POLITYKA

Poniedziałek, 23 października 2017

Polityka - nr 39 (2724) z dnia 2009-09-26; s. 99-101

Poradnik / Edukacja

Joanna Cieśla

Mówicie przywoicie

Rozmowa z Victorem Johnsonem, nauczycielem angielskiego od 15 lat mieszkającym w Polsce

Rozmowa z Victorem Johnsonem, nauczycielem angielskiego od 15 lat mieszkającym w Polsce

Joanna Cieśla: – U Polaków wciąż słabo z angielskim?

Victor Johnson: – Ależ skąd! Setki tysięcy waszych rodaków, którzy mieszkają w Wielkiej Brytanii, to dowód, że zupełnie nieźle.

Czyżby? W Internecie krąży filmik, w którym polski emigrant usiłował dogadać się z pracodawcą, wykrzykując w słuchawkę mieszankę kalekiej angielszczyzny i polskich przekleństw.

Zawsze można znaleźć jakiś zły przykład. Ale jeśli chcemy zobaczyć ogólny obraz, trzeba odciąć skrajne 20 proc. – tych, którzy radzą sobie bardzo źle i bardzo dobrze. Zostaje większość, która radzi sobie przyzwoicie. Dość często jeżdżę do Wielkiej Brytanii i widzę, że Polacy dogadują się w pracy, robią zakupy, załatwiają sprawy urzędowe. Już kiedy przyjechałem do Polski kilkanaście lat temu, przeczuwałem, że w nieodległej przyszłości dojdziecie do poziomu Holendrów pod względem znajomości angielskiego. To przede wszystkim kwestia zmiany otoczenia, dostępu do języka. Choćby tego, że w holenderskiej telewizji anglojęzyczne filmy są wyświetlane z napisami, a nie z lektorem czy z dubbingiem.

Nie uwierzę, że przewagę Holendrów można wyjaśnić wyłącznie różnicami w ofercie telewizyjnej.

Wyłącznie nie. Są różnice kulturowe – mam wrażenie, że Polacy mają pewien opór przed komunikacją. Czym innym jest nabywanie wiedzy, „przerabianie” podręczników – uczenie się, a czym innym przekształcenie tej wiedzy w umiejętności komunikacyjne.

Z czego ten opór przed komunikacją się bierze?

Chyba z obawy przed popełnieniem błędu.

Nadmiar ambicji przeszkadza?

To zależy, jaka to ambicja. Jeśli ktoś chce dobrze się nauczyć obcego języka, ambicja będzie mu pomagać. Ale jeśli ktoś planuje sobie, że będzie mówić w tym obcym języku jak native speaker, ambicja działa przeciwko niemu. Nie twierdzę, że to bardzo częsty problem Polaków, ale dostrzegam jakiś rodzaj skrępowania związanego z niedostatkiem perfekcji. Uczniowie, rozmówcy w ogóle, przepraszają mnie, gdy ich poprawiam, bo zrobili jakiś błąd. Albo przepraszają, zanim jeszcze w ogóle się odezwą. Mówią: „Witaj Victor, miło cię poznać. Przepraszam, mój angielski nie jest zbyt dobry.” Odpowiadam „Przyjmuję przeprosiny. Czy teraz możemy porozmawiać?”.

Metodycy tłumaczą takie podejście Polaków tym, że przez lata nauczyciele języków skupiali się na wyłapywaniu i podkreślaniu błędów.

Pewnie coś w tym jest. To nastawienie na poprawność widać zwłaszcza w grupie złożonej z samych Polaków. Rodzi się jakaś rywalizacja, chęć pokazania „jestem lepszy od was”. Gdy jeden Polak jest w grupie native speakerów, nie przejmuje się aż tak poprawnością, koncentruje się na tym, żeby się porozumieć. Angielski to przy tym łatwiejszy język niż polski, dlatego łatwo wam się go nauczyć.

Moi rodacy lubią śmiać się z Włochów albo Niemców, którzy często mówią po angielsku z wyraźnym akcentem. Jak brzmi mówiący po angielsku Polak?

Także od strony fonetycznej angielski nie jest dla was trudny. Wasz język jest trochę bardziej staccato – wyraźniej oddzielacie wymawiane wyrazy. A melodyjny angielski w wydaniu Polaków może brzmieć trochę monotonnie. Ale to też się zmienia, dzięki kontaktom z żywym językiem przez telewizję, Internet, dzięki podróżom.

Zauważył pan jakieś metody nauki szczególnie skuteczne w przypadku Polaków?

Ogólne podejście jest dziś takie, że nauka języków obcych powinna być jak najbardziej podobna do tego, w jaki sposób języka ojczystego uczą się dzieci. A dzieci najpierw zapamiętują rzeczowniki, nazwy przedmiotów, obiektów – trzeba wiedzieć, o czym się mówi. Kiedy już zna się trochę nazw rzeczy, można mówić o relacjach między nimi, o czynnościach – przychodzi kolej na czasowniki. Potem można przejść do bardziej abstrakcyjnych pojęć. Pomocne jest też zrozumienie różnic między językiem obcym a językiem ojczystym.

Pod względem gramatyki i składni polski jest bardziej elastyczny niż angielski. Wiele informacji zawierają deklinacje – odmiana rzeczowników, czego w angielskim nie ma. Dlatego ważny jest szyk zdania i czasowniki, bo to one niosą informacje. Można powiedzieć, że poziom znajomości języka najlepiej odzwierciedla liczba czasowników, które się zna. I których się używa – wiedząc, z czym się łączą, do czego prowadzą. Ale wielu ludzi skupia się na szczegółach gramatycznych, które nie są tak bardzo istotne. Na przykład na różnicy między konstrukcją zdań w niektórych czasach, co pomijają sami native speakerzy. Britney Spears śpiewa w swoim przeboju „Ooops, I did it again” (zrobiłam to znów), choć powinno być „I`ve done it again”. Ale wszyscy wiedzą, ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]