POLITYKA

Niedziela, 20 sierpnia 2017

Polityka - nr 11 (3102) z dnia 2017-03-15; s. 94

Passent

Daniel Passent

Mówi wolna Europa

Tuż przed głosowaniem w Brukseli (27:1 dla Tuska, niektórzy upierają się nawet, że było 27:0 ze względu na zerowy poziom polskiej drużyny) tygodnik „Do Rzeczy” przyniósł na okładce fotografię Magdaleny Ogórek i jej opinię, że Kaczyński to „wybitny strateg”. W rozmowie z pierwszą modelką prawicy Łukasz Warzecha pyta (serio?): „Czy Jarosław Kaczyński jest geniuszem? – Na pewno jest wybitnym politycznym strategiem” – odpowiada z kamienną twarzą była gwiazda kabaretu Leszka Millera.

Paweł Lisicki, przytomny na ogół redaktor naczelny, stara się wykrzesać iskierkę zadowolenia wobec zbliżającej się klęski rządu: „to, co PiS pokazał, wywołując debatę nad kandydaturą Jacka Saryusza-Wolskiego, który mógłby zastąpić Donalda Tuska, to MAJSTERSZTYK” (! – Pass.). Nagle okazało się, że Polacy „potrafią grać” – zapewnia autor, który uwierzył chyba w rządową propagandę. W rzeczywistości bowiem okazało się, że nasi (?) grają do jednej bramki, swojej, a kandydatura Saryusza-Wolskiego nie wzbudziła żadnej dyskusji, nic nie pomogła, nie strzelił ani jednego gola, nawet asysty. Sam został wykopany na out. Parafrazując Piłsudskiego, powiedział, że wysiadł z pociągu Platformy na przystanku „Polska”. Nie zdążył już dodać, że wpadł pod pociąg jadący z pierwszą prędkością do stacji „Europa”. Pomysł, że Polska (zwracam uwagę: Polska, a nie Kaczyński) mogłaby spróbować przeforsować innego kandydata niż Tusk, „został w Brukseli przyjęty ze zdziwieniem, a nawet z szyderstwem” („New York Times”). Wynik majstersztyku wybitnego stratega to największa od lat klęska w lidze europejskiej, fiasko polskiej dyplomacji. Nie wszyscy jednak tak uważają, spotkałem się nawet z opinią, że ta klęska była przygotowana przez wodza wszechmocnego, żeby pokazywać swoim wyborcom, jak nas krzywdzi Europa. Mit Kaczyńskiego jest tak silny, że niektórym odbiera rozum.

Oscara dla najlepszej aktorki otrzymuje Beata Szydło. Polska premier potrafi bez zmrużenia oka i bez kartki mówić, że czarne jest białe (w Parlamencie Europejskim o braku zagrożenia praworządności w Polsce) i białe jest czarne (o wyższości Saryusza-Wolskiego nad Tuskiem. Kamienna twarz, determinacja, wierność monologowi, jaki dla niej napisano, musi budzić uznanie jej zwolenników. Wylegli oni w komplecie na lotnisko, wręczając bohaterce bukiet 27 róż, by zasłonić 27 siniaków. Tak się w Polsce świętuje klęskę. Tymczasem prawdziwy zwycięzca ostatnich dni Jurek Owsiak (wynik 105 mln do zera, bez wsparcia ze strony państwa i TVP) nie dostał nawet zdechłego goździka.

Senator Adam Bielan, jeden z asystentów reżysera tej farsy, żalił się, że Tusk nie poprosił polskiego rządu o wsparcie: „Chyba nie ma drugiego takiego przypadku na świecie” – mówił. To, że Tusk nie poszedł po prośbie do Szydło, to było chyba naturalne, gdyż wiedział, że polski rząd nie poprze „niemieckiego kandydata”, który narusza zasady neutralności, którego czekają zarzuty karne, ma krew na rękach i złote zęby z Amber Gold. Poparcie ze strony Kaczyńskiego mogłoby być tylko pocałunkiem śmierci dla Tuska. Na zdrowy rozum przewodnictwo Tuska Polsce nie szkodzi. Jeśli mimo to polska dyplomacja przypuszcza szaleńczy atak, to tylko dlatego, że to Kaczyński chce zaszkodzić Tuskowi. Premierzy i prezydenci, członkowie Rady Europejskiej, niewątpliwie wiedzieli, kto i jak w Polsce rządzi, kto stoi za projektem destrukcji Tuska. Do pewnego stopnia głosowanie w sprawie Tuska było więc plebiscytem w sprawie Kaczyńskiego. „Polska ostentacyjnie odwraca się od wartości Unii Europejskiej” – mówi „Rzeczpospolitej” premier Francji Bernard Cazenueve. „Konflikt o Trybunał Konstytucyjny miał wpływ na decyzję o budowie Europy wielu prędkości” – dodaje. Patrząc na premier Szydło, prezydenci i premierzy Unii dobrze wiedzieli, co i kogo reprezentuje. W tym sensie 27 głosów padło przeciwko rządowi PiS, ale i – niestety – przeciwko dzisiejszej oficjalnej Polsce. Europejskie media mówią o „polskim spektaklu”, dworują sobie z naszego kraju. Bijatyka wszczęta przez Warszawę w sposób całkowicie amatorski, bez ani jednego sojusznika, wystawia naszemu krajowi złe świadectwo. Przypomina skok do basenu, w którym nie ma wody. – Polska upadła na głowę – pomyśli niejeden. Bo przecież nie każdy w Europie wie, że Tusk i Kaczyński to nie ta sama Polska, tylko dwie różne Polski. Dla przeciętnego Greka czy Norwega był to co najwyżej pokaz polskiej anarchii i liberum veto, o którym coś tam słyszeli w szkole. Polnische Wirtschaft, pakujemy do samolotu pół rządu i generalicji, a potem nie umiemy przygotować lotu. Nalot na Tuska zmarnowany. Nasze miejsce nie jest w lidze europejskiej, tylko w wojewódzkiej, i to w strefie spadkowej. Nie każdy za granicą zrozumie, że klęska rządu Szydło to nadzieja na inną, lepszą Polskę.

Polsce Tuska to zwycięstwo jest bardzo potrzebne, ponieważ na arenie wewnętrznej nie idzie jej dobrze. Jedna po drugiej ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]