POLITYKA

środa, 24 maja 2017

Polityka - nr 45 (2730) z dnia 2009-11-07; s. 44-46

Rynek

Adam Grzeszak

Oblężenie Możejek

Rozmowa z Igorem Chalupcem, byłym prezesem PKN Orlen, o tym, jak z największej polskiej inwestycji zagranicznej, litewskiej rafinerii w Możejkach, zrobił się największy problem płockiego koncernu

Adam Grzeszak: – Śledzi pan sytuację w PKN Orlen?

Igor Chalupec: – Śledzę.

Widząc, jak obecny zarząd męczy się z rafinerią w Możejkach – jak nie może dogadać się z rządem litewskim, bezskutecznie usiłuje skłonić Rosjan, by zaczęli dostarczać ropę rurociągiem Przyjaźń, a nawet jak rozważa sprzedaż Możejek – nie ma pan wyrzutów sumienia? Nie myśli pan: co myśmy narobili?!

Nawet przez chwilę nie miałem wątpliwości co do sensu zakupu Możejek. To była decyzja głęboko przemyślana i poparta szczegółowymi analizami. Nie zmienia to faktu, że rozumiem obecne kłopoty zarządu Orlenu. Od początku mieliśmy świadomość, że ta inwestycja jest trudnym, długofalowym projektem i będzie wymagała od Orlenu nie tylko sprawnego zarządzania, ale i konsekwencji.

Jeden z kłopotów dotyczy zakręconego przez Rosjan kurka na ropociągu, którym Możejki były zaopatrywane w surowiec. Pan wcześniej zapewniał, że problemów z ropą nie będzie, bo tak wielkiego odbiorcę, jakim jest Grupa Orlen, lekceważyć nie można. Tyle warte były te analizy.

Miałem rację. Kłopotów z ropą nie było i nie ma.

???

Nie zapewniałem, że Rosjanie nie zakręcą ropociągu. Co więcej, wszystkie nasze analizy uwzględniały scenariusz, w którym Transnieft zamknie rurociąg. Zrobili tak kilka lat wcześniej, gdy właścicielem Możejek była amerykańska firma Williams, więc spodziewaliśmy się, że mogą zrobić to również i nam. Myśleli, że to nas zniechęci do transakcji. Nieoficjalny sygnał, że ropociąg zostanie zakręcony, dotarł do nas kilka tygodni wcześniej, więc zaskoczenia nie było. Błyskawicznie udało nam się przestawić rafinerię na zaopatrzenie w surowiec dostarczany drogą morską. Pierwszy tankowiec z ropą przypłynął do portu w Butyndze w niespełna tydzień po zamknięciu ropociągu. Później sprowadziliśmy też ropę spoza Rosji – wenezuelską. I tak jest do dzisiaj: rurociąg jest zakręcony, a rafineria działa. Kłopotów operacyjnych nie ma.

Ale koszty takiego zaopatrzenia są wysokie.

Rzeczywiście, zwykle transport morski jest droższy od ropociągowego, choć przy ówczesnych marżach rafineryjnych nie miało to aż takiego znaczenia. Za wenezuelską ropę, nadającą się świetnie do przerobu w Możejkach, zapłaciliśmy nawet mniej niż za surowiec sprowadzany wcześniej rurociągiem Przyjaźń i to uwzględniając koszty transportu.

Jak to możliwe, żeby ropa płynąca statkiem przez pół świata była tańsza od sprowadzanej rurą? Może to była jakaś promocja?

Nie było promocji. Ropa po prostu była tańsza.

To dlaczego my się tak martwimy o rosyjską ropę? Powinniśmy przestawić się na zaopatrzenie z Wenezueli.

Nie wiem, czy relacje cenowe są tak korzystne również dzisiaj. Z pewnością jednak powinniśmy uwzględnić wenezuelską i inne gatunki ropy jako formę dywersyfikacji dostaw. Najlepsza sytuacja jest, gdy zaopatrzenie pochodzi od różnych dostawców z różnych kierunków. Bo wtedy żaden dostawca nie czuje się zbyt pewnie.

