POLITYKA

Poniedziałek, 25 września 2017

Polityka - nr 5 (7) z dnia 2017-05-24; Ja My Oni. Poradnik Psychologiczny Polityki. Tom 25. Mężczyzna: instrukcja obsługi; s. 65-

My. Mężczyzna jako syn, partner, rodzic

Magdalena Szwarc

Odwaga ojcowania

Świetnie sobie radzą z dziećmi – dlaczego wciąż trudno im w pełni zaufać

Maciek: – Matki są bardziej przewrażliwione, strachliwe. Ojcowie pozwalają sobie i dziecku na więcej luzu. Nie boją się, że ono nabije sobie guza, jeśli dzięki jakiejś ryzykowniejszej sytuacji może zyskać nową umiejętność czy dobrze się bawić.

Eda: – Tomek traktuje dzieci jak równych sobie. Potrafi zrozumieć, co je zajmuje. Jak gra w piłkę, nie myśli, że to ma jakiś rozwojowy cel. Po prostu z tymi dziećmi jest.

Ania: – Jaś jest dla dzieci i one są całe dla niego. On nie wymyśla, co one powinny, on im proponuje. Potrzebują, to z niego biorą.

Marta: – Maciek akceptuje je bezwarunkowo. Ma przekonanie, że od trzeciego roku życia dziecko jest gotowe do socjalizacji, a do tego czasu – żeby rozwinął się człowiek pewny siebie i szczęśliwy – musi mieć poczucie bezpieczeństwa, ciepło i miłość. U niego nic nie dzieje się w nerwach, w złości, nigdy nie krzyczy na nie, wszystko tłumaczy. Kocha, karmi, chroni. Bardzo dużo przytula. One się przy nim ciągle uśmiechają. Uszczęśliwiają go po prostu. Jego strasznie cieszy, że tak do niego lgną.

Kasia: – Jak się z nim bawi, potrafi się tak zamyślić, zapatrzeć na dziecko z takim uczuciem ogromnym.

Marta: – I ma wtedy taki błysk w oku. To jest bardzo miłe do obserwowania.

Kasia: – Syn wciąż o nim mówi. Tata jest ciągle w jego głowie. Jest między nimi więź. Dla kobiety facet, który ma fajny kontakt z dzieckiem, jest niesamowicie atrakcyjny.

Jaakko: – Skoro mój przyjaciel dał radę, to ja też. Przekonałem się, że jeśli masz motywację i akceptujesz fakt, że musisz opiekować się dzieckiem, poradzisz sobie. Każdy mężczyzna może. Każdy, który chce.

Marta: – Mąż współczuje ojcom, którzy tego nie doświadczają.

Dojrzałość

Pamiętam miejsce i moment, kiedy zauważyłam ich po raz pierwszy: dwaj obcy sobie mężczyźni z wózkami dziecięcymi przepuszczali się na skrzyżowaniu chodników. Było słoneczne, jesienne przedpołudnie. A że każdy z nich popychał ten sam atrybut kobiecości, żaden nie chciał uprzejmości ze strony drugiego: przepuszczenia na drodze. Rozbawiła mnie ta scena. Świadczyła o wyjściu z męskiej roli i wejściu w jakąś nową – jaką?

Zaczęłam zwracać na nich uwagę. Codziennie zauważałam kilku. Zagadywałam, w końcu celowo jeździłam po warszawskich placach zabaw i parkach, by rozmawiać z ojcami opiekującymi się dziećmi. Stałam nad stawem na Polu Mokotowskim i jednocześnie widziałam czterech. Na pewno w każdym dużym mieście w Polsce są już takie miejsca.

Wielu mężczyzn po lekturze mojej książki „Ojcowie szóstego levelu”, która powstała po tych spotkaniach (i której bohaterów w tym artykule cytuję), reaguje radosnym: Ja chcę mieć dziecko! Coraz więcej ojców chce uczestniczyć w wychowywaniu. Potrafią powiedzieć partnerce: To jest tak samo moje dziecko, jak twoje. Kocham je tak samo mocno i też nie chcę go skrzywdzić. Musisz mi zaufać, bo potrzebuję go równie bardzo jak ty.

