POLITYKA

Niedziela, 22 października 2017

Polityka - nr 29 (3119) z dnia 2017-07-19; s. 28-31

Społeczeństwo

Bartek ChacińskiAneta Kyzioł  [współpr.]

Nowy gust narodowy

Polska jest naszym dobrem, jest piękna, jesteśmy z niej coraz bardziej dumni. I wygląda na to, że ta duma może nam wkrótce zastąpić gust.

Chcemy, żeby Polska była piękna” – tak brzmiały być może najbardziej zaskakujące słowa Jarosława Kaczyńskiego na konwencji Zjednoczonej Prawicy. Rządzący Polską rzadko w ogóle mówili o estetyce, a tu dostaliśmy od razu cały szereg postulatów – żeby wspólnotę budować przez piękno, wprowadzić lekcje estetyki w szkołach i powołać do życia Narodowy Instytut Urbanistyki i Architektury, który miałby dbać o estetykę polskich wsi i miast.

Prezes PiS wygłaszał te słowa w sali sportowej Zespołu Szkół nr 2 w Przysusze, na tle typowym dla pierwszych, akademijnych kontaktów młodych Polaków z kulturą – tymczasowej scenografii z trudem maskującej wystające tu i ówdzie drabinki, ze sterczącymi tablicami koszy i przecinającą całą ścianę wstęgą w narodowych barwach. Dodatkowy kontekst nadawała wydarzeniu sama Przysucha – miejsce urodzin etnografa i folklorysty Oskara Kolberga. I tak jak Kolberg badał zwyczaje, obrzędy i muzykę ludu, tak do ludowego, tradycyjnego gustu zdaje się odwoływać PiS. „Będziemy prowadzić politykę kulturalną, nikt nam tego prawa nie odbierze, bo to polityka dla narodu i w imieniu narodu, nie będziemy finansować brutalnych ataków na tradycję” – mówił Kaczyński.

Mazurek i ogórek

Tropienie ludowego piękna i włączanie folkloru w budowę narodowej tożsamości to gest w powojennej Polsce dobrze znany. Podobny wykonała władza PRL, zgodnie ze słowami I sekretarza PZPR Bolesława Bieruta: „Wszystko, co w sztuce wielkie, bierze się ze sztuki ludowej”, popartymi wówczas decyzją o założeniu dwóch zespołów prezentujących ludowe tańce i muzykę: Mazowsza i Śląska, które prezentowały ten folklor w estradowej, odpowiednio uładzonej formie. Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego podpisało niedawno umowy na współprowadzenie obu zespołów.

Trudno tego nie skojarzyć z imprezą, która zamykała sezon kulturalny na antenie TVP, czyli telewizyjną galą na 25-lecie disco polo. Gatunek symbolizujący przez lata zły gust, media narodowe – w przeciwieństwie do budowanych przez lata mediów publicznych – potraktowały bez odrazy, widząc w nim wyraz naturalnej polskiej ekspresji. Faktycznie nie ma wiele wspólnego z polską tradycją – podobnie jak inspirujący je nurt italo disco nie miał wiele wspólnego z Włochami, bo wymyślono go w Niemczech. Ale lektor witający publiczność na rocznicowym koncercie podkreślał, że disco polo jest nasze, własne, polskie.

Z badań preferencji muzycznych Polaków przez lata wynikało, że jesteśmy w stosunku do disco polo podzieleni. Ale niewidoczny przez lata potencjał gatunku ujawnił internet. Bo z jednej strony w 2016 r. kupowaliśmy najchętniej płyty takich wykonawców, jak O.S.T.R., Ania Dąbrowska czy Agnieszka Chylińska, ale z drugiej – na YouTube, gdzie posłuchać można za darmo, miażdżącą przewagę nad konkurencją miały ostatnio wideoklipy disco polo zespołów Akcent czy Weekend. A kanał Polo TV pobił w ubiegłym roku pod względem oglądalności inne telewizje muzyczne.

Łatwo tu przejść do stwierdzenia, że mamy oto klasę średnią, lepiej wykształconą, która zasłuchuje się np. w muzyce Stinga, a z drugiej – gorzej sytuowanego odbiorcę ludycznej i przaśnej muzyki tanecznej. Ale to nie do końca prawda, bo renesans disco polo zapewniły imprezy w dużych miastach, gdzie początkowo bawiono się do „Majteczek w kropeczki” na poły ironicznie. I gdzie publiczność klubów studenckich od paru lat regularnie wypełnia sale na koncertach Braci Figo Fagot – zespołu, który dla jednych jest zgrywą, podczas gdy inni biorą ten rodzaj pastiszu disco polo za dobrą monetę. Być może biorą za dobrą monetę również rodzaj patriotyzmu, który z rubasznego stał się już otwarcie wulgarny: „Schabowy, mazurek, żurek, kiszony ogórek/Wódka i flaki, skarpety i klapki/Ci, co narzekają, niech z Polski spier... ją/A my łójmy do rana, Polsko kochana!”.

Mama to dama

Polski gust muzyczny nie po raz pierwszy stał się elementem gry politycznej. Bo disco polo wykorzystywali w kampaniach Waldemar Pawlak i Aleksander Kwaśniewski. Tyle że – jak wskazują psycholodzy – na tym etapie powinno się lepiej łączyć z konserwatyzmem. Bo to konserwatyści preferują muzykę znaną, typową, lokalną. I nie z klasą średnią, bo ta wsłuchuje się mocniej niż klasa pracująca w teksty nagrań.

W czasach big data łatwo zresztą sprawdzić, jak typ muzycznego smaku łączy się z daną stroną sporu o Polskę. Takie badania związku między polubieniami polityków i poszczególnych wykonawców w serwisach społecznościowych przeprowadziły w zeszłym roku Sotrender i SmartNet dla serwisu BiqData.pl. Wyszło na to, że za prezydentem Andrzejem Dudą podążali fani słowiańskiego hip-hopu Donatana i Cleo, kontrowersyjnego Gangu ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Polskie wybory 2016

Najczęściej oglądany film: „Pitbull. Niebezpieczne kobiety”, reż. Patryk Vega (2,8 mln widzów w kinach)

Najchętniej kupowana płyta: O.S.T.R. „Życie po śmierci”, Asfalt Records

Najczęściej w historii oglądany polski klip na YouTube: Akcent, „Przez twe oczy zielone” (107 mln odsłon)

Program rozrywkowy z największą widownią TV: „Rolnik szuka żony” (5,1 mln widzów)

Marki odzieżowe zarazem chętnie kupowane i stanowiące przedmiot pożądania: Adidas, Zara

Ulubiony kolor Polaków: czerń (45 proc.)

Ulubiony dodatek do ubrania: smartfon (23 proc.)

Lokale gastronomiczne odwiedzane najczęściej: pizzerie (70 proc.)

Preferowany rodzaj kawy: americano (33 proc.)

Na podstawie raportów „Polska strojna” (Allegro, Mobile Institute) i „Polska na talerzu 2016” (IQS na zlecenie Makro Cash&Carry) oraz danych Nielsen Audience Measurement, SFP, ZPAV i YouTube.