POLITYKA

Czwartek, 29 czerwca 2017

Polityka - nr 37 (2975) z dnia 2014-09-10; s. 59-61

Historia

Agnieszka Krzemińska

Moce spod fartuszka

Jakie są korzenie polskiego wolnomularstwa, co mu zawdzięczamy i czy wpływ masonów był rzeczywiście aż tak wielki, jak się to im chętnie przypisuje?

P>Z masonerią związane są dwie legendy. Według jednej – tej jasnej – jest ona kołem zamachowym postępu i bractwem najświatlejszych ludzi, którzy za cel wzięli sobie budowanie lepszego świata. Przecież wśród sygnatariuszy tak rewolucyjnych oświeceniowych dokumentów, jak Konstytucja Stanów Zjednoczonych, francuska Deklaracja Praw Człowieka i Obywatela czy nasza Konstytucja 3 maja, było wielu jej adeptów. Na drugim biegunie jest legenda mroczna, która w wolnomularstwie upatruje symbolu przez nikogo niekontrolowanych ciemnych sił rządzących światem. Zwolennicy spiskowej teorii dziejów twierdzą, że ten międzynarodowy „układ” odpowiedzialny jest za wszystkie nieszczęścia tego świata.

W warszawskim Muzeum Narodowym do 11 stycznia można oglądać wystawę „Masoneria. Pro publico bono”, która wzięła sobie za cel przedstawienie dziejów polskiej masonerii oraz wytłumaczenie zawiłości wolnomularskiej drogi wtajemniczenia. Pretekstem do jej zorganizowania są znajdujące się w polskich zbiorach masoniki, które, jak dotąd, nie zostały zbadane i zaprezentowane szerokiej publiczności oraz, jak podkreśla dyrektor muzeum Agnieszka Morawińska, chęć „odczarowania tematu masonerii i przypomnienia, jak wiele idei, dzieł i instytucji jej zawdzięczamy”.

Kwestia tajności

Masoneria jest uważana za tajną organizację dla wybrańców. Teoretycznie kryteria rekrutacji były demokratyczne, w końcu przyjmowano „osoby wolne i dobrych obyczajów”, ale w XVIII w. wykluczało to ludzi z nizin społecznych, niepełnosprawnych, a na Wyspach Brytyjskich nawet kobiety (na kontynencie wstępowały one do lóż adopcyjnych). Dziś można się zastanawiać, czy osobą wolną jest ktoś uzależniony od używek, choć kiedyś nie miało to znaczenia.

– Hazardzistą był wielki mistrz Ignacy Potocki, który zanim zabrał się do współtworzenia Konstytucji 3 maja, przegrał 1,5 mln zł w faraona – mówi prof. Tadeusz Cegielski, merytoryczny opiekun wystawy, historyk i wolnomularz. – Mitem jest jednak przekonanie, że wolnomularstwo jest tajne. Wrażenie to wzięło się stąd, że ryty masońskie mają charakter dyskrecjonalny, ale sam ruch od początku był w centrum zainteresowania opinii publicznej, chociażby ze względu na obecność w nim wielu osób ze świecznika. Tajemnice masonerii obejmują rytuały, symbole i zakaz ujawniania bez zgody nazwisk braci masonów, ale dziś, zwłaszcza na Zachodzie, mało kto kryje się z przynależnością do ruchu.

Nazwa free masons pojawiła się w Anglii w XIV w. jako określenie angielskiego bractwa kamieniarzy zajmujących się ­obróbką miękkiego kamienia wapiennego (free-stone). Ponieważ tworzyli oni intelektualną elitę średniowiecznych budowniczych, strzegli tajemnic swojego fachu. Być może z czasem bractwa te utraciły charakter zawodowy i pod koniec XVII w. przekształciły się w stowarzyszenia filozoficzne (spekulatywne). Jednak historyk David Stevenson początków wolnomularstwa upatruje w szkockich organizacjach kulturowych – w rodzaju naszego bractwa kurkowego – sięgających jedynie do zawodowych tradycji i symboli (loża, fartuszki, węgielnica, ociosany kamień).

Początek masonerii spekulatywnej łączony jest z założeniem Wielkiej Loży Londynu w czerwcu 1717 r. w gospodzie Pod Gęsią i Rusztem, ale podstawy organizacyjne i ideowe ruchu sformułował sześć lat później pastor James Anderson. W opublikowanej w Londynie w 1723 r. Book of Constitutions (Księdze Konstytucji) przedstawił on wolnomularstwo jako braterski związek orędowników nauki i postępu cywilizacji. Znaczenia, a zarazem tajemniczości dodawały tym ideałom odwołania do rytów średniowiecznych bractw.

Idee wolnomularskie doskonale trafiły w potrzeby zwolenników postępu, pragmatycznych, ale jednocześnie spragnionych duchowości i rytuału ludzi oświecenia. Choć ruch powstał w kręgach burżuazji, wolnych zawodów i intelektualistów, zaczął przyciągać arystokratów (czego ukoronowaniem było przyjęcie do Wielkiej Loży Londynu w 1737 r. brytyjskiego następcy tronu – ks. Fryderyka Wilhelma).

Liczba braci rosła, ale niektórzy z nich czuli się rozczarowani. Niejaki ­Samuel Prichard już w 1730 r. wydał broszurę „Masonry Dissected”, w której wyśmiewał pretensje masonerii do przechowywania jakiejś wiedzy tajemnej. Na dowód przytoczył treść wolnomularskich rytuałów trzech stopni (ucznia, czeladnika, mistrza), komentując: „I gdzie tu tajemnice? To przecież proste obrzędy ludowo-zawodowe”. Jest to jeden z najstarszych pamfletów antymasońskich, a jednocześnie bezcenne źródło do poznania początków masonerii spekulatywnej. W odpowiedzi Wielkiej Loży Anglii na „niedyskrecje Pana Pricharda” po raz pierwszy pojawiły się wątki ezoteryczne – opis mitycznych korzeni masonerii oraz pojęcie zaginionego słowa masońskiego, które, według legendy, było hasłem, jakim posługiwali się mistrzowie budujący biblijną świątynię Salomona.

Kwestia religii

Stosunek do wiary w Istotę Wyższą dzieli dziś masonerię na dwa główne nurty – liberalny, czyli antydogmatyczny, oraz regularny (anglosaski), który wymaga wiary w Wielkiego Architekta. Nie jest to rozróżnienie istniejące od początku, ale loże szybko podzieliły się na protestanckie – sprzyjające Wilhelmowi III Orańskiemu, oraz katolickie – zrzeszające zwolenników odsuniętego od tronu w 1688 r. Jakuba II Stuarta, tzw. jakobitów. Wolnomularstwo przeniknęło do Francji i Italii wraz z emigracją tych ostatnich, jednak Kościołowi katolickiemu nie spodobały się ani tajne masońskie rytuały, ani niejasne ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Zobacz także

Masoni polscy