POLITYKA

Czwartek, 18 grudnia 2014

Polityka - nr 44 (2881) z dnia 2012-10-29; s. 42-43

Rynek

Urszula Szyperska

Nago z długu

Co się dzieje, gdy zaciągnęliśmy kredyt na mieszkanie i nie jesteśmy w stanie go spłacić?

Do agencji nieruchomości zgłasza się coraz więcej ludzi, którzy chcą sprzedać mieszkanie, bo nie radzą sobie ze spłatą kredytu. – Bardzo się spieszą. Bywa, że klient dzwoni co kilka minut, czy już znalazłem kupca – mówi warszawski pośrednik Jerzy Sobański. – Cena, jaką może dostać, jest jednak często niższa niż zadłużenie.

NBP podaje, że kredyty nieregularne (z zaległościami w spłacie przekraczającymi 90 dni) stanowiły w sierpniu zaledwie 2,68 proc. ogółu kredytów hipotecznych. Właściciel mieszkania albo domu gotów jest oddać bankowi ostatni grosz, żeby nie mieć zaległości. Problem w tym, że pieniądze pożycza się najczęściej na 25–35 lat, w czasie których wiele może się zdarzyć.

Pani P. zaciągnęła kredyt razem z mężem, po rozwodzie spłaca go sama. Skorzystała już z trzymiesięcznych wakacji kredytowych, ale nadal nie stać jej na raty. Pan Z. stracił pracę, nie ma z czego płacić. Po pierwszym monicie z banku zaszył się u rodziny, żeby nie odbierać następnych.

Chowanie głowy w piasek to, według bankowców, najgorsze rozwiązanie. – To bardzo ważne, żeby klient nawiązał kontakt z bankiem. Powinien powiedzieć o swoich problemach, przedstawić propozycje zmian dotychczasowych warunków spłaty. Bank przedstawi swoje oczekiwania, być może zawarta zostanie umowa ugody z nowymi warunkami spłaty – twierdzi Michał Zwoliński z centrali PKO Banku Polskiego. Banki są na ogół skłonne do negocjacji, bo przy windykacji złych kredytów nie zawsze unikają strat. Godzą się np. na wydłużenie okresu spłaty kredytu z 20 do 30 lat, na zmianę rat malejących na równe, proponują pomoc przy sprzedaży mieszkania albo domu.

W latach 2007–08, kiedy banki pożyczały pieniądze hojną ręką, aż trzy czwarte kredytów hipotecznych udzielono we frankach szwajcarskich. Od tego czasu frank zdrożał i zadłużenie urosło (patrz tabela), a rynkowa wartość nieruchomości spadła. Właściciele znaleźli się w pułapce: ani mieszkań nie sprzedadzą bez strat, ani nie zamienią na inne. Eksperci nazywają to pułapką frankową. Dla dłużników, którzy wpadli w tę pułapkę, utrata pracy, rozwód albo poważna choroba jest już autentyczną katastrofą.

Banki szybko reagują na opóźnienia w spłacie rat kredytu. Czasem już po kilku dniach zwłoki, a najpóźniej po trzech tygodniach, zaczynają się telefoniczne ponaglenia. Kolejny etap to listowne monity. Wtedy jest jeszcze czas, żeby wynegocjować wakacje kredytowe albo nowe warunki spłaty. Po 90 dniach zwłoki (albo innym okresie zapisanym w umowie) bank wypowiada umowę kredytową i na negocjacje jest już za późno. Wypowiedzenie oznacza, że cały dług trzeba zwrócić w wyznaczonym terminie, np. w ciągu 7 dni. Dla dłużnika, którego nie stać na płacenie rat, jest to możliwość wyłącznie teoretyczna. Zaczyna się egzekucja należności.

Zapytaliśmy rzeczników kilku dużych banków, czy złe długi sprzedawane są firmom windykacyjnym. – Kredyty mieszkaniowe windykowane są przez wyspecjalizowanych pracowników banku – twierdzi Michał Zwoliński z PKO Banku Polskiego. Także Deutsche Bank PBC ma własny system odzyskiwania należności. – Z naszej oferty hipotecznej korzystali na ogół klienci bardziej zamożni, którzy rzadziej mają trudności ze spłatą zobowiązań. Żadna windykacja nie zakończyła się przejęciem nieruchomości – zapewnia Sabina Salamon, rzeczniczka Deutsche Banku PBC.

Bank Zachodni WBK, Bank Pekao SA i Getin Bank nie odpowiedziały na pytania. Bankowcy niechętnie mówią o windykacji długów, pozbawianiu klientów domów i mieszkań – psuje to wizerunek, zmniejsza konkurencyjność. Według Jacka Furgi ze Związku Banków Polskich, złe długi mieszkaniowe są na ogół sprzedawane firmom windykacyjnym. Bank ma wtedy kłopot z głowy.

Zaczynamy od rozwiązań polubownych – zapewnia Grzegorz Fajfrowski, ekspert firmy KRUK SA, która kupuje takie wierzytelności. – Proponujemy spłatę zadłużenia w możliwych do przyjęcia ratach albo sprzedaż nieruchomości na rynku przez samego dłużnika. Sprzedaż taka jest korzystniejsza niż egzekucja komornicza: dostaje się lepszą cenę, unika wydatków na wynagrodzenie komornika. Ale dłużnik nie zawsze jest przekonany, że to wszystko dla jego dobra. Jeśli nie chce współpracować, wierzytelność trafia do komornika.

Nad każdym, kto zaciągnął kredyt hipoteczny, wisi potężny bat: bankowy tytuł egzekucyjny (BTE). Czyli zgoda na natychmiastową windykację należności w razie niezapłacenia określonej w umowie liczby rat. Jeśli BTE zostanie przekazany do sądu, który nada mu klauzulę wykonalności, kończy się rola banku lub firmy windykacyjnej. Sprawą zajmie się wyznaczony przez sąd komornik.

Strona www.licytacje.komornik.pl to jeden z największych portali nieruchomości w Polsce. Z setkami wystawionych na ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Załączniki

  • Pułapka we frankach, czyli płacisz, a dług rośnie

    Pułapka we frankach, czyli płacisz, a dług rośnie