POLITYKA

Wtorek, 28 marca 2017

Polityka - nr 45 (3084) z dnia 2016-11-02; s. 102

Passent

Daniel Passent

Naród pomagierów

Uwaga! Uwaga! Jedyny w kraju i w okolicach felieton, który wyjaśnia, jak to jest możliwe, że najpotężniejszym człowiekiem na świecie może zostać taka kreatura jak Donald Trump, a także czy jest możliwy polski Trump? W tym celu warto – nie tylko zresztą z tego powodu – zapoznać się z tragedią Williama Szekspira „Żywot i śmierć Ryszarda Trzeciego” (korzystam z przekładu Macieja Słomczyńskiego). Sztuka była tłumaczona na polski i wystawiana wielokrotnie, więc teoretycznie nasi czytelnicy, czyli elita intelektualna kraju, powinni ją dobrze znać, ale na wszelki wypadek warto przypomnieć. („Wiem, że »Pana Tadeusza« napisał Słowacki, ale na wszelki wypadek zawsze sprawdzam” – mawiał legendarny redaktor Grydzewski).

Chociaż „Ryszard III” był napisany pod koniec XVI w. (1592–93), to pozostaje nadal niezmiernie aktualny. Bohater utworu Ryszard III panował w II połowie XV w., czyli ponad pół tysiąca lat temu, żył tylko 33 lata, poległ na polu bitwy, a jego szczątki, odnalezione niedawno, wskazują na 11 ran, jakie zadali mu śmiertelni wrogowie.

A teraz tło: w sferach kierowniczych XV-wiecznej Anglii przeważała wówczas opinia, że kraj jest w ruinie i potrzebuje dobrej zmiany. „Widzę, że dom nasz upada” – mówiła królowa Elżbieta. „Uciekaj z tej rzeźni” – ostrzegała syna.

„Świat się kołysze i nie stanie prosto,/Póki to państwo nie uwieńczy skroni/Ryszarda” – wtórował sir William Catesby, speaker Izby Gmin, jeden z głównych doradców króla. Skończył równie źle jak jego pan.

Sztuka Szekspira napisana jest zgodnie z przywłaszczoną potem przez Hitchcocka formułą: Najpierw Ryszard, kanalia nad kanalie, zabija swojego brata, potem kolejnych członków rodziny, nawet dzieci, i napięcie stopniowo rośnie.

Zmierzający po trupach do władzy Ryszard od dawna nie cieszył się najlepszą opinią. Królowa Małgorzata mówiła do niego: „Wrzodzie natury i bękarcie piekieł/Ty, który jesteś hańbą łona matki/Ścierko czci ludzkiej”. Natomiast sam Ryszard miał o sobie znacznie lepsze mniemanie, uważał się za chodzącą dobroć, niewinną jak „dziecko dzisiejszej nocy narodzone”. „Nie znam żadnego Anglika – mówił – z którym pragnęłaby kłótni ma dusza”.

Kiedy już zasiadł na tronie, Ryszard III nadal czuł się wielce niepewnie, wszędzie węszył zdradę i upatrywał zagrożenia, a że był pozbawiony skrupułów, bez zahamowań pytał pazia, czy nie zna kogoś, „kto skuszony złotem zechciałby skrycie zadać śmierć innemu”. Nie trzeba dodawać, że chętni się znajdowali. Obyczaje w ogóle panowały wówczas podłe. Koniec dramatu jest znany, nikczemny król Ryszard ostatecznie przegrywa, bezskutecznie oferując na polu bitwy królestwo za konia.

Czytelnika polskiego na pewno zainteresuje, że Anglia była wówczas głęboko podzielona na dwa rody, jak gdyby dwa plemiona: Yorków i Lancasterów. W końcowym monologu zwycięski przywódca tych drugich, Richmond, podsumowuje:

Anglia nazbyt długo
Tkwiła w szaleństwie, raniąc sama siebie;
Bracia na oślep krew swą przelewali,
Ojciec zdziczały spełniał mord na synu,
A syn na rozkaz był rzeźnikiem ojca.
Waśń między rodem Yorków i Lancasterów
Była przyczyną tej strasznej niezgody.

Los Ryszarda i Anglii pokazuje, do czego prowadzi podział kraju pomiędzy dwa rody, dwa obozy, dwie armie. Do dziś pozostają aktualne dyskusje o tym, w jaki sposób tak wielu ludzi nabrało się na propagandę Ryszarda i jak taki potwór mógł zyskać tylu zwolenników, by przy ich pomocy zostać królem Anglii. Pytanie to jest dziś szczególnie aktualne w Stanach Zjednoczonych (ale nie tylko), gdzie człowiek będący parodią polityka znajduje się o krok od Białego Domu. Niedawno „New York Times” zamieścił artykuł wybitnego szekspirologa, profesora Stephena Greenblatta z Uniwersytetu Harvarda pt. „Szekspir wyjaśnia wybory 2016”.

„W początku lat 1590 Szekspir napisał sztukę o tym, jak wielki kraj mógł skończyć pod rządami socjopaty – czytamy. Ryszard był niekochanym dzieckiem, cierpiał na kompleks niższości, który nadrabiał poczuciem wyższości, był świadom swojego kalectwa i brzydoty, od której ludzie się odwracali. »Krzywdzą mnie, dłużej już tego nie zniosę« – mówił. Wszystko to powodowało, że stawiał sobie cele wygórowane, pozornie nieosiągalne i zmierzał do nich, nie przebierając w środkach”. Ale najciekawsza jest reakcja jego współczesnych, których profesor Greenblatt uważa za „naród pomagierów” i to z ich postawy płyną wnioski na dzisiaj. Autor dzieli społeczeństwo na pięć kategorii.

Pierwsi to ci, którzy uważają, że wszystko będzie tak, jak było dotychczas, umowy będą dotrzymywane, a instytucje szanowane. Ci ludzie nie zdają sobie sprawy, że to, co wczoraj było niewyobrażalne, dzisiaj już się dzieje. Drudzy to ci, którzy nie wierzą, że Ryszard jest tak zły, jak się wydaje. Wiedzą o świństwach, jakie popełnił, ale mają skłonność o nich zapominać, jak gdyby dobra pamięć wymagała ciężkiej pracy. To zwolennicy normalizacji. Skłonni uznawać za normalne to, co normalne nie jest.

Trzecia grupa to ci, któ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]