A co z terminalem w Kłajpedzie, o który toczy się dziś walka między zarządem Orlenu a rządem litewskim? Nie przewidzieliście, że Możejki muszą mieć możliwości eksportu swoich produktów drogą morską?

Rząd litewski nie wyrażał zgody, aby kontraktem objąć terminal w Kłajpedzie. Pokonaliśmy długą drogę, by go przekonać, żeby w ogóle Orlen został inwestorem w Możejkach. Nie chcieliśmy więc stawiać na ostrzu noża sprawy Kłajpedy, bo Litwini są na tym punkcie wyczuleni jak Polacy w sprawie Naftoportu. Z punktu widzenia bezpieczeństwa energetycznego Litwy to kluczowy element infrastruktury. Zdawaliśmy sobie jednak sprawę, że kiedyś trzeba będzie wrócić do tego tematu. Tu zresztą nie musi wchodzić w grę sprzedaż terminala. Wystarczy wynegocjowanie długoterminowego kontraktu z takimi stawkami, które z punktu widzenia Orlenu zwiększałyby efektywność funkcjonowania rafinerii, a z litewskiego nie powodowałyby obaw o bezpieczeństwo energetyczne kraju. Jestem zdziwiony, że z dobrej atmosfery współpracy sprzed trzech lat nic nie zostało i obie strony nie wykazują woli kompromisu. Przecież to jest w ich wspólnym interesie.

Zarząd Orlenu musi walczyć o każdy grosz, bo przez Możejki ma straty.

To nie jest łatwy projekt i wymaga nadzwyczajnych wysiłków. Tyle że wart jest ich poniesienia. Z drugiej strony – nie przesadzajmy – Możejki w pierwszych dwóch latach pod rządami Orlenu nie przyniosły strat. I jeśli nawet teraz mają trudny okres, to są w stanie go przezwyciężyć.

Koszty związane z obsługą kredytów zaciągniętych na zakup Możejek są ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Jak Orlen kupił Mažeikių

Rafineria w Możejkach (Mažeikių Nafta, dziś Orlen Lietuva) to największe przedsiębiorstwo na Litwie i jedyny producent paliw w krajach nadbałtyckich. Do 2007 r. był kontrolowany przez holenderską spółkę należącą do rosyjskiego koncernu Jukos. Należało do niej ok. 54 proc. akcji. Rosjanie kupili ten pakiet od amerykańskiej firmy Williams, która wycofała się z Litwy po tym, jak zakręcono jej kurek z rosyjską ropą. Drugim właścicielem, obok Jukosu, był litewski skarb państwa (ponad 40 proc.)

Decyzja o wystawieniu rafinerii na sprzedaż była wynikiem wojny Kremla z koncernem Jukos kontrolowanym przez niepokornego oligarchę Michaiła Chodorkowskiego. Koncern został przejęty przez rosyjskie władze, ale zagraniczne aktywa, formalnie należące do holenderskiej spółki, pozostały poza zasięgiem Kremla, w rękach amerykańskich udziałowców. I to oni podjęli decyzję o wystawieniu rafinerii na sprzedaż, czemu rosyjskie władze w rozmaity sposób, acz bezskutecznie, próbowały zapobiec.

Prawo pierwokupu miał rząd litewski, po to by móc zdecydować, czy akceptuje nowego inwestora, czy też nie. Jednocześnie rząd wystawił na sprzedaż 30 proc. ze swojego pakietu. Orlen, by kupić Możejki, musiał równolegle negocjować z holenderską spółką Jukosu i rządem litewskim. Polska spółka za akcje Jukosu zapłaciła ok. 1,5 mld dol., a za litewski pakiet 850 mln dol. Ostatnio musiała dokupić pozostałą część akcji rządu litewskiego za 284 mln dol

Załączniki

  • Mapa

    Mapa - [rys.] JR