POLITYKA

Czwartek, 21 września 2017

Polityka - nr 13 (3104) z dnia 2017-03-29; s. 29-31

Polityka

Piotr Pytlakowski

Obywatel kontra obywatele

Trybunał uznał ustawę o zgromadzeniach za zgodną z konstytucją, prezydent podpisał, premier bez zwłoki opublikowała. Od tej pory 10. dnia każdego miesiąca Krakowskie Przedmieście ma należeć już tylko do prezesa Kaczyńskiego.

Jeden obywatel, szef PiS, czuł się zaniepokojony poczynaniami innych obywateli, a mówiąc ściśle Obywateli RP. To oni od ponad roku przeszkadzają Kaczyńskiemu celebrować tzw. smoleńskie miesięcznice. To dziwny spektakl, w którym modlitwy mieszają się z agresywną polityczną retoryką. Na Krakowskim Przedmieściu przed Pałacem Prezydenckim prezes mówi o tych, którzy mają krew na rękach, o łotrach, którzy śmią mu się sprzeciwiać. I powtarza jak mantrę, że prawda o zamachu coraz bliżej.

Obywatele RP to grupa nieformalna, rodzaj ruchu społecznego skupiającego osoby, które kontestują poczynania polityków PiS. Było im za ciasno w gorsecie narzucanym przez Komitet Obrony Demokracji i wybrali własną drogę. 10 lutego 2016 r. po raz pierwszy stanęli niewielką grupką naprzeciw Kaczyńskiego, jego świty i tzw. ludu smoleńskiego. To był protest przeciwko głoszeniu kłamstwa, nazywaniu katastrofy samolotu zamachem i wykorzystywaniu tragedii smoleńskiej do uprawiania partyjnej propagandy. Potem stawali już co miesiąc. Smoleńscy lżyli ich, grozili rękoczynami, ale grupa Obywateli RP nie podejmowała sporu. Nazwali swój protest godnościowym.

10 listopada 2016 r. Obywatele RP zapowiedzieli, że następną kontrmiesięcznicę zorganizują w miejscu tradycyjnie zajmowanym przez orszak prezesa PiS, czyli na froncie Pałacu Prezydenckiego, jeśli władze nie zrezygnują z ekshumacji szczątków tych ofiar katastrofy smoleńskiej, których rodziny nie wyrażają na to zgody. Oczywiście z ekshumacji nie zrezygnowano. Natomiast podjęto błyskawiczne prace nad zmianą prawa o manifestacjach. Poprzednią ustawę o zgromadzeniach publicznych uchwalono w 2015 r. Podpisał ją prezydent Andrzej Duda. Z punktu widzenia prezesa PiS okazała się zbyt liberalna.

Dobrostan niekonstytucyjny

Już pięć dni po listopadowej miesięcznicy do Sejmu wpłynął projekt nowelizacji ustawy podpisany przez 86 posłów PiS. Biuro Analiz Sejmowych Kancelarii Sejmu natychmiast sporządziło opinię z konkluzją: „Materia ujęta w projekcie ustawy nie jest regulowana w przepisach prawa Unii Europejskiej”. A skoro tak, to nie ma przeszkód, aby Sejm podjął prace nad ustawą.

Opinia była sprzeczna z oceną Sądu Najwyższego, do którego zgodnie z procedurą zwróciła się Kancelaria Sejmu z prośbą o uwagi. Oto konkluzja z opinii SN: „Projekt jako całość jest projektem antykonstytucyjnym i sprzecznym z zasadami prawa międzynarodowego”.

Sędziowie wyliczyli osiem artykułów Konstytucji RP, które propozycja posłów narusza. Przede wszystkim wskazali na proponowane przez wnioskodawców wprowadzenie pierwszeństwa dla zgromadzeń cyklicznych (organizowanych w tym samym miejscu co najmniej cztery razy w roku, jeżeli odbywały się w ciągu ostatnich trzech lat). Pojęcie „zgromadzenie cykliczne” nigdy wcześniej w prawie nie istniało. W myśl nowej ustawy to wojewoda (a więc przedstawiciel władzy państwowej) miałby wskazywać, co jest zgromadzeniem cyklicznym, i decydować, które zgromadzenie cykliczne ma pierwszeństwo.

Sędziom nie spodobało się też pierwszeństwo dla zgromadzeń organizowanych przez organy władzy publicznej oraz Kościoły i związki wyznaniowe. Uznali, że proponowane prawo w istocie rzeczy ograniczy konstytucyjną wolność obywateli oraz ich prawo do manifestowania swoich poglądów. Nie ma nic złego w fakcie, że zróżnicowane światopoglądy ścierają się w przestrzeni publicznej. W opinii SN napisano wprost: „Dobrostan sprawujących aktualnie władzę oraz ograniczenie kontrprzekazu w przestrzeni publicznej (…) niewątpliwie nie stanowią aksjologii porządku konstytucyjnego w demokratycznym państwie prawnym. Charakteryzują one natomiast państwa autorytarne”.

Marszałek Sejmu Marek Kuchciński opinią SN w ogóle się nie przejął i już po trzech dniach od wpłynięcia wniosku skierował projekt do pierwszego czytania. Odbyło się 30 listopada. Projekt skierowano do prac w komisji administracji i spraw wewnętrznych. Prace trwały nadzwyczaj krótko i już 1 grudnia odbyło się drugie czytanie, a 2 grudnia trzecie czytanie i głosowanie. Projekt przyjęto głosami 224 posłów. Przeciwko było 196, a wstrzymało się od głosu 14 posłów. Minęły zaledwie trzy dni od chwili, kiedy posłowie dostali projekt do obróbki.

Następnie ustawę przekazano do Senatu, gdzie naniesiono dwie poprawki. Wykreślono punkt mówiący o pierwszeństwie dla zgromadzeń organizowanych przez organy władzy publicznej i związki wyznaniowe („jako zakaz zbyt daleko idący”) oraz zapisano, że ustawa wejdzie w życie 14 dni po jej ogłoszeniu, a nie w trybie natychmiastowym, jak chcieli posłowie PiS.

13 grudnia Sejm przyjął senackie poprawki, a dzień później skierował ustawę do Prezydenta RP. I tu zaskoczenie, bo Andrzej Duda po raz pierwszy w swojej kadencji najpierw przez dwa tygodnie się zastanawiał, a potem wysłał nowe prawo o zgromadzeniach do Trybunału Konstytucyjnego (gdzie rządy przejęła już Julia Przyłębska). „Pan Prezydent ma wątpliwości dotyczące zgromadzeń cyklicznych, braku możliwości zaskarżenia decyzji wojewody oraz obejmowania zakazem zgromadzeń zgłoszonych przed ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]