POLITYKA

środa, 18 października 2017

Polityka - nr 38 (3128) z dnia 2017-09-20; s. 16-17

Polityka

Joanna SawickaWojciech Szacki

Noga na progu

SLD porzucił marzenia o zjednoczonej lewicy. Walcząc z ustawą dezubekizacyjną i odgrzewając sentyment do PRL, szuka niszy, która zapewni wczołganie się do Sejmu.

Garść znalezionych w internecie wiadomości o SLD: „Spotkanie z represjonowanymi przez PiS mundurowymi w Koszalinie” (na zdjęciu tłum starszych osób w koszalińskiej bibliotece), „SLD broni nazw ulic w Elblągu” (chodzi o m.in. ul. Armii Ludowej), „Szczecinecki SLD żyje. Ma nawet nowego radnego”.

Do Sojuszu wstąpił ostatnio były poseł Ruchu Palikota Andrzej Rozenek. – Tylko Sojusz liczy się na lewicy. To partia z szansami w wyborach samorządowych i parlamentarnych. SLD to też jedyne ugrupowanie, które dba o to, by nie zakłamywać historii, by nie mówić fałszywie o czasach PRL – tłumaczy swój transfer.

Pomimo tych niewątpliwych sukcesów obciążony rozlicznymi grzechami SLD jest niemodny, niemedialny, bez powabu, jaki dostrzegają w Robercie Biedroniu czy Adrianie Zandbergu niektóre media.

SLD przypomina faceta, który przeżył dwie próby samobójcze, a teraz leży na oddziale intensywnej terapii i (umiarkowanie liczni) przyjaciele martwią się, czy przeżyje.

Pierwszą próbę samobójstwa Sojusz podjął, wystawiając w wyborach prezydenckich Magdalenę Ogórek (2,38 proc.). Drugą – zawierając w 2015 r. małżeństwo wyborcze z Januszem Palikotem. – To były dwie najgłupsze decyzje w najnowszej historii partii – przyznaje młoda działaczka Sojuszu.

Partie SLD i Twój Ruch dostały 1 mln 147 tys. głosów, prawie tyle co Nowoczesna, ale z uwagi na podwyższony do 8 proc. próg wyborczy dla koalicji mandatów nie zdobyły. Leszek Miller na pożegnanie z Sejmem dał zatem Jarosławowi Kaczyńskiemu prezent w postaci samodzielnej większości; gdyby lewica wprowadziła 20–30 posłów, PiS musiałby szukać koalicjanta.

Od wyborczej klęski minęły prawie dwa lata. Niedawna sojuszniczka Sojuszu Barbara Nowacka recenzuje je raczej drwiąco: – Trudno powiedzieć, co SLD robił od wyborów. Rzadko spotykałam ich działaczy na różnych marszach czy akcjach wokół lewicowych inicjatyw.

Rzeczywiście, Sojusz jest ostatnio mało widoczny. W niewielkim stopniu włączył się w demonstracje w obronie sądów, a wcześniej Trybunału Konstytucyjnego. Nie udało mu się zaistnieć w czasie antyaborcyjnych protestów zeszłej jesieni.

W sondażach trzyma się jednak zaskakująco dobrze, jak na ogólny stan lewicy. Od kilku miesięcy w większości badań co najmniej ociera się o próg. We wrześniowym CBOS popiera go 3 proc. badanych, w Kantar Public – 6 proc., a w IBRiS – 5 proc. Społeczny przekrój elektoratu nie zmienił się od lat – to głównie ludzie w średnim wieku i starsi, mieszkańcy małych i średnich miast, z wykształceniem zawodowym. Wśród niezbyt licznej grupy Polaków o poglądach lewicowych Sojusz ma ok. 20 proc. poparcia – dwa razy mniej niż PO, ale więcej niż PiS i Nowoczesna (po 8 proc.) oraz Partia Razem (4 proc.).

Po wyborach 2015 r. wydawało się, że Sojusz się rozsypie. Szefem został Włodzimierz Czarzasty, niechętnie nastawiony do projektu Zjednoczonej Lewicy, której twarzą w kampanii była Nowacka, wówczas współprzewodnicząca Twojego Ruchu.

Odeszła część działaczy – radny śląskiego sejmiku Kazimierz Karolczak (obecnie prezes zarządu Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii), radni miejscy, Paulina Piechna-Więckiewicz (Warszawa) i Tomasz Lewandowski (Poznań), a także były rzecznik partii Dariusz Joński. Najbardziej rozpoznawalni politycy jednak zostali i są wciąż zaangażowani. Ba, jest nawet rekordowo liczny zarząd – 11 wiceprzewodniczącymi nie może się poszczycić żadna polska partia.

Sojusz ma też nadal mocne struktury. Jak podkreśla w rozmowie z nami sekretarz generalny partii Marcin Kulasek, członków płacących składki jest 23 tys. – nieco więcej niż ma PO i zdecydowanie więcej niż Nowoczesna czy Kukiz’15, nie mówiąc o Partii Razem, której struktury są wciąż wątłe. Koła SLD działają w 320 powiatach. Od roku Czarzasty odwiedza działaczy w całej Polsce, żeby przygotować ich do walki o samorządy w 2018 r.

Samorządy to zresztą jedyne miejsce, w którym Sojusz ma trochę władzy. Jego prezydenci rządzą m.in. w Częstochowie, Dąbrowie Górniczej, Świdnicy, Chełmie i Świnoujściu. Członkiem SLD jest też prezydent Rzeszowa Tadeusz Ferenc. Według Kulaska SLD ma też blisko tysiąc radnych na różnych szczeblach.

Nadchodzące wybory samorządowe będą dla SLD najważniejszym sprawdzianem. Stabilne poparcie na poziomie 5 proc. nie wystarczy, żeby uzyskać jakiekolwiek mandaty. Okręgi sejmikowe są małe i realny próg wynosi 8–9 proc. W czasie objazdów po Polsce Czarzasty mówi działaczom, że celem jest 10 proc. w wyborach do sejmików, i zapewnia, że SLD da radę tyle wyciągnąć. Tyle że takiego wyniku nie wskazują żadne sondaże. Na niedawnym posiedzeniu Rady Krajowej SLD jeden z działaczy ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]