POLITYKA

Wtorek, 17 października 2017

Polityka - nr 10 (12) z dnia 2017-10-04; Niezbędnik Inteligenta. 2/2017. Postczłowiek; s. 35-39

Człowiek 2.0

Paweł Walewski

Na własny obraz

Diagnostyka obrazowa była do niedawna ciekawostką. Z czasem zaczęła umożliwiać rozpoznawanie i leczenie wielu chorób, a w przyszłości jej znaczenie jeszcze bardziej wzrośnie.

Zajrzeć w głąb ciała i zobaczyć, co się w nim dzieje bez używania skalpela. O czymś takim lekarze długo mogli tylko pomarzyć. Dopiero pod koniec XIX w. promienie Roentgena rozpoczęły erę diagnostyki obrazowej. Dziś istnieje wiele innych metod, dzięki którym można precyzyjniej stawiać diagnozy, wykryć nowotwór w początkowym stadium, oceniać rozległość urazów, a nawet operować, kontrolując obraz na monitorze. A z badaniami za pomocą PET (pozytonowej emisyjnej tomografii) oraz rezonansu magnetycznego, tak jak z klasyczną tomografią komputerową, ultrasonografią czy z badaniem rentgenowskim, może się zetknąć każdy.

Oby tylko nie korzystać z nich pochopnie – przestrzega prof. Jerzy Walecki, konsultant krajowy w dziedzinie radiologii i diagnostyki obrazowej. Przede wszystkim przy wyborze konkretnej metody powinno się wziąć pod uwagę zarówno cenę i stopień skomplikowania (pod tym względem rezonans i PET plasują się na wierzchołku piramidy diagnostycznej), jak i kwestię bezpieczeństwa (najwięcej zastrzeżeń budzi promieniowanie jonizujące wykorzystywane w aparatach rentgenowskich, mammografach i tomografii komputerowej).

Nowoczesne urządzenia mają pomóc wykluczyć wątpliwości, a nie zastępować lekarza w myśleniu – oświadcza stanowczo prof. Walecki. – Jeżeli jest podejrzenie torbieli nerki, po co robić tomografię, skoro wystarczy całkowicie nieinwazyjne USG? Jeśli wstępne rozpoznanie dotyczy guza mózgu, dlaczego pacjent ma mieć badanie rentgenowskie, a nie rezonans? Nie przy każdym zwapnieniu w płucach trzeba chorego kierować na tomografię komputerową.

Nowe oblicze rentgena

Medycyna wiele zawdzięcza fizyce, a w przyszłości będzie korzystała z jej wynalazków w jeszcze większym zakresie. W Polsce, przynajmniej w świadomości pacjentów, nadal utrzymuje się jednak staromodne postrzeganie promieni X – kojarzy się je ze złamanymi kośćmi oraz chorobami płuc i kręgosłupa. Tylko nieliczni wiedzą, że promienie Roentgena są wykorzystywane w kardiologii podczas koronarografii, czyli oceny drożności naczyń zaopatrujących mięsień sercowy, w diagnostyce neurologicznej, a także do poszukiwania i leczenia ognisk nowotworowych (choć same, paradoksalnie, mogą przyczyniać się do ich powstania).

Radiologia jako specjalność zabiegowa rozwija się od mniej więcej 40 lat. Czyli odkąd zauważono – a wówczas badania tomograficzne, rezonansowe, a nawet ultrasonografia nie były jeszcze wystarczająco spopularyzowane – że można wprowadzić kontrast do naczyń krwionośnych, by uwidocznić je na kliszy. W latach 70. XX w. stanowiło to wielkie odkrycie: oto można dużo więcej niż dotychczas powiedzieć o chorobach, obrazując przebieg tętnic i żył. Wkrótce zaczęto wprowadzać do nich cewniki i wykonywać koronarografię, a specjalnym balonikiem poszerzać je. Wystarczyła mała dziurka w pachwinie, by pod kontrolą obrazu rentgenowskiego wejść do środka tętnicy udowej i następnie przez tętnicę biodrową i aortę do serca. W dzisiejszych czasach – również do wielu innych narządów, a przez tętnicę szyjną nawet do mózgu.

Śladem kardiologów inwazyjnych poszli neuroradiolodzy i neurolodzy zabiegowi. Korzystają z rewolucyjnej metody zwanej trombektomią. Na razie w kilkunastu ośrodkach leczących udary w Polsce, ale wiążą z nią olbrzymią przyszłość. – Przypomina to udrażnianie tętnic wieńcowych przy zawale serca – tłumaczy dr hab. Adam Kobayashi z Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie, jeden z polskich pionierów tej metody. – Przez tętnicę udową docieramy cewnikiem do skrzepliny w tętnicy mózgowej i ją stamtąd wyciągamy.

Nie byłoby to możliwe bez nowego oblicza radiografii, która ukazuje wnętrze ludzkiego ciała z dokładnością zbliżoną do atlasów anatomicznych. – Dzięki temu upowszechniły się w medycynie zabiegi mało inwazyjne, wykorzystywane w leczeniu niektórych guzów, tętniaków, wad serca i naczyń – mówi prof. Jerzy Walecki. – Zastosowanie cewników skraca rekonwalescencję i umożliwia przeprowadzenie operacji u osób, które nie mogłyby zostać zakwalifikowane do rutynowych zabiegów z otwarciem klatki piersiowej, czaszki lub brzucha.

Bez promieni rentgenowskich nie byłoby więc tomografii komputerowej ani PET. Nie mogłaby rozwinąć się radioterapia. Dziś na rynku są dziesiątki różnych rodzajów aparatów diagnostycznych, a wciąż dochodzą nowe, ponieważ między wielkimi koncernami produkującymi sprzęt medyczny trwa nieustanny wyścig: urządzenia są coraz mniejsze, bezpieczniejsze, bardziej precyzyjne i wyposażane w coraz więcej funkcji.

Prof. Walecki był pionierem badań z wykorzystaniem pierwszego w Polsce rezonansu magnetycznego. Pracował wtedy w Międzyleskim Szpitalu w Warszawie: – Pierwsi pacjenci pojawili się w 1991 r. Aparat miał ograniczone możliwości w stosunku do tego, na co pozwalają współczesne urządzenia. Był to jednak przełom w diagnostyce obrazowej.

Trójwymiarowe obrazy wnętrza ciała są niezastąpione ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]