POLITYKA

Poniedziałek, 27 marca 2017

Polityka - nr 2 (4) z dnia 2017-03-15; Pomocnik Historyczny. 1/2017. Dzieje wspólnej Europy; s. 18-27

Wczoraj

Adam Krzemiński

Między republiką a cesarstwem

Europejskiej cywilizacji, tkwiącej korzeniami w starożytnych kulturach Grecji i Rzymu, od zarania towarzyszy napięcie między republikańską a imperialną formą organizacji życia, między łączeniem i dzieleniem, wielkością i małością.

Dwoista Europa. Europa była kobietą. Zeus jako byk uprowadził tę fenicką księżniczkę na Kretę, gdzie urodziła mu trzech synów. Językoznawcy potwierdzają to spotkanie Wschodu i Zachodu (art. s. 14). Samo słowo Europa wywodzi się z greki i języków semickich i oznacza albo łagodne wznoszenie się, albo zachód i mrok. I ta dwoistość jest urodą Europy.

Jeszcze kilkanaście lat temu akurat w Ameryce pojawiły się głosy, że Europa nie tylko się odrodziła (Elisabeth Pond), ale i w postaci unii znalazła urzeczywistnienie europejskiego marzenia (Jeremy Rifkin), które Europejczyków lepiej prowadzi w przyszłość niż Amerykanów obietnica szczęścia sformułowana przez ojców założycieli USA. Dziś mamy Brexit, kryzys grecki, migracyjny, rewizjonizm Putina i izolacjonizm Trumpa. Jest fala islamistycznego terroryzmu i narastający eurosceptycyzm lewicowych i prawicowych populistów. Także spór Brukseli z Warszawą i Budapesztem o „demokrację nieliberalną”. Stąd w europejskich księgarniach roi się od epitafiów dla UE: „Europa, której nie ma. Fatalna siła wybuchowa euro”; „Koniec samozadowolenia. Jak nowoczesna wojna zmienia Europę”; „Europejskie marzycielstwo”; „A jeśli Europa padnie?”; „Ostatnie dni Europy”.

Ale nie brakuje też zawadiackich rad, jak Unia może się wzmocnić na tej zapaści: „Na drodze do imperium. Kryzys Unii Europejskiej a upadek rzymskiej republiki”; „Pomyślna degradacja Europy. Dziś oddać władzę, aby jutro wygrać”; „Europa nad przepaścią. W obronie Stanów Zjednoczonych Europy”; „Europa po upadku”; „Europa umarła, niech żyje Europa. Światowe mocarstwo musi siebie na nowo wymyślić”; „Dlaczego Europa powinna się stać republiką?”.

W dziejach Europy nic nie było proste. To prawda, że już w starożytności istniały zręby państwa prawa, że średniowieczni mnisi, czytając i pisząc po łacinie, tak samo tworzyli wspólną Europę, jak potem hanzeaci wspólny rynek gospodarczy. Europa była całością, gdy uczeni i artyści przenosili się z kraju do kraju, zapobiegliwi władcy ściągali z dalekich krajów mieszczan, chłopów, duchownych i żołnierzy, a dynastie panujące, arystokracja, rody kupieckie dbały o europejskie koligacje. Można też w kościelnych soborach upatrywać czegoś w rodzaju ówczesnego ONZ, parlatorium nad kwestiami wojny i pokoju.

Zarazem żaden inny kontynent nie bywał tak jak Europa rozdrobniony, skłócony i wyniszczany w stu-, trzydziesto- czy choćby tylko siedmioletnich wojnach. Europejczycy nie tylko ruszali wyzwalać Ziemię Świętą, ale także po drodze pustoszyli schizmatyczne Bizancjum. A u siebie po okresach tolerancji wznosili stosy innowiercom, obcoplemiennym, czarownicom, nieprawomyślnym. W XIX w. podporządkowali sobie niemal cały świat, olśniewając swymi technicznymi wynalazkami. Ale w XX w. zdyskredytowali się ludobójczymi wojnami i zdegradowali własny kontynent do stref wpływów dwóch półeuropejskich mocarstw.

Czas Greków. Mało co jest w tej historii krystalicznie czyste. Jednoczenie Europy zaczęło się bez mała trzy tysiące lat temu, gdy nad Morzem Egejskim rozsiedli się Grecy (art. s. 19). Mieli kontakt z Orientem i wiele od niego przejęli. Mieli królów, tyranów, ale nie ciągnęło ich do tworzenia światowego mocarstwa. Mieszkali w politycznie przejrzystych miastach-państwach, uczestnicząc od niechcenia w sprawach publicznych, jak gdyby woleli być wielcy w małym niż mali w wielkim. Pod Troją (ok. 1200 r. p.n.e.) pokazali, że potrafią się sprzymierzyć i walczyć. Ale gdy robiło się ciasno, to nie podbijali obcych terytoriów, lecz zakładali własne kolonie. Bez polityki siły, dzięki handlowi i stylowi życia, Morze Śródziemne stało się morzem greckim, otwartym także dla wszystkich innych, którzy potrafili żeglować.

Wierzyli w wyższy ład natury i bogów. Na urzędy wybierali arystokratów, ale w życiu publicznym uczestniczył każdy wolny. Poczucie wewnętrznej wolności pod okiem współobywateli wyrabiało samodyscyplinę i umiar – co się wypłaciło niebywałą wrażliwością artystyczną, architektoniczną i filozoficzną tych dwustu lat greckiego złotego wieku, kiedy żyli Sokrates, Platon (patrz niżej), Arystoteles, Herodot, Tukidydes.

To oczywiście obraz przesłodzony. Nie wiadomo, jak potoczyłyby się dzieje Europy, gdyby pół tysiąca lat przed Chrystusem bitwę pod Maratonem (490 r. p.n.e.), a potem pod Salaminą (480 r. p.n.e.) wygrali Persowie. Nie byłoby nieprawdopodobnego wzlotu Aten. Ale już sto lat później konflikt ze Spartą podciął potęgę ateńskiej federacji, po czym greckie państwa podporządkowali sobie najpierw Macedończycy, a potem Rzymianie.

Macedońsko-kartagiński interwał. Aleksander Macedoński najpierw ujarzmił buntujące się greckie miasta, a potem pokonał Persów i stworzył hellenistyczne – persko-greckie – imperium sięgające Indii i Afganistanu (art. s. 19). Gdyby nie został przedwcześnie otruty, to historia Europy także potoczyłaby się inaczej. Tymczasem na zachodzie Europy rosła morska potęga Kartaginy i&...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]