POLITYKA

Wtorek, 25 kwietnia 2017

Polityka - nr 11 (11) z dnia 2016-11-23; Ja My Oni. Poradnik Psychologiczny Polityki. Tom 24. Rady na kłopoty ze sobą i innymi; s. 42-45

Ja. Co ze mną nie tak

Agnieszka Sowa

Odstraszyć strach

Prof. dr hab. Czesław Czabała o tym, czy lęk i strach to zawsze patologia

Agnieszka Sowa: – Lęk jest najbardziej powszechną ludzką emocją. Towarzyszy człowiekowi od momentu narodzin do śmierci. Czy pierwszy krzyk noworodka to właśnie wyraz lęku?
Czesław Czabała: – Niektórzy uważają, że to jest jednak strach.

Czym te dwie emocje się różnią?
Nad tym ciągle trwa dyskusja. Wiemy jednak, że strach, w odróżnieniu od lęku, ma konkretny realny powód, bezpośrednią, zewnętrzną przyczynę. W tym kontekście można uznać, że noworodek ma prawo się bać: w momencie przyjścia na świat zmienia się całe jego otoczenie – temperatura, światło, dźwięki, wszystko. Strach, który budzi się w nim wtedy, występuje później w różnych sytuacjach przez całe życie. To mechanizm przystosowawczy: człowiek, który nie odczuwa strachu, naraża się na olbrzymie niebezpieczeństwo, bo nie ucieka przed zagrożeniem ani z nim nie walczy. Więc, choć niezbyt przyjemna to emocja, jest zdecydowanie pozytywna. Lęk tworzy się zaś z przyczyn wewnętrznych – myśli, wyobrażeń, przeczuć, interpretacji zdarzeń, sposobu postrzegania świata. To, co w jednych budzi radość i zadowolenie, w innych wywołuje niepokój. Normalna rzeczywistość wydaje się im zagrażająca.

A co z lękiem przed śmiercią? Ona jest nieunikniona, więc realna. A jednak w tym przypadku nie mówimy o strachu.
To wyjątkowa, przyrodzona, najbardziej istotna emocja – człowiek najczęściej nie potrafi się pogodzić ze świadomością skończoności swojej egzystencji. Ale to lęk, nie strach, bo w momencie jego odczuwania realnego zagrożenia życia nie ma.

Czy lęk jest elementem wszystkich zaburzeń psychicznych?
W zasadzie tak. Rolę główną gra w zaburzeniach lękowych, lęku napadowym i w fobiach. Ale jest wszechobecny – w depresji, dystymii, zaburzeniach dysocjacyjnych. W PTSD, gdzie jest niezwykle silny. Tu zresztą jest o tyle ciekawy, że ma realną przyczynę. Od strachu różni go jednak to, że objawy nie ustępują, mimo że sytuacji realnego zagrożenia już nie ma. I to jest coraz powszechniejszy problem, nie dotyczy – jak się powszechnie sądzi – tylko weteranów. Około 40 proc. pacjentów po wypadkach samochodowych ma objawy PTSD. W schizofrenii też jest dużo lęku, on jest trochę inny, związany z poczuciem odmienności świata i siebie, wszystkie urojenia, które są charakterystyczne dla tego zaburzenia, budzą wielki lęk u chorego. W zaburzeniach osobowości jest trochę inaczej, bo tam w ogóle jest problem z odczuwaniem emocji. Ale już przy osobowości zależnej lęk występuje.

A jak jest w przypadku natręctw?
Tutaj oczywiście powodem też jest lęk, tyle że całkowicie ukryty. Człowiek wykonuje rytualne czynności, choć nie doświadcza lęku świadomie. Ma po prostu silne przekonanie, że jeśli postąpi w ściśle określony sposób, zgodny z rytuałem, to wszystko będzie dobrze, nie wydarzy się coś przerażającego. Ale co to miałoby być, nie zawsze jest sprecyzowane. Można więc powiedzieć, że lęk w tym przypadku manifestuje się tylko przez wykonywanie czynności mających zapobiec wydarzeniom, których chory się boi, nie wiedząc o tym, że się boi. Żyje więc w strasznym napięciu, kontrolując każdy swój gest.

Jeżeli człowiek myje ręce kilkaset razy dziennie, wyparza wszystkie naczynia, opieka chleb przed zjedzeniem, to raczej nie ma wątpliwości, że jest chory. Ale co z ludźmi, którzy po prostu mają takie swoje święte rytuały i źle się czują, jeżeli im coś ten porządek zaburzy? Tak jak główny bohater „Dnia świra”.
Jeżeli ktoś rzeczywiście musi codziennie w ten sam sposób wykonać określone czynności przed wyjściem z domu, bo inaczej jest pewien, że dzień ułoży się źle, to już jest sygnał alarmowy. Bo to oznacza, że odczuwa silne napięcie, podświadomie oczekuje klęski. A jeśli jeszcze później rzeczywiście coś mu się nie udaje, znajduje potwierdzenie, że tylko rytuały gwarantują mu bezpieczeństwo. I koło się zamyka.

Z lękiem generalnie jest tak, że po nim przychodzi refleksja albo doświadczenie pozytywne, co w normalnej sytuacji wygasza obawy. Ci, u których to nie działa, to prawdopodobnie ludzie, którzy nie mają do końca świadomości, co się dzieje z ich odczuwaniem. Wtedy można się zastanawiać, czy to nie jest już jakiś rodzaj patologii.

Czyli wśród ludzi zdrowych są tacy, którzy mają po prostu skłonność do reakcji lękowych?
Fizjologowie by powiedzieli, że to wynika z większej reaktywności. I dotyczy nie tylko takich emocji jak lęk, także uczuć pozytywnych – ludzie nadreaktywni cieszą się bardziej. Reakcji lękowych, które nie są patologią, ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Rozmówca jest kierownikiem Katedry Psychoterapii i Poradnictwa Psychologicznego Akademii Pedagogiki Specjalnej im. Marii Grzegorzewskiej. Zajmuje się m.in. psychologią kliniczną, psychologią osobowości, psychoterapią, profilaktyką zaburzeń i psychopatologią.