POLITYKA

środa, 26 lipca 2017

Polityka - nr 26 (3116) z dnia 2017-06-28; s. 8

Kraj. Tydzień w polityce. Komentuje Marek Borowski

Marek Borowski

Nie mamy pańskiego płaszcza – i co nam pan zrobi?

Nieważny podział władz, wykładnie historyczne i autentyczne albo co tam kto kiedyś twierdził „z całą odpowiedzialnością”. Dziś triumfy święci słynny szatniarz z „Misia” Barei, na którym wzorują się czołowi politycy PiS.

Stanowisko Sądu Najwyższego w sprawie ułaskawienia (i uniewinnienia!) Mariusza Kamińskiego przed ostatecznym wyrokiem spotkało się z gwałtowną krytyką zwolenników „dobrej zmiany”. Do tej krytyki niespodziewanie przyłączył się Jan Rokita. W tym celu („Newsweek”, 11 czerwca br.) posłużył się przykładem emerytowanego amerykańskiego generała Jamesa Cartwrighta, który składał fałszywe zeznania w sprawie dokonanego przez niego wycieku tajnej informacji wojskowej do prasy. W październiku 2016 r. postawiono go przed sądem. Ten zapowiedział wydanie wyroku na dzień 17 stycznia 2017 r. Do wydania wyroku jednak nie doszło, gdyż trzy dni wcześniej prezydent Obama „rzutem na taśmę” ułaskawił generała. Jan Rokita, nawiązując do przypadku Mariusza Kamińskiego, stwierdził, że w Stanach nikt nie protestował, choć „prawa łaski w amerykańskiej i polskiej konstytucji są prawie identyczne”. Wniosek? Nie ma powodu, aby czepiać się Andrzeja Dudy, jeśli w starej, amerykańskiej demokracji takie praktyki są całkowicie legalne.

Jan Rokita popełnia tu jednak często spotykany błąd logiczny. To, że w jakimś kraju podobnie brzmiący przepis interpretowany jest i stosowany w określony sposób, nie oznacza, że w innym kraju musi być tak samo. Najwybitniejsi prawnicy, a w końcu i Sąd Najwyższy, wyjaśnili, na czym polega różnica między władzą wykonawczą a sądowniczą w naszej konstytucji, i nie zamierzam tych argumentów powtarzać. Jest jednak kilka innych, niewymienianych w debacie publicznej, które potwierdzają tezę o samowoli prezydenta Dudy. Warto je przytoczyć – niektóre mogą państwa zaskoczyć.

Po pierwsze – wykładnia historyczna, czyli jak ten przepis był rozumiany w przeszłości, przez wszystkich poprzednich stosujących go prezydentów. Jakoś tak się dziwnie złożyło, że na 8,2 tys. (!) aktów łaski, wydanych w ciągu 25 lat przez wszystkich kolejnych prezydentów, ani jeden nie nastąpił przed wydaniem prawomocnego wyroku (notabene tak samo było w II RP i w PRL – czyli od stu lat!). Wszystkie polegały na uwolnieniu od kary lub jej skróceniu – bo tak prawo łaski rozumie się w Polsce. W USA rozumie się je od dziesiątków lat szerzej – i nie jest to jedyna różnica między naszymi krajami.

Po drugie, można sięgnąć do wykładni autentycznej, czyli sprawdzenia w protokołach, jak dany przepis interpretował ten, kto go uchwalał. W tym przypadku nie jest to proste, bo gdy wszyscy ustawodawcy rozumieją prawo łaski identycznie, to wiele nad nim nie dyskutują i już go szerzej nie definiują. Coś jednak da się powiedzieć o tym, o co posłom 20 lat temu chodziło. Sięgnąłem do stenogramu posiedzeń komisji konstytucyjnej w punkcie dotyczącym prawa łaski. Dyskusja dotyczyła głównie kwestii stylistycznych i szczególnego przypadku, jakim było wyłączenie spod prawa łaski wyroków Trybunału Stanu, ale w wypowiedziach członków komisji padały – niejako przy okazji – określenia niepozostawiające wątpliwości, jak prawo łaski należy rozumieć. Zacytuję. Pos. Ciemniewski (Unia Wolności): „Prawo łaski jest stosowane w stosunku do orzeczenia o karze”; pos. Taylor (Unia Wolności): „Ułaskawia się skazanego”; sen. Kurczuk (SLD): „Istota prawa łaski dotyczy kary”; pos. Bentkowski (PSL): „Prawo łaski odnosi się do kary. Nie jest to abolicja”; sen. Alicja Grześkowiak (NSZZ Solidarność): „Ułaskawieniu podlega skazana osoba”. Nic dodać, nic ująć.

Idźmy dalej. Na stronie internetowej prezydenta RP przez prawie 20 lat, także za kadencji Lecha Kaczyńskiego (na którego autorytet Andrzej Duda powołuje się tyleż nieustannie, co obłudnie), zawieszona była definicja prawa łaski, zaczynająca się od słów: „Istotą tego uprawnienia jest uwolnienie skazanego od skutków karnych prawomocnego wyroku sądu”. Niedawno ktoś jednak dostrzegł tę herezję i przeniósł tekst do zakładki „Archiwum”.

Internet to w ogóle podstępna instytucja. Czego tam nie ma! Ot, na przykład odpowiedź Kancelarii Prezydenta udzielona w czerwcu 2016 r. – a więc już za kadencji prezydenta Dudy i pół roku po przedwczesnym ułaskawieniu Mariusza Kamińskiego! – pewnemu emerytowi, który zwracał się do prezydenta o ułaskawienie. Czytamy w niej, co następuje: „Szanowny Panie! Sprawa ta nie może zostać rozpatrzona, bowiem prawo łaski stosowane jest wyłącznie do kar, orzeczonych w prawomocnych wyrokach sądowych”. Teraz jest już jasne, dlaczego pani Sadurska musiała odejść (choć krzywdy nie ma).

Na koniec wisienka na torcie. W 2011 r. pos. Andrzej Duda wygłosił w Sejmie oświadczenie dotyczące stosowania prawa łaski przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Cytuję z wideonagrania: „Jako minister w Kancelarii Prezydenta RP, nadzorujący Biuro Obywatelstw i Prawa Łaski, chciałbym tu z całą odpowiedzialnością oświadczyć, że (...) ułaskawia się osoby, uznane przez sądy za winne. Ułaskawienie nie jest ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]