POLITYKA

Niedziela, 20 sierpnia 2017

Polityka - nr 25 (2710) z dnia 2009-06-20; s. 88-90

Ludzie i obyczaje

Sławomir Mizerski

O czym szumią drzewa

Rozmowa z prof. Jackiem Oleksynem, laureatem Nagrody Fundacji na rzecz Nauki Polskiej za badania w dziedzinie ekofizjologii roślin

Sławomir Mizerski: – Zielono za oknami. Czy to jakoś inspiruje badacza drzew?

Jacek Oleksyn: – Jesteśmy ściśle związani z obiektami naszych badań, a nie są to badania łatwe, bo drzewa to organizmy długowieczne. Jedno drzewo żyje przeciętnie tyle, ile cztery generacje ludzi, niektóre drzewa mogą żyć do 5 tys. lat. Rosyjski leśnik Wasilij Ogijewski w latach 1910–1916 prowadził badania różnych ekotypów sosny, a kiedy ja kilkadziesiąt lat później studiowałem z jego prawnukiem, doświadczenie wciąż nie było skończone. Dopiero praprawnuk będzie pewnie mógł wyciągnąć z tego finalne wnioski.

Czym badacz nadrabia to, że żyje znacznie krócej niż drzewa?

Musi mieć dużą wyobraźnię i wiedzę, żeby przewidzieć, jak zakładane uprawy, sadzone drzewa będą wyglądały w przyszłości. Musi przewidzieć, w jaki sposób one będą zmieniały środowisko, jaka będzie ich interakcja z tym środowiskiem. I ja zajmuję się takim przewidywaniem.

Przewidywanie przyszłości jako praca naukowa?

Prosty przykład: leśnik co roku ma dylemat, czym zalesić daną powierzchnię, bo przepisy regulują tę sprawę, ale nie do końca. Powiedzmy, że na tej powierzchni rosły sosny, które wycięto. I jeśli posadzimy w ich miejsce np. klony, to one w ciągu 30–40 lat gruntownie zmienią środowisko, cały układ glebowo-roślinny ulegnie drastycznej transformacji. Bo klon to gatunek o bardzo dużej zawartości wapnia w liściach. Te drzewa działają jak pompy: wyciągają poprzez korzenie wapń z głębszych warstw gleby i kierują do liści, liście opadają jesienią i nawożą wapniem glebę. Gleba zmienia odczyn na zasadowy, co uruchamia kaskadę następstw. Pojawiają się np. dżdżownice, które lubią pokarm bogaty w wapń, a za nimi wiele innych mikroorganizmów. Z kolei jeśli zamiast klonów posadzimy modrzewie, zmienimy środowisko na bardziej kwaśne i dżdżownic nie będzie.

Te dżdżownice to jakiś problem?

Zależy gdzie. W naszych warunkach dżdżownice są pod kontrolą, bo przez tysiące lat ekosystemy rozwijały się w ich obecności, a ich liczebność jest regulowana przez licznych drapieżców. Ale w niektórych krajach są to organizmy inwazyjne. Na północy USA i w Kanadzie po ostatnim zlodowaceniu dżdżownic nie było w ogóle. Ale gdy rozkręcił się światowy handel przynętami wędkarskimi, można je kupić wszędzie w pobliżu rzek i jezior. A ponieważ wędkarze często niewykorzystaną przynętę wyrzucają, uwolnione dżdżownice rozpoczęły tragiczną wręcz w skutkach dla środowiska inwazję na Amerykę. Bo jako nowe organizmy nie miały naturalnych wrogów.

Jakie są skutki tej inwazji?

Z lasów zaczynają znikać niektóre gatunki roślin, które były tam obecne od tysięcy lat. To poważne zakłócenie dla ekosystemu, które rodzi kolejne zmiany. Te zmiany środowiska to jest coś, co sprawny biolog drzew powinien umieć przewidzieć.

Drzewa towarzyszą człowiekowi od początku jego istnienia na Ziemi. Czy przez ten czas nie zdobył on na ich temat wystarczającej wiedzy?

Mój przyjaciel i jeden z najlepszych polskich dendrologów – Jakub Dolatowski z Uniwersytetu Warszawskiego – wyprowadził się niedawno z mieszkania w mieście do chaty w okolicach Białowieży. Mówi, że dopiero teraz dowiaduje się wielu nowych rzeczy o drzewach, którymi zajmuje się przecież całe życie. Od miejscowych usłyszał, że kominy najlepiej jest czyścić młodym drzewkiem jałowca, że na podpałkę doskonała jest kora brzozy, a drewno grabu, które jest niezwykle wydajne w paleniu, należy koniecznie porąbać, kiedy jest jeszcze świeże. To jest wiedza, którą nasi przodkowie mieli w małym palcu. Ale potem straciliśmy ją i staliśmy się pod tym względem wtórnymi analfabetami.

Dawniej człowiek wiedział o drzewach więcej?

Tak, chociaż była to wiedza czysto praktyczna. Dzisiaj często mamy do czynienia z wtórnym prometeizmem etnobotanicznym – odkrywamy coś, co przodkowie z całą pewnością wiedzieli.

Utraciliśmy kontakt z drzewami?

Odzyskujemy go, z tym że teraz podchodzimy do nich z innej strony. Potrafimy powiedzieć o ich strukturze genetycznej, metabolizmie czy fizjologii. Jednocześnie wypierane są z uczelni klasyczne dyscypliny naukowe, takie jak systematyka, chorologia, anatomia. Już w tej chwili trudno jest znaleźć specjalistów z tych dziedzin.

Na czym polegają badania, którymi się pan zajmuje?

Od wielu lat zajmuję się badaniem interakcji między drzewami i środowiskiem oraz rolą czynników biogeograficznych i genetycznych w zmienności różnych cech roślin. Systematyczne badania zmienności drzew zostały zapoczątkowane już w XVIII w. To ciekawa historia, związana z zainteresowaniem sosną jako surowcem strategicznym, ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Prof. Jacek Oleksyn (55), z wykształcenia leśnik, skończył Akademię Leśno-Techniczną w Leningradzie. Od 1976 r. pracuje w Instytucie Dendrologii PAN w Kórniku. Sporo publikuje w prestiżowym piśmie „Nature”.