POLITYKA

Poniedziałek, 23 października 2017

Polityka - nr 9 (3100) z dnia 2017-03-01; s. 28-30

Społeczeństwo

Joanna Podgórska

Nie strzelać do ikony

Sezon łowiecki dobiega końca. Tym razem dzięki presji opinii publicznej udało się powstrzymać komercyjne polowania na żubry. Ale to nie znaczy, że problem znika.

Gospodarka żubrami jest prowadzona racjonalnie” – tak o ściśle chronionym, zagrożonym wyginięciem gatunku, będącym wręcz ikoną ochrony przyrody w Polsce, wyraził się poseł Józef Brynkus z partii Kukiz’15 na specjalnym posiedzeniu sejmowej komisji ochrony środowiska. Zwołano ją, gdy opinię publiczną zbulwersowały opublikowane przez portal OKO.press informacje o nieprawidłowościach i nadużyciach, do jakich dochodzi podczas odstrzału żubrów. Mazurskie Nadleśnictwo Borki występuje co roku o zgodę na odstrzał około 10 proc. populacji żubrów żyjących w Puszczy Boreckiej. Powodem ma być troska o ich „liche zdrowie”, przegęszczenie czy szkody łowieckie wyrządzane przez te zwierzęta. Kwalifikowanie zwierząt do odstrzału odbywało się według nieprzejrzystych procedur. Ich liczbę zatwierdziła wewnętrzna komisja, przy czym – jak ustaliło OKO.press – zrobiła to, zanim stado zebrało się na przezimowanie i nie było jasne, w jakim stanie są żubry. W 2014 r. do Borków sprowadzono sześć zdrowych samców z rezerwatu pod pretekstem powiększenia hodowli, po czym nadleśniczy natychmiast wystąpił o zgodę na ich odstrzał i ją uzyskał. Podobne praktyki ujawniła Fundacja Dzika Polska w Puszczy Knyszyńskiej. Tu także nadleśnictwo występuje co roku o zgodę na odstrzał około 10 proc. stada. Odbywa się to bez nadzoru naukowego. Wystarczy podejrzenie, że zwierzęta być może są chore. Sprawdza się to dopiero podczas sekcji zwłok. Pozwolenia na odstrzał trafiają do dewizowych myśliwych (kosztuje to od kilkunastu do kilkudziesięciu tysięcy złotych), żubry sprzedawane są na trofea, ich mięso trafia do restauracji. W 2016 r. zabito m.in. ciężarną samicę i młodego zdrowego byka. Od pewnego czasu zbliżał się do siedlisk ludzkich, ale nikomu nie zagrażał. „Niebezpieczny” zrobił się akurat wtedy, gdy zaczął się sezon łowiecki. – Najpierw planuje się odstrzał, a potem szuka uzasadnień – mówi prof. Rafał Kowalczyk, dyrektor Instytutu Biologii Ssaków Polskiej Akademii Nauk. – Nie zawsze odstrzeliwane są zwierzęta chore i cierpiące. Kto by chciał płacić za odstrzał starej, zdychającej krowy.

Po tym jak przeciwko komercyjnym polowaniom na żubry podpisało się kilkadziesiąt tysięcy osób, Lasy Państwowe wstrzymały odstrzał w tym sezonie. Ale jednym z postulatów, które padły na specjalnym posiedzeniu komisji, która się po tym zebrała, było… uproszczenie procedury wydawania pozwoleń na odstrzał.

Niech się dołożą

Państwowa Rada Ochrony Przyrody już wcześniej biła na alarm, że odstrzału żubrów dokonuje się bez rzetelnej naukowej dyskusji i kontroli społecznej, a polski symbol ochrony przyrody, gatunek priorytetowy dla Wspólnoty Europejskiej, jest traktowany jako zwierzę łowne, hodowlane, wykorzystywane w handlu i konsumpcji. Ze społecznego i edukacyjnego punktu widzenia nie jest korzystne, gdy zwierzę unikatowego, cudem uratowanego, gatunku ląduje w restauracji w formie kotleta, tatara, kiełbasy czy nadzienia pierogów serwowanych z kwaśną śmietaną; a tak to w Polsce wygląda. „W naszym kraju, w stanie dzikim, żyje jedna trzecia jego światowej populacji oraz 90 proc. osobników z obszaru Unii Europejskiej. Na Polsce spoczywa więc ogromna odpowiedzialność za zapewnienie trwałości i właściwego stanu populacji żubra, jako naszego narodowego dziedzictwa. Wynika to także z historycznej roli naszego kraju w restytucji tego gatunku i wyznaczaniu standardów jego ochrony. Coraz częstsze głosy o przegęszczeniu krajowych populacji i konieczności regulacji ich liczebności poprzez komercyjne polowania nie znajdują potwierdzenia we współczesnej wiedzy i wynikach badań naukowych. Zdaniem Rady to śmiertelność naturalna, a nie odstrzał, powinna odgrywać zasadniczą rolę w kształtowaniu dynamiki i struktury populacji żubra. Sposób prowadzenia redukcji populacji poprzez polowania dla trofeów jest też co najmniej kontrowersyjny w świetle prawa obowiązującego w Polsce i Unii Europejskiej” – pisała PROP w opinii wydanej w grudniu 2015 r.

Problem w tym, że Rada w tym składzie już nie istnieje. Gdy zaprotestowała przeciwko planom wycinki w Puszczy Białowieskiej, minister Jan Szyszko, zapalony myśliwy, zniósł kadencyjność jej członków i obsadził swoimi ludźmi. Zapalonym myśliwym jest także Krzysztof Lissowski, który pełni dziś funkcję generalnego dyrektora ochrony środowiska, decydującego o pozwoleniach na odstrzał. Nową przewodniczącą PROP została mianowana prof. Wanda Olech-Piasecka, orędowniczka komercyjnego odstrzału żubrów. Według niej strzelanie to element zarządzania populacją. Skoro Lasy Państwowe wydają pieniądze na zimowe dokarmianie, to „niech się żubry dołożą”. W filmie edukacyjnym nagranym przez Lasy Państwowe prof. Olech-Piasecka wykłada swoją filozofię: „Jeżeli istnieje możliwość, żeby wyrok, który jest, był wykonany przez kogoś, kto jeszcze za to zapłaci, jest hipokryzją tych pieniędzy nie wykorzystać dla ochrony żubrów”.

Pół nosorożca

Z analizy przeprowadzonej przez dr. Andrzeja Kepela, poprzedniego przewodniczącego PROP, nie o hipokryzji, ale raczej ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]