Ale też wielu znajomych mężczyzn przyznało, bez czytania, że boi się mojej książki. Może mają poczucie winy, że nie są ojcami zaangażowanymi? Słyszę: związki będą się przez to rozpadać. Opiekę nad dziećmi uważają – i słusznie – za zagrożenie dla pozycji zawodowej osoby, która się tego podejmuje. Jak bogaci nie kwapią się z oddawaniem majątków biednym, tak mężczyźni nie kwapią się do rezygnacji ze statusu, jaki daje im praca zawodowa. Najwyższy odsetek ojców na urlopach rodzicielskich zanotowano w Krakowie – 2,6 proc. przebywających na nim rodziców i w Warszawie – 2,2 proc.

Kiedy gromadziłam materiał do książki, kilku panów „przyłapanych” w powszedni poranek z wózkiem w popłochu uciekło, mówiąc wprost, że nie ma się czym chwalić i nie jest to powód do dumy. Nie zatrzymywałam. Ale przygniatająca większość napotkanych mężczyzn bez wahania godziła się na rozmowę. – Upokorzenie mężczyzny, bo jest z dzieckiem w domu? Bzdura jakaś! Dzieci dodają męskości. To, że jestem w roli wykonywanej częściej przez kobiety, podejmuję się tego, czerpię z tego przyjemność i wychodzę poza wzorce kulturowe, czyni mnie mocniejszą jednostką – mówi Maciek. – Może jest takie podejście, że do roku dziecko jest zarezerwowane dla matki, bo je mleko z piersi, nic nie mówi i śmierdzi kupą, ale nie wiem, skąd pomysł, że ojcowie mogą opiekę nad własnym dzieckiem uważać za niefajną. W jego pokoleniu, opowiada, ojcowie z dziećmi wychodzą, wyjeżdż...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Mów mi tato

Joanna Cieśla

„Ojcowie szóstego levelu” – książka, która poleca zaangażowane ojcostwo, ale bez agitki

Dla słabego mężczyzny najtrudniejsza jest ocena środowiska, że to niemęskie, a dla silnego – brak czasu dla siebie, na zainteresowania, wyjazd” – stwierdza Matylda, jedna z rozmówczyń Magdaleny Szwarc. Mąż Matyldy, Michał, przejął opiekę nad ich córką, gdy miała osiem miesięcy. Podobną decyzję podjęło siedmiu innych bohaterów zbioru reportaży. Autorka nadała im taki przydomek, bo ich obraz, jaki zobaczyła po rozmowach o współczesnym rodzicielstwie, przybrał kształt piramidy podzielonej na coraz wyższe i węższe poziomy, czyli – mówiąc językiem gier komputerowych – levele.

Oprócz par, które zdecydowały, że małymi dziećmi zajmie się tata, dziennikarka przepytała psychoterapeutów: Krzysztofa Górskiego z warszawskiej fundacji Sto Pociech, gdzie prowadzi m.in. warsztaty dla ojców, Wojciecha Eichelbergera, znanego psychologa i autora licznych książek, oraz dr Urszulę Sajewicz-Radtke, psycholog dziecięcą. Efektem bynajmniej nie jest cukierkowa agitka na rzecz odchodzenia od tradycyjnego podziału ról rodzinnych.

Ojcowie i matki w większości przyznają, że ich decyzja była i jest związana z licznymi dylematami i wyzwaniami, które mimo upływu czasu nie zawsze udaje się pokonać. Wojciech Eichelberger do powierzania niemowląt ojcom na większość czasu podchodzi raczej sceptycznie. Sama Magdalena Szwarc w pytaniach formułowanych wobec bohaterów nierzadko naraża się na zarzut operowania stereotypami. Ale czy przy tego rodzaju temacie można w ogóle do stereotypów się nie odnosić? „Ojcowie szóstego levelu” z pewnością mają walor nienachalnego poradnika – lustra, w którym można się przejrzeć, zobaczyć odbicie własnej rodziny.

Kluczowe pytanie, które staje przed parami w obliczu podziału rodzicielskich zadań, brzmi: „Czy on będzie umiał?”, „Czy ojciec jest w stanie zająć się małym dzieckiem równie dobrze jak matka?”. Tu właśnie wątpliwości zgłasza Wojciech Eichelberger. Autor m.in. głośnej książki „Zdradzony przez ojca” – jak sam pisze „ostrzeżenia przed negatywnymi psychologicznymi i obyczajowymi konsekwencjami nieobecności ojca w rodzinie” – przekonuje, że lepiej, by mężczyźni starali się być lepszymi, bardziej wszechstronnymi ojcami, zamiast przejmować rolę swoich partnerek. Siła więzi w okresie prenatalnym sprawia, że w pierwszych miesiącach po narodzeniu matka jest faktycznie niemożliwa do