POLITYKA

środa, 20 września 2017

Polityka - nr 40 (2725) z dnia 2009-10-03; s. 48-50

Rynek

Paweł Wrabec

Nasza i wasza kasa

Świat Internetu oszalał na punkcie serwisów społecznościowych. Miraż krociowych zysków kusi sieciowych przedsiębiorców.

Grzegorz Marynowicz ma 25 lat i głęboką wiarę, że Internet zapewni mu sławę i pieniądze. Postanowił rzucić wzywanie nie byle komu, bo Naszej-Klasie, najsłynniejszemu polskiemu portalowi społecznościowemu, który zgromadził już 13 mln zarejestrowanych użytkowników stęsknionych kontaktu ze szkolnymi przyjaciółmi. Marynowicz założył portal Młode Lata (mlodelata.pl), gdzie internauci mogą „przeżyć niezapomniane chwile i powspominać dawne czasy”. Przekonuje ich prowokacyjnym hasłem, że „młodość to nie tylko Twoja klasa”. Wprawdzie do tej pory ten serwis odwiedziło 100 tys. internautów, ale to i tak przecież całkiem niezły wynik jak na witrynę, która istnieje dopiero trzy miesiące.

Wielką zaletą tego typu serwisów jest to, że pozwalają zgromadzić dużą publiczność niskim kosztem. Ich właściciele dostarczają jedynie narzędzi, resztą zajmują się sami użytkownicy wypełniając serwis treścią, zamieszczając własne zdjęcia, muzykę, prowadząc blogi, dyskusje na forach czy dzieląc się rozmaitymi poradami. Zaciera się granica między twórcą a odbiorcą i to podoba się najbardziej.

Popularność tej nowej formy komunikacji potwierdzają najnowsze sondaże Polskiego Badania Internetu (PBI). Serwisy dla miłośników gier i amatorów plotek zeszły na dalszy plan; najbardziej absorbują uwagę Polaków właśnie serwisy społecznościowe: korzysta z nich aż 70 proc. internautów, a poświęcają im aż 20 proc. całego czasu spędzonego przy komputerze. W serwisach zwanych potocznie web 2.0 dokonywanych jest już 27 proc. wszystkich internetowych odsłon. Po spektakularnym sukcesie Naszej-Klasy, która w ciągu niespełna 1,5 roku dołączyła do grona najchętniej odwiedzanych polskich witryn (patrz wyżej), podobne inicjatywy w sieci zaczęły się mnożyć. Przeciętny internauta chętnie recenzuje publikacje za pośrednictwem serwisu wykop.pl, wrzuca zdjęcia na fotka.pl, zakłada swój zawodowy profil na GoldenLine, a samochodem chwali się na auteo.pl. O jego uwagę walczą startujące co chwila nowe serwisy.

Największy potencjał wzrostu mają te adresowane do ogółu – serwisy służące do podtrzymywania relacji ze znajomymi mogą liczyć na wielomilionową rzeszę użytkowników. W błyskawicznym tempie rozwija się amerykański Facebook – światowy lider, na którym profile ma już ponad 340 mln internautów (co czyni go czwartą pod względem popularności witryną na świecie), w tym 700 tys. Polaków.

Serwisy tworzone w polskiej sieci są najczęściej kopiami podobnych, które odniosły sukces za oceanem. Na naszych internetowych przedsiębiorców mobilizująco działają informacje o astronomicznych kwotach pompowanych w USA w serwisy społecznościowe. Nie dalej jak w maju gruchnęła wiadomość, że pewien rosyjski inwestor gotów jest kupić niewielki pakiet akcji Facebooka. Zaproponowana przez niego kwota pozwoliła wycenić cały serwis na 10 mld dol.

Analitycy wpływowego bloga IT TechCrunch.com posiłkując się tą wyceną oszacowali wartość innych popularnych społecznościowych portali. Ich zdaniem MySpace wart jest 6,5 mld dol., Twitter 1,7 mld. Nasza-Klasa została wyceniona na 145 mln dol., co ulokowało ją na wysokim 23 miejscu. Podobne wyliczenia trudno traktować serio. Większość portali (nie wyłączając Facebooka i Naszej-Klasy) nie publikuje swoich danych finansowych, co stawia pod znakiem zapytania ich modele biznesowe. Ich twórcy bez wątpienia znaleźli sposób dotarcia do masowego odbiorcy, ale jeszcze nie udowodnili, że potrafią zarabiać na nim pieniądze.

Internetowe biznesy oparte są na spostrzeżeniu, że pieniądze zarabia się tam, gdzie są tłumy. Aby je gromadzić, portale rezygnują z pobierania opłat licząc, że odbiją to sobie wpływami z reklam. Przeszkodą może być jednak niechęć społeczności internetowej do reklamy jako takiej. Ci sami internauci, którzy chętnie klikają na reklamy na stronach zwykłych portali, robią to z dużo mniejszym zapałem, gdy komunikują się ze znajomymi np. poprzez Facebook. Wprawdzie wydatki na reklamę w portalach społecznościowych wciąż rosną, ale ponad dwa razy wolniej niż dwa lata temu, znacznie poniżej oczekiwań wynikających z biznesplanów (2,35 mld dol. w 2009 r.).

Twórcy Facebooka liczą jednak, że internauci okażą się bardziej tolerancyjni wobec marek, które sami cenią lub tworzą. Społeczność tego serwisu ma utworzyć coś na kształt rynku wewnętrznego – jej członkowie w ramach wielu oferowanych aktywności mogą ze sobą handlować i świadczyć usługi. To wynika z założenia, że coraz więcej ludzi, zwłaszcza młodych, przy zakupie kieruje się zdaniem innych uczestników sieci. – Opinia a zakup czy reklama to dwie różne rzeczy. Przekuwanie osobistych relacji na kontakty biznesowe przypomina łączenie wody z ogniem. To może się nie udać – przestrzega Dominik Batorski, socjolog badający wpływ technologii na więzi i zachowania społeczne.

Brak sprawdzonych modeli biznesowych sprawia, że najwięksi gracze imają się najróżniejszych sposobów, by zarobić pieniądze. Wprowadzają dodatkowe płatne, czasem dość ekscentryczne, usługi – jak np. wysyłanie wirtualnych kwiatów w Naszej-Klasie. Przy założeniu, że z tej opcji ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Załączniki

  • Złota dziesiątka

    Złota dziesiątka

  • Rekiny w sieci

    Rekiny w sieci