POLITYKA

Piątek, 28 lipca 2017

Polityka - nr 28 (3118) z dnia 2017-07-12; s. 15-17

Temat tygodnia

Wojciech Szacki

Morawiecki w rękawie Kaczyńskiego

Jest w zasadzie pewne, że jesienią dojdzie do rekonstrukcji rządu, ale czy zmiany sięgną fotela premiera, tego nie wiadomo. Ostatni kongres PiS można wszakże odczytać jako test, czy z obozu władzy da się wyłączyć Beatę Szydło.

Jarosław Kaczyński rząd zrecenzował, Mateusz Morawiecki przedstawił jego plany, premier przypadła rola słuchacza. – Delegatom to nie przeszkadzało, a media oceniły kongres jako nasz sukces – mówi sceptyczny wobec Szydło polityk bliski Kaczyńskiego.

Działacze bliżsi premier też odnotowali zmianę tonu. – Miałem poczucie, że coś drgnęło w hierarchii na górze, i niezbyt mi się to podobało – mówi jeden z posłów.

Prezes wyraźnie wziął stronę wicepremiera w jego niekończącej się rywalizacji z szefową gabinetu: „jest potrzeba pełnego wyklarowania kierownictwa ekonomicznego rządu. Trzeba odróżnić ogólne przywództwo polityczne, bo to jest oczywiście premier, od kierownictwa ekonomicznego, które wymaga innych kwalifikacji. Ten proces, który przebiegał z kłopotami, nie jest zakończony. Bardzo bym chciał, żeby się zakończył. Nam jest to potrzebne, żeby zrealizować wielkie zamysły tej Polski zamożnej, Polski nowoczesnej. I dlatego o to serdecznie proszę” – powiedział Kaczyński w Przysusze.

Uważni słuchacze mieli prawo do déjà vu, bo szef PiS nieraz napominał Szydło, by przekazała władzę nad gospodarką Morawieckiemu. Przed 1 lipca wydawało się, że wszystkie narzędzia już dostał; rządzi dwoma Ministerstwami (Rozwoju i Finansów) i kieruje powołanym w zeszłym roku Komitetem Ekonomicznym Rady Ministrów.

Szydło jest zbyt doświadczonym politykiem, by otwarcie przeciwstawić się Kaczyńskiemu, gdy ten chce wzmocnić Morawieckiego. Umie jednak działać po cichu. Kiedyś zwlekała z przyjęciem planu zrównoważonego rozwoju, dziś otoczenie wicepremiera skarży się, że w rządzie spowalniane są projekty ustaw wychodzące z Ministerstwa Rozwoju lub Finansów. Chodzi m.in. o tzw. konstytucję dla biznesu, ustawy mające uszczelnić system podatkowy czy projekt dotyczący Pracowniczych Programów Kapitałowych.

Do tych projektów można się przyczepić merytorycznie, ale jeśli przeszkody napotyka każdy z nich, to nie jest już przypadek, tylko polityka – twierdzi wiceminister zorientowany w pracach rządu.

Kaczyński, jak się zdaje, ma dość tej obstrukcji. Szydło w odróżnieniu od Morawieckiego nie weszła w skład zespołu programowego przygotowującego kongres. Na zjeździe najbardziej zaś dostało się bliskiemu jej ministrowi infrastruktury Andrzejowi Adamczykowi, któremu Kaczyński wyznaczył listopad jako ostateczny termin na poprawę realizacji programu Mieszkanie plus.

Z kolei wsparcie dla wicepremiera było nie tylko werbalne; gdy skończył godzinne przemówienie, prezes zainicjował owację na stojąco. Politycy PiS czujnie wychwytują takie sygnały: Morawiecki idzie w górę kosztem Szydło.

Premier, choć wciąż popularna w sondażach, ma gorszy okres w relacjach z Nowogrodzką. Kaczyński nie ma złudzeń co do jej kompetencji ekonomicznych, a krytyka kilku ministrów wskazywałaby na to, że także panowanie Szydło nad rządem zdaniem prezesa pozostawia wiele do życzenia. Premier ma przeciwników w obozie władzy. Starają się ją osłabić ważni politycy PiS, którzy obawiają się, że jeśli nie zostanie odwołana w tym roku – ostatnim bez kampanii wyborczej – to przetrwa całą kadencję i stanie się dla nich konkurencją. Część rządzących lęka się też sojuszu Szydło ze sprawnym politycznie Zbigniewem Ziobrą.

To wszystko nie oznacza jeszcze, że Kaczyński zastąpi Szydło Morawieckim, ale to scenariusz, którego nie można wykluczyć. – Nie ma ludzi niezastąpionych. To znaczy jest jeden człowiek, ale nie jest nim pani premier – kpił w Przysusze rozmówca POLITYKI.

Napięcie przy uchu prezesa

Warto się zastanowić, jak ewoluował Morawiecki jako polityk. Osoby mające regularny kontakt z wicepremierem zaskakująco często przyznają, że tak naprawdę niewiele o nim wiedzą. Przewija się przymiotnik „nieprzenikniony”. Miał być twarzą umiarkowanego PiS i wciąż bywa tak postrzegany, choć w pełnej ideologii retoryce nie odstaje od Kaczyńskiego. Bez problemu daje twarz zjazdowi Klubów Gazety Polskiej, które skupiają najbardziej radykalnych wyborców PiS, wcześniej został ogłoszony człowiekiem roku „Gazety Polskiej”.

W ciągu minionego półtora roku to raczej Morawiecki się „spisił”, niż PiS „zmorawiecyzował”. Nie chodzi tylko o zwyczajowe pochlebstwa pod adresem prezesa, choć i te są Morawieckiemu nieobce. „Przemawianie po Jarosławie Kaczyńskim to gorzej, niż gonić karuzele vatowskie, bo tam gonisz, gonisz i łapiemy, a tutaj gonisz, gonisz i nie ma szans dogonić” – zaczął wystąpienie w Przysusze.

Sprawnie posługuje się językiem Kaczyńskiego – na kongresie był „imposybilizm”, był „rozwój polaryzacyjno-dyfuzyjny”, był atak na III RP. „Jak myślę o III RP, to często przychodzą mi do głowy różne epitety. Jedno jest pewne, że krzywda nad losem prostego człowieka i śmiech nad tą krzywdą była cechą charakterystyczną. Nie startujemy z punktu zero, tylko z kulą przytroczoną do nogi. Musimy radzić sobie z wieloma problemami, które odziedziczyliśmy po poprzednikach” – mówił. ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]