POLITYKA

Sobota, 19 sierpnia 2017

Polityka - nr 8 (3099) z dnia 2017-02-28; s. 16-18

Polityka

Rafał Kalukin

Obrotowy wywrotowiec

Gdyby gdzieś nagle zniknął, świat polityki mógłby tego nawet nie zauważyć. Nie bardzo bowiem wiadomo, co takiego wnosi Paweł Kukiz. A mimo wszystko trwa i nawet ma się nieźle.

PiS świetnie daje sobie radę bez wsparcia Kukiza. Z kolei dla liberalnej opozycji nie jest choćby kandydatem na sojusznika. Czymże jest dziś jego „antysystemowość”? Miała sens u schyłku kadencji Bronisława Komorowskiego, gdy gwałtownie kumulowała się energia odrzucenia „ciepłej wody w kranie”, a wystawionemu przez PiS marketingowo wypolerowanemu Andrzejowi Dudzie brakowało buntowniczego sznytu. Buntownik w skórze wbił w ten układ 20-proc. klina. Odkąd jednak PiS wzięło się za sukcesywne obalanie ustrojowych podstaw III RP, radykalne pohukiwania Kukiza utraciły swój kontekst. Cóż może być bardziej antysystemowego niż działania ekipy Kaczyńskiego, Ziobry i Macierewicza?

Kukizowcy bez kształtu

Nie tak dawno w sondażowej rywalizacji na lidera opozycji Kukiz pozostawił w tyle Schetynę, Petru i Kijowskiego. Zaskakujące? Nie do końca, skoro pytanie zadano również wyborcom PiS. To, że najczęściej wskazywali oni na Kukiza, wydaje się oczywiste.

Z drugiej strony bodaj ani razu od wyborów parlamentarnych Kukiz nie spadł poniżej progu wyborczego. Najczęściej poparcie dla niego oscyluje wokół 6–9 proc. Czasem któryś ośrodek przyzna mu nawet dwucyfrowy wynik, nigdy jednak nie zwiastowało to trendu. Nie bardzo też wiadomo, kto zyskuje, a kto traci na wahaniach poparcia dla Kukiza. Żadna prawidłowość jak dotąd się nie wyłoniła.

Cóż to za wyborca? To niestety socjologiczna enigma. Jeszcze nie było po 1989 r. formacji, która reprezentowała tak skrajnie amorficzny elektorat. W zbliżonych proporcjach spotykają się tu mieszkańcy wielkich miast i małych miasteczek. Tak samo niemal po równo mobilizuje zwolenników we wszystkich dawnych dzielnicach Polski. Wiadomo, że są to osoby raczej młodsze niż starsze. Lecz wyraźnego profilu społecznego również brak.

Zwyczajowo mówi się, że to elektorat protestu. Dosyć jednak selektywnego. W ocenie świata – jak wynika z badań CBOS sprzed roku – nie jest on zresztą przesadnie zradykalizowany. Obecność w UE generalnie popiera, choć do pogłębiania integracji się nie pali. Chyba obawia się Rosji, bo zbudowanie poprawnych relacji z Kremlem uważa za główny cel polityki wschodniej. W tych sprawach wyborca Kukiza jest krewniakiem wyborcy Kaczyńskiego. Uchodźców przyjmować nie chce, choć tutaj elektorat PiS jest radykalniejszy.

W sprawach światopoglądowych już bliżej wyznawcom Kukiza do średniej krajowej. Uważają, że religii powinno być jak najmniej w życiu publicznym. Ale z drugiej strony nie należy oczekiwać od nich akceptacji związków partnerskich oraz liberalizacji prawa aborcyjnego. Ich wrażliwość na prawa obywatelskie mieści się w polskiej normie: bezpieczeństwo tak, ale nie za cenę poważnego ograniczenia wolności.

Jeśli chodzi o gospodarkę, wyborcę Kukiza wyróżnia stosunkowo wysoki poziom akceptacji dla elastycznych reguł na rynku pracy. Ale alergii na opiekuńcze funkcje państwa i utrzymywanie państwowych przedsiębiorstw ten prorynkowy rzekomo elektorat już nie wykazuje. Co więc popycha tych ludzi w objęcia Kukiza? Jaka jest osobliwość tej ponadmilionowej grupy Polaków? Zapewne tylko odrzucenie utrzymującej się od ponad dekady linii podziału na PO i PiS.

Początki „dobrej zmiany” przyjmowano w tym elektoracie z rezerwą: 36 proc. wyborców Kukiza z nadzieją witało rząd Szydło, 19 proc. obawiało się zawodu, a 23 proc. uważało, że będzie jeszcze gorzej niż za PO. Później raczej ciepło oceniali nowy gabinet. Do czasu aż nabrzmiał konflikt o Trybunał Konstytucyjny i przez Polskę przetaczały się wielkie demonstracje KOD. Sympatycy Kukiza nie maszerowali za Kijowskim, ale najwyraźniej uliczny opór wywarł na nich wrażenie, bo w maju ubiegłego roku już tylko co piąty deklarował poparcie dla rządu. Chociaż gdy ruszał program 500 plus, zwolennicy znów dominowali nad przeciwnikami. Aż jesienią trend raz jeszcze się odwrócił. W grudniu (według CBOS) 33 proc. wyborców Kukiza popierało rząd, a 38 proc. określało się jako przeciwnicy.

Interesujące zjawisko wychwycił też niedawno ośrodek IBRIS w serii sondaży przeprowadzonych podczas grudniowo-styczniowego kryzysu parlamentarnego. Tuż po wykluczeniu posła Szczerby i okupacji mównicy przez opozycję oraz przyjęciu budżetu na Sali Kolumnowej poparcie dla statystującego w tym zwarciu Kukiza wystrzeliło do 15 proc. (z 9 proc. w listopadzie). Najwyraźniej była to premia za zejście z pola boju. Gdy jednak w kolejnych dniach opadł kurz bitewny i to PO z Nowoczesną wydawały się zwycięskie w starciu z PiS, Kukiz znienacka zjechał o 10 pkt procentowych, aż na granicę progu wyborczego! Lecz gdy w styczniu opozycja opuściła salę sejmową bez konkretnych efektów, a Kukiz zaznaczył teren niewybrednymi atakami na Petru i Schetynę – określanymi przez niego mianem sorosowców – wówczas poparcie dla jego formacji wróciło na poziom sprzed kryzysu.

Jego głównym narzędziem komunikacji pozostaje Facebook. Nowe wpisy pojawiają się regularnie, choć są lakoniczne i jakby „bez ikry”. Trudno z tych sieciowych okruchów odtworzyć strategię ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]