrywać ogromną rolę, choć akurat te apokaliptyczne nie były nowe w żydowskim świecie, bo chrześcijaństwo narodziło się w czasach apokaliptycznej rewolty.

W oczekiwaniu na Apokalipsę

Na chrześcijańskich przepowiedniach największe piętno odcisnęli biblijny prorok Daniel i św. Jan. W Księdze Daniela (z I poł. II w. p.n.e.) poza żywotem proroka są opisane jego apokaliptyczne wizje. Mroczne rozdziały uruchamiały wyobraźnię, a niejasności prowadziły do niezliczonych interpretacji, niemających nic wspólnego z intencjami autora, bo spisana w czasie kryzysu i ucisku księga miała ukazywać działanie wszechmocnej ręki Boga i dawać nadzieję. Podobnie jak Księga Objawienia, czyli Apokalipsa św. Jana (gr. apokálypsis – odsłonięcie, objawienie), jedyna prorocza księga Nowego Testamentu, która powstała pod koniec I w. za czasów panowania prześladowcy chrześcijan cesarza Domicjana. Opisuje ona dramatyczną wizję końca świata, Sądu Ostatecznego i nadejście Królestwa Bożego, ale też miała dodawać odwagi i umacniać wiarę. Od apokaliptycznych dzieł żydowskich różni ją doniosły fakt, jakim jest śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa. W Biblii hebrajskiej zwycięstwo Boga miało nastąpić w przyszłości, dla Jana przełom już nastąpił i czas zbawienia rozpoczął się wraz ze zmartwychwstaniem Jezusa. Według Anny Świderkówny („Rozmowy o Biblii. Nowy testament”) sens pism apokaliptycznych wyraża się słowami: „»nabierzcie ducha i podnieście głowy«, bo Bóg na pewno zwycięży”, a więc wcale nie zapowiadają zagłady, tylko są wezwaniem do nadziei.

Interpretacje Apokalipsy św. Jana dzielą się na trzy grupy; w pierwszej przyjmuje się, że przedstawia ona kolejne etapy dziejów ludzkości do końca świata; w drugiej – traktuje jako zapowiedź końca świata i opis związanych z nim wydarzeń (przyjmowano, że autorowi chodziło o powtórne przyjście Chrystusa i objawienie Jego Chwały); w trzeciej – że św. Jan opisywał wydarzenia mu współczesne w sposób symboliczny. Pierwsza grupa dawała największe pole do popisu dla fantastycznych interpretacji i niezliczonych przepowiedni Apokalipsy (np. w I poł. XIX w. zapowiadano ją na 1843 r., a później jeszcze dokładniej na 22 października 1844 r.) lub zapowiedzi tragicznych wydarzeń współczesnych, formułowanych do dziś. Opierają się one na analizie liczb z ksiąg biblijnych, będących wszak jedynie symbolami.

Boska kontra diabelska

Pierwsi chrześcijanie właśnie na podstawie interpretacji proroczych ksiąg Starego i Nowego Testamentu doszli do wniosku, że na Ziemi zapanuje Królestwo Boże. Długość tego panowania nie od razu była oczywista, ostatecznie przeważył pogląd, że będzie to 1 tys. lat (bo w 20. rozdziale Apokalipsy liczba ta pojawia się aż 6 razy), stąd łacińska nazwa powstałego wówczas prądu – millenaryzm (łac. mille – tysiąc) albo grecka – chiliazm (gr. chilia – tysiąc). Zaczęto na różne sposoby przepowiadać jego początek.

Żyjący w II w. Ireneusz z Lyonu zaliczał chiliazm do podstawowych dogmatów chrześcijańskich. Od połowy III w. prąd ten przestał być dobrze widziany, bo część jego zwolenników zaczęła utożsamiać millenium z czasem zmysłowych nadużyć. Poza tym po uznaniu chrześcijaństwa za religię państwową Kościołowi zaczęło się lepiej powodzić materialnie i uzyskał wpływy polityczne, więc oczekiwanie na Królestwo Boże stało się zbędne. Zaczęto przekonywać, że czas szczęśliwości już się rozpoczął. Z czasem rozwinęły się trzy interpretacje millenaryzmu: premillenaryzm – powrót Chrystusa zapoczątkuje Tysiąclecie, które zakończy się Sądem Ostatecznym; postmillenaryzm – Tysiąclecie zakończy się powrotem Jezusa i Sądem Ostatecznym; amillenaryzm – tysiąc lat Królestwa Bożego należy rozumieć alegorycznie. Do idei tych w ciągu wieków nawiązywały liczne ruchy religijne i społeczne.

Od momentu uznania przez cesarzy rzymskich chrześcijaństwa za religię państwową, jedynymi uprawnionymi przepowiedniami stały się proroctwa inspirowane przez Boga, wszystkie inne potępiono jako zabobon i oszustwo. Pogańskie wróżenie, uważane za gusło, miał...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]