POLITYKA

Niedziela, 28 maja 2017

Polityka - nr 13 (3104) z dnia 2017-03-29; s. 10-13

Temat tygodnia

Juliusz ĆwieluchGrzegorz Rzeczkowski  [współpr.]

NATO nie ma zgody

PiS zapewnia, że Polsce potrzebne jest NATO. Ale działa tak, że Polska jest coraz mniej potrzebna Sojuszowi.

Generał, który w strukturach NATO przepracował trzy lata, próbując opisać, czym jest Sojusz, analogii szuka w angielskim klubie dla dżentelmenów. – W takim miejscu są wygodne fotele i miejsca stojące. Kiedy ja tam pracowałem, mieliśmy miejsce siedzące, i to przy kominku. Myślę, że dziś nie dość, że stoimy, to jeszcze gdzieś w okolicach drzwi – mówi. Sukcesów w pozycjonowaniu kraju pan generał bynajmniej nie przypisuje sobie. – Lista osób byłaby długa i zacząłbym ją tworzyć od nazwiska ministra Skubiszewskiego. Ale byliby na niej również zwykli szeregowcy, zwłaszcza ci, którzy oddali życie na misjach w Iraku czy w Afganistanie. Szlag mnie trafia, że tak głupio marnujemy sukces, na który latami pracowało wielu wspaniałych ludzi – dodaje generał. To marnowanie sukcesu to m.in. wypadnięcie Polski z grupy Big Six.

Formalnie w NATO nie ma czegoś takiego jak Wielka Szóstka. Ale każdy, kto choć chwilę popracował w Sojuszu, szybko orientuje się, że karty rozdaje kilka państw. Reszta już tylko nimi gra. Najwięksi gracze, jakimi są Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Niemcy, Francja i Włochy, w Polsce widzieli partnera, który był w stanie pociągnąć za sobą inne państwa z regionu. Polska szybko i chętnie weszła w rolę prymusa. Angażowała się w niemal wszystkie przedsięwzięcia Sojuszu. Wcześniej taką młodą gwiazdą była Hiszpania, ale po niespodziewanym wycofaniu swoich wojsk z misji w Iraku Hiszpanie wpadli w niełaskę Stanów Zjednoczonych. Łaskawy wzrok największego gracza skierowany został na Polskę. W tym miejscu należy już przejść na czas przeszły. Od ponad roku polskiemu ministrowi obrony narodowej nie udało się spotkać z żadnym sekretarzem obrony Stanów Zjednoczonych. Unikają go również ministrowie z kluczowych państw. Każdy, kto zna reguły klubu dla dżentelmenów, wie, co to oznacza. – Czystką w armii, szalonymi wypowiedziami i gestami ministra Macierewicza sami zdegradowaliśmy się do kategorii państw trudnych. Myślę, że wielu naszych byłych przyjaciół w NATO poważnie zastanawia się, czy nadal warto ginąć za Suwałki – dodaje pan generał.

Macierewicz, Mistral, Mayday

Jeden dolar, za który rzekomo Rosjanie mieli odkupić francuskie okręty Mistral od Egiptu, to jedna z największych kwot, jaką przyszło zapłacić polskiej armii w jej historii. – Te kilka słów kosztowało nas wiarygodność i przewidywalność. Nieprzewidywalnych ministrów obrony narodowej może mieć Korea Północna, ale nie kraj, który chce być liczącym się członkiem NATO – mówi Tomasz Siemoniak, były minister obrony w rządzie PO. Jego zdaniem Antoni Macierewicz to obecnie największe zagrożenie dla dalszych losów pozycji Polski w NATO. – Nawet w najbardziej ekstrawaganckich rządach ministrami obrony narodowej zostają ludzie poważni, a wręcz lekko nudnawi. My postawiliśmy na człowieka, który ma opinię zdolnego wywołać wojnę z Rosją, to nas dyskwalifikuje jako poważnego partnera – dodaje Siemoniak.

Z ujawnionych przez portal WikiLeaks depesz, które amerykańska ambasada w Warszawie słała do Waszyngtonu, wiadomo, że Macierewicz już wcześniej miał opinię człowieka nieprzewidywalnego. Nawet w dyplomatycznej depeszy w jego kontekście padają mało dyplomatyczne słowa jak „paranoja”. Ówczesny ambasador próbował tłumaczyć swoim szefom zza Oceanu, jak to jest możliwe, żeby wysoki urzędnik państwowy oskarżył większość ministrów spraw zagranicznych o bycie sowieckimi agentami. Z opisu wyłania się ogarnięty antysowiecką paranoją intrygant, który, nie bacząc na konsekwencje, ład i bezpieczeństwo, prowadzi własną krucjatę. Jeśli po siedmiu latach od wysłania tej depeszy wizerunek Macierewicza się zmienił, to tylko na gorsze.

Nad czym zresztą minister ciężko pracuje. W połowie lutego, zaledwie cztery miesiące po wpadce z Mistralami, szef MON poleciał na rutynowe spotkanie ministrów obrony narodowej państw wchodzących w skład Sojuszu. Spotkanie szybko przestało być rutynowe, kiedy Macierewicz poinformował dziennikarzy, że NATO włączy się w wyjaśnienie katastrofy smoleńskiej. Powołując się na rozmowę z naczelnym dowódcą sił NATO w Europie, amerykańskim generałem Curtisem Scaparrottim, i ministrem obrony Wielkiej Brytanii Michaelem Fallonem, Macierewicz zapewniał, że sojusznicy wspierać będą prace komisji ponownie powołanej do wyjaśnienia katastrofy. „Wydaje się, iż najwyższy czas, żeby NATO włączyło się do wyjaśnienia tej sprawy, do wsparcia Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego, która w tej materii działa, i uzyskałem taką zapowiedź, zarówno ze strony pana generała Scaparrottiego (…), jak i pana Michaela Fallona – powiedział dziennikarzom. A w biurach prasowych obydwu wymienionych po prostu zawrzało. – Nawet jeśli amerykańscy wojskowi oceniają, że Rosja jest obecnie największym zagrożeniem dla Stanów Zjednoczonych, to nie znaczy, że ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]