POLITYKA

Poniedziałek, 1 maja 2017

Polityka - nr 5 (5) z dnia 2016-05-11; Ja My Oni. Poradnik Psychologiczny Polityki. Tom 22. Dusza i ciało; s. 36-39

Piękno i seks

Joanna Cieśla

Nasze polskie rozbieranie

Dr Ewa Banaszak i dr Robert Florkowski o wstydzie i traktowaniu nagości

Joanna Cieśla: – Pan poświęcił książkę rozwojowi i schyłkowi naturyzmu w Polsce. Dlaczego ten ruch na dłuższą metę w naszym kraju się nie przyjął?
Robert Florkowski: – Część książki traktuje o tym zjawisku społecznym w kontekście naszego kraju, nawiązuje do rozkwitu i schyłku, ale poddaje analizie także wiele innych wątków. Można powiedzieć, że przez szereg lat naturyzm był w Polsce dość popularny. Z tych czasów pochodzi przebój Zbigniewa Wodeckiego „Chałupy welcome to”. Ta nadmorska miejscowość w połowie lat 80. stała się mekką amatorów opalania się nago. W szczytowym momencie według różnych źródeł było ich w Polsce od 500 tys. do miliona. Oczywiście nie wszyscy przyjeżdżali do Chałup – plażowali także w innych częściach wybrzeża, nad rzekami, jeziorami, niekiedy rezerwowali dla siebie miejskie baseny i sauny. W jakimś sensie naturyzm stał się zjawiskiem masowym, wzbudzał żywe reakcje opinii publicznej. Na przełomie lat 80. i 90. wygasł. Naturystów z Chałup przepędzono. Doszukiwano się różnych powodów banicji, począwszy od politycznych, ekonomicznych, a na moralnych skończywszy. Wskazywano, że nagość na tle komunistycznej szarości była atrakcyjna, bo rzadko dostępna. Nie było pornograficznych kanałów telewizyjnych, internetu, „świerszczyki” szmuglowało się z zagranicy. Kiedy pojawiły się polskie peep-showy, sex-shopy i pisma pornograficzne, na nagich plażach przestało być ekscytująco. Takie wyjaśnienie jest niewygodne dla naturystów głównego nurtu, bo wskazuje na to, że z zupełnej nagości można czerpać seksualne gratyfikacje. Naturystycznym dogmatem jest tymczasem twierdzenie, że całkowita nagość, również w grupie, jest aseksualna. Przynajmniej oficjalnie większości naturystów po prostu lepiej się relaksowało bez ubrania. Uważali, że bycie ubranym na plaży jest tak samo bezsensowne, jak pływanie w ubraniu. Nagość mogła być formą ucieczki od rzeczywistości społeczno-politycznej, być postrzegana jako symbol swobody i wolności. Jednak oficjalnie naturyści nie byli grupą zaangażowaną politycznie czy prześladowaną. Zdaje się, że władze traktowały ich z przymrużeniem oka. Po transformacji nawet odległe aluzje polityczne straciły rację bytu. Nasuwa się wniosek, że nagość w zależności od kontekstów może zmieniać znaczenie. Nagie ciało może być „ubrane” w seksualną zmysłowość, być sposobem wypowiedzi politycznej, ale równie dobrze może być apolityczne. Może ilustrować Holocaust, ale też religijnie umotywowane odstąpienie od kultu dóbr doczesnych.

Pani prowadziła badania na temat współczesnego stosunku do nagości.
Dr Ewa Banaszak: – Tak, w ostatnim czasie przeprowadziłam 36 wywiadów z kobietami i mężczyznami na temat doświadczania przez nich nagości. Pytałam moich rozmówców o to, kiedy bywają nadzy, w czyjej obecności, jak się wtedy zachowują i co czują. Nakłonienie do tych rozmów nie zawsze było łatwe, a ich prowadzenie także dość trudne. Z jednej strony często pytałam o to, co robimy intuicyjnie. Takie zachowania nie angażują obserwacji, stąd trudno uzyskać ich opisy. Z drugiej pozostawanie nago połączone jest z wieloma intymnymi sytuacjami. Taki wywiad to społeczna i interakcyjna gra między badaczem a badanym o obszary, w których granica tego, co można powiedzieć innemu o sobie, zostaje przesunięta. Wstyd niełatwo się bada – zwłaszcza jeśli chce się zrozumieć emocję i zjawiska z nim związane na głębszym poziomie.

Samo mówienie o nagości jest źródłem skrępowania?
EB: Bardzo różne przyczyny na to wpływają. Po pierwsze, w rozmowach pojawiały się wątki dotyczące zachowań objętych tabu albo naruszających je. Na przykład naga kąpiel dwóch dorosłych kobiet (matki i córki) z sześcioletnim chłopcem (wnukiem i synem) w obecności dziewczynki w podobnym wieku (kuzynki), która nie kąpała się z nimi. Sama nagość jest tabu. Tkwi w nas przekonanie, że nagość pozwala innym zobaczyć, jacy jesteśmy naprawdę, i pozostawia z brakiem pewności, co oni z tą wiedzą uczynią. Jeżeli chcemy być traktowani jako normalny, autonomiczny podmiot, to jesteśmy zobowiązani do dyskrecji. O pewnych sprawach po prostu się nie opowiada. Po drugie, chcąc nie chcąc, docieraliśmy do kwestii bliskich związków z ważnymi osobami. Opowiadanie o tym to także naruszanie prywatności tych, z którymi jesteśmy w relacji. Po trzecie, nagość jest obecna w sytuacjach, które uważamy za miłe (uprawianie miłości) i w okolicznościach doświadczanych jako nieprzyjemne, a nawet bolesne (choroby, operacje, komisje wojskowe). Czasem trzeba było wracać do przykrych emocji. Po czwarte – i najważniejsze – okazało się, że ludzie wstydzą się ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Dr Ewa Banaszak jest socjologiem z Uniwersytetu Wrocławskiego. Autorka i redaktorka publikacji z zakresu socjologii ciała, m.in. „Corpus delicti – rozkoszne ciało. Szkice nie tylko z socjologii ciała”. Przygotowuje książkę na podstawie wywiadów dotyczących praktyk i doświadczeń związanych z nagością.

Robert Florkowski ma doktorat z socjologii, ukończył także studia na kierunku rehabilitacji ruchowej i psychologii klinicznej. Pracuje w Akademii Wychowania Fizycznego w Poznaniu. Napisał m.in. książkę „Homo nudus. Naturyzm w społecznej perspektywie”.