POLITYKA

Czwartek, 30 października 2014

Polityka - nr 50 (2275) z dnia 2000-12-09; s. 24-25

Kraj / Ogląd i pogląd

Jerzy HausnerMirosława Marody

Miękki kraj

Dramatycznie pogarsza się jakość rządzenia państwem

Coraz częściej mówi się o kryzysie państwa, co sugeruje rozpad jego struktur i zanik funkcji. W istocie nic takiego nie występuje. Zadania państwa są określone, a struktury odpowiedzialne za ich wykonywanie nadal działają. Skuteczność tych działań jest jednak bardzo ograniczona. Jeżeli więc posługiwać się pojęciem kryzysu, to raczej w odniesieniu do rządzenia niż państwa jako takiego. Słabość czy kryzys rządzenia nie oznacza, że państwo zanika, oznacza, że w państwie administruje się, ale nie rządzi.

Państwo, w którym administruje się, a nie rządzi, wybitny szwedzki ekonomista Gunnar Myrdal nazwał kiedyś „miękkim państwem”. Charakteryzuje się ono: niskim poziomem dyscypliny społecznej, znacznymi niedostatkami w ustawodawstwie, nieskutecznością w egzekwowaniu prawa, rozpowszechnieniem korupcji, wykorzystywaniem władzy politycznej oraz gospodarczej do realizacji partykularnych interesów jednostek i małych grup, niską efektywnością wykorzystania funduszy publicznych, samowolą i niezdyscyplinowaniem urzędników oraz niską skutecznością we wprowadzaniu reform.

Właśnie występowanie i nasilanie się takich zjawisk dosyć powszechnie przypisujemy naszemu państwu. A jeśli tak jest, to trzeba pytać, dlaczego tak się dzieje? Należy wyraźnie podkreślić, że sprawność państwa w Polsce jest mimo wszystko wyraźnie wyższa niż w większości krajów postkomunistycznych, czego najlepszym dowodem było konsekwentne wprowadzenie zasadniczego pakietu reform gospodarczych na początku lat 90. i stopniowa konsolidacja tych reform przez kolejne ekipy rządowe, co umożliwiło utrzymanie wysokiego tempa wzrostu PKB przez ostatnie 8 lat. Konstatacja, że nie jesteśmy gorsi od innych w naszej klasie, nie może jednak zwolnić od zastanowienia się – czy dokonujemy postępów? Na to pytanie uczciwa odpowiedź musi brzmieć: nie.

Obywatelska nie–odpowiedzialność

Analizując czynniki psucia lub zmiękczania państwa, za nadrzędną kategorię wyjaśniającą obniżanie się jakości rządzenia w Polsce, uznaliśmy instytucjonalizację nie–odpowiedzialności. Terminem tym określamy proces, u podstaw którego leży brak gotowości obywateli do angażowania się w sprawy publiczne – związany z przekonaniem o nieefektywności instytucji władzy i skorumpowaniu aparatu administracyjnego. Pozwala to klasie politycznej na przesunięcie punktu ciężkości swych działań z interesu publicznego na interesy partyjne. Jednym z efektów owej zmiany priorytetów jest proces polityzacji administracji publicznej, która staje się obszarem ścierania się prywatnych i partyjnych interesów.

Mechanizm i następstwa tak określonej nie–odpowiedzialności najlepiej prześledzić na przykładzie ludności chłopskiej i rolnictwa. Z prowadzonych badań wynika, że wszystkie grupy ludności wiejskiej krytycznie i pesymistycznie oceniają sytuację rolnictwa, przy tym w niewielkim stopniu wiążą jej poprawę z własnymi działaniami. Oczekują raczej, że to państwo podejmie działania, które poprawią sytuację wsi, przy czym owe działania mają głównie polegać na zapewnieniu rolnikom opłacalności produkcji i odpowiedniego poziomu dochodów, Polscy rolnicy ujawniają więc postawę ucieczki od rynku. Zachowują się w sposób ukształtowany w warunkach gospodarki socjalistycznej: chcą być producentami, a nie przedsiębiorcami. Oni mają wytwarzać, a państwo ma zapewnić im opłacalny zbyt. I jeżeli państwo tego nie zapewnia, gotowi są przeciw niemu protestować i to w możliwie najbardziej ostry sposób (blokady dróg, okupowanie urzędowych budynków).

Gotowość do ostrych protestów nie oznacza gotowości do samoorganizacji i budowania politycznej reprezentacji. Owszem, mieszkańcy wsi uczestniczą w akcjach protestacyjnych inicjowanych przez Samoobronę, ale w zdecydowanie niższym stopniu udzielają jej politycznego i wyborczego poparcia. Ogólnie stopień zorganizowania mieszkańców wsi jest niski, co widać na przykładzie izb rolniczych, które jak dotąd nie zyskały społecznego uznania i znaczącej pozycji. Politycy z kolei traktują mieszkańców wsi protekcjonalnie i instrumentalnie. Ogromne w sumie środki przeznaczane na rolnictwo uruchamiane są głównie po to, aby zapewniać spokój społeczny i w taki sposób, aby przynieść polityczne i materialne korzyści decydentom. W efekcie jednak blokowane są drogi modernizacji i restrukturyzacji, pozostaje więc protest i trwanie – skazujące wieś i jej mieszkańców na marginalizację. Opisany na przykładzie wsi proces instytucjonalizowania się nie–odpowiedzialności występuje również w innych grupach społecznych.

Partyjna kolonizacja

Uogólniając można powiedzieć, że w wymiarze społecznym zasadniczym problemem staje się w Polsce powszechność braku zaufania wobec polityki i polityków. Pociąga to za sobą brak gotowości i zdolności obywateli do współdziałania w kwestiach publicznych, a więc brak obywatelskiego wsparcia dla państwa i jego działań. Sprzyja to dążeniu wielu potężnych grup społecznych do prywatyzacji zysków i upubliczniania strat. W wymiarze politycznym zasadniczym problemem stała się partyjna kolonizacja aparatu państwa, obojętność klasy politycznej wobec patologii życia publicznego i uznawanie przez nią prawa do łupów i politycznej renty. Z kolei w wymiarze administracyjnym zasadniczym problemem jest niska sprawność aparatu państwa, niska jakość decyzji administracyjnych oraz powszechność korupcyjnych praktyk.

Wszystkie te problemy można oczywiście rozpatrywać w perspektywie cech jednostkowych – niedojrzałości obywateli, nieuczciwości polityków (zwłaszcza tych o odrzucanej przez nas orientacji ideologicznej), braku kwalifikacji urzędników. I jest to perspektywa dominująca w dyskursie publicznym. Efektem takiego podejścia jest doszukiwanie się środków zaradczych w wymianie ekip politycznych i administracyjnych, doskonaleniu prawa oraz w apelach do obywatelskiej odpowiedzialności.<...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]