POLITYKA

Poniedziałek, 27 marca 2017

Polityka - nr 3 (3094) z dnia 2017-01-18; s. 8

Ludzie i wydarzenia / Kraj. Tydzień w polityce. Komentuje Ludwik Dorn

Ludwik Dorn

Mojżesz lewicy i ustawka PiS

PiS zafundował nam dość prostacką ustawkę, dlatego zalecam naszym Reytanom zdjęcie nogi z pedału patosu, bo po 20 lutego mogą się znaleźć w niekomfortowej sytuacji. Zresztą, w minionym tygodniu doszło do ważniejszego wydarzenia.

O kryzysie sejmowym, który właśnie przygasł, ale prędzej czy później musi odżyć, jako były marszałek Sejmu wypowiadałem się tyle razy, że kolejną elukubrację czytelnikom POLITYKI daruję. Ale w tym samym dniu, w którym ognisko sejmowe z lekka przysypano piaskiem, minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro wystąpił do skolonizowanego przez PiS Trybunału Konstytucyjnego z wnioskiem o zbadanie legalności wyboru trzech sędziów TK w 2010 r. Jak długie i szerokie „jedynki” gazet i programów informacyjno-publicystycznych rozległ się trzask dartych w geście Reytana koszul: PiS ruguje niepisowskich sędziów, kolejny zamach na państwo prawa, obóz władzy bierze wszystko. Przysłuchiwałem się temu trzaskowi z pewnym zadziwieniem. PiS rzeczywiście chce wziąć wszystko i z zapałem demontuje państwo prawa, ale w tym przypadku wydało mi się oczywiste, że nie chodzi o to, ale o dość prostacką ustawkę, i to nie na użytek polityki krajowej, ale zewnętrznej, a zwłaszcza europejskiej.

Przesłanki mojego rozumowania są następujące. Po pierwsze, uzasadnienie wniosku jest groteskowe, sprzeczne z faktami i – co ważniejsze politycznie – z tym, co PiS z ministrem Ziobrą, jeszcze niedawno temu głosił. Nie minęło czasu mało wiele, a od akcji ministra Ziobry zdystansował się, przypominając te okoliczności, sam prezes Kaczyński. Nie wynika z tego oczywiście, że akcja pana ministra nie była z panem prezesem uzgodniona. Ponieważ dotyczy nie szczegółów polityki karnej, ale walki o władzę, więc uzgodniona być musiała, a może nawet w trybie rozkazodawczym została zlecona. Uzasadnienie wniosku jest jednak kompromitujące intelektualnie, więc zapewne pan prezes Kaczyński uznał, że nie musi na widoku rozsmarowywać sobie masła na głowie, bo jest Prezesem, natomiast pan minister Ziobro masło rozsmarować musi, bo Prezesem nie jest.

Po drugie, gdzieś około 20 lutego br. upływa dwumiesięczny termin odpowiedzi na dodatkowe rekomendacje Komisji Europejskiej dla Polski w sprawie Trybunału Konstytucyjnego wystosowane 21 grudnia ubiegłego roku. Do tych rekomendacji obóz władzy dostosować się w najmniejszym nawet stopniu nie może, bo oznaczałoby to wywieszenie białej flagi, ale jeśli chce udawać, że z KE nie gra w stylu: „nie mamy pańskiego płaszcza, i co nam pan zrobi”, to jakiś ochłap Komisji rzucić musi.

I dochodzimy do konkluzji wywiedzionej z dwóch powyższych przesłanek: ochłapem ma być szybko wydany wyrok lub postanowienie TK oddalające wniosek ministra Ziobry jako oczywiście bezzasadny, być może nawet na etapie wstępnego rozpatrywania wniosku lub na rozprawie niejawnej. No to później premier Szydło i minister Waszczykowski będą machać w Brukseli tym orzeczeniem z przesłaniem: twierdzicie, że zamachnęliśmy się na niezawisłość Trybunału, a tu patrzcie – oto hardy i niezawisły Trybunał pisowski rząd brutalnie przeczołgał.

Zalecam zatem naszym Reytanom zdjęcie nogi z pedału patosu, który niemiłosiernie wcisnęli do dechy, bo po 20 lutego mogą się znaleźć w niekomfortowej sytuacji: też będą wysławiać niezawisłość prezes Przyłębskiej?

To są jednak bieżące podchody i fortele polityczne, a ja mam poczucie, że w minionym tygodniu doszło do wydarzenia, które poruszy głębię polskiej polityki. Tym wydarzeniem było podpisanie przez prezydenta Dudę pisowskich ustaw oświatowych, co przesądza o tym, że dojdzie do zainicjowanej przez Związek Nauczycielstwa Polskiego, z prezesem Sławomirem Broniarzem na czele, akcji zbierania podpisów pod wnioskiem o referendum w sprawie funkcjonowania polskiej szkoły. Poparcie dla inicjatywy ZNP zadeklarowała lewica we wszystkich swoich odmianach, formach i postaciach, OPZZ oraz cała antypisowska opozycja parlamentarna. Co to oznacza w kategoriach politycznych?

Parę bardzo ważnych rzeczy. Zapewne PiS w Sejmie odrzuci wniosek o referendum, ale nie mam wątpliwości, że sama akcja zbierania podpisów zakończy się wielkim sukcesem: co najmniej grubo ponad milion, jeśli tylko ZNP sformułuje pytania zręcznie, by skupić jak najszersze poparcie – co oznacza nie opowiadanie się za lub przeciw gimnazjom, ale za uchyleniem pisowskich ustaw lub przeciw temu. W takim przypadku znajdą się obywatele, tacy chociażby jak ja, którzy życzyliby sobie likwidacji gimnazjów, ale sposób, w jaki PiS chce to przeprowadzić, uważają za skrajnie szkodliwy i dlatego uchylenie ustaw oświatowych poprą.

Po drugie w przeszłości co najmniej dwukrotnie masowe akcje zbierania podpisów zmieniły scenę polityczną, gdy mobilizowały i integrowały te środowiska, które nie miały skutecznej reprezentacji politycznej. We wczesnych latach 90. petycja o referendum w sprawie aborcji przyczyniła się do zaistnienia na scenie parlamentarnej Unii Pracy – partii pomyślanej jako lewica nieobciążona dziedzictwem komunistycznym. W 1995 r. około 1,5 mln podpisów zebranych przez Solidarność zapewniło związkowi ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]