POLITYKA

Piątek, 30 lipca 2010

Polityka - nr 38 (2621) z dnia 2007-09-22; s. 143

Tym / Pies czyli kot

Stanisław Tym

Oczyma Wernyhory

Gdy po odejściu ministra Lipca została w lipcu ministrem sportu Elżbieta Jakubiak – ze szczególnym uwzględnieniem Euro 2012 – zapachniało sukcesem. Pachnie nim zresztą do dziś, bo oto wiosną 2009 r. obok Stadionu Dziesięciolecia rozpocznie się budowa piłkarskiego Stadionu Narodowego. Już w dwa lata po przyznaniu nam organizacji Euro 2012 planujemy rozpoczęcie budowy! Zakończymy ją w 2011, a już rok wcześniej, w 2010, przyjedzie do nas komisja UEFA, by zobaczyć skończony obiekt. Komisja przyjedzie, a tu tymczasem...

Ale nie uprzedzajmy wypadków. Scenariusz pani minister jest prawdopodobnie taki, że komisję w jakiś sprytny sposób wprowadzi się na Stadion Dziesięciolecia. Gdy komisja zobaczy tę ruinę, to się za swoje uefowskie głowy złapie i zaczną się krzyki przerażenia w wielu językach. A wtedy pani minister z uśmiechem zniewalającym wyjaśni, że to, co widzą, to jest stary stadion. Zapewne padnie ostre pytanie: – Jak to, stary? Stary mieliście rozebrać i zbudować nowy! A pani minister Jakubiak im na to: – Specjalnie zostawiliśmy ten stary, żeby wam zrobić ten żart. Taka psikus-niespodzianka to jest, ha, ha, ha! A nowy Stadion Narodowy jest tu, obok! – Gdzie obok? – spytają tamci. I tu będą mieli psikus-niespodziankę numer dwa, bo zobaczą, że żadnego nowego stadionu nie widzą.

I teraz przerywam na moment mój felieton i oddaję głos pani minister sportu, która dziś, we wrześniu 2007 r., zapewnia, że „nie ma szans, by stadion był gotowy w wymaganym przez UEFA terminie do 2010 r., ale rząd liczy, że uda się wybłagać przesunięcie tej daty na połowę 2011 r.”. Połowa 2011 r. oznacza sierpień lub wrzesień z dość mocno zaznaczonym odcieniem października. Wprawdzie łatwo obliczyć, że połowa 2011 r. wypadnie 3 lipca, ale my nie będziemy mogli w lipcu oddawać Stadionu Narodowego. Dlaczego? Bo jesteśmy przesądni i mamy do tego prawo. Wspominaliśmy już, że... No, właśnie! Lipiec był poprzednim ministrem sportu i bardzo się nie sprawdził. UEFA chyba to zrozumie. Zresztą to jest nieistotne.

Największe sprzeciwy wzbudzi z pewnością informacja, że rząd liczy, iż „uda się wybłagać przesunięcie terminu”. Wybłagać? Rząd ma błagać tych z UEFA? Polski rząd? Przecież tam będą i Niemcy, i Rosjanie wśród tych delegatów. I Anglicy, i Francuzi też. A pamiętamy, że i jedni, i drudzy 68 lat temu... I mamy teraz przed nimi wszystkimi klękać i błagać ich na kolanach? Na kolanach – nigdy! Ale – zdradzę to Czytelnikom – i na taki wariant nasz rząd jest przygotowany. Już ten wariant wyjaśniam: po wyborach PiS będzie miał w Sejmie 300, a może nawet 400 posłów. Na pewno 400! Spoty wyborcze wymyślone przez Michała Kamińskiego to są majstersztyki. Czterystu posłów da PiS taką większość, że mniejsza z tym, kto jeszcze będzie w Sejmie. Samoobrony i LPR nie będzie. Przynajmniej takie są założenia. A Jarosława Kaczyńskiego założenia niestety przeważnie się sprawdzają.

Tyle że nie jest on ani mściwy, ani pamiętliwy. Przeciwnie. I chętnie – mimo że PiS będzie miał absolutnie miażdżącą większość po tych spotach – premier zaproponuje i Lepperowi, i Giertychowi wejście do rządu. Na stanowiska ministrów – pierwszy od sportu. Drugi – od resortu. Jak to jakiego? Zagranicznego! – Chłopaki – powie premier – zgoda buduje, niezgoda rujnuje... I w ten właśnie sposób uczciwym politycznym manewrem Jarosława Kaczyńskiego to Lepper i Giertych będą musieli wybłagać na kolanach przesunięcie terminu. A wówczas padną, jakże słuszne, zarzuty, że „jak można było tak Polskę upokorzyć, by na kolanach przed takimi”... Itd., itp. Pokaże się jeszcze kilka zdjęć, jak Lepper i Giertych siedzą w kieszeni u czterech oligarchów naraz. A dodatkowo Mariusz Kamiński przygotuje zapiętą na ostatni (a nawet jeszcze dalszy) guzik operację prowokacyjnego wręczenia łapówek tym dwóm ministrom. I tak dokładnie Mariusz Kamiński to sfilmuje, a Ziobro nagra dźwięk, że będzie wszystko widać i słychać tak, jak na spotach Michała Kamińskiego. Michał Kamiński i Mariusz Kamiński to nie są bracia. W IV Rzeczpospolitej – która po wyborach odrodzi się – jak Feliks z popiołów – w tej IV, bracia są tylko jedni jedyni.

Z pomocą tych jedynych Lepper i Giertych osiągną swoje cele. Pani Jakubiak i Fotyga wrócą na swoje – taktycznie dla powodzenia operacji opuszczone – miejsca. Potem szybko zrozumiemy, jak nieuczciwe i stronnicze jest UEFA. W Polsce będą bowiem, najpóźniej w 2013 r., w całkiem niezłym stanie dwa stadiony narodowe do wyboru. Dwa! O rzut beretem jeden od drugiego! A Euro odbędzie się złośliwie rok wcześniej we Włoszech, bo tak to właśnie jest, gdy za bardzo zaufa się Niemcom. W październiku br. ogłoszony będzie konkurs na nazwę (patrona) obu stadionów. Już dziś – dzięki Michałowi Kamińskiemu – wiadomo, że wygrają nazwy: Stadion Narodowy im. Jarosława Kaczyńskiego i Stadion Narodowy im. Brata Jarosława Kaczyńskiego. Oba w Kudowie.

Autor felietonu przeprasza przy okazji za błąd, jaki wkradł się do ostatniego słowa poprzedniego zdania. Zamiast „K” powinno być „b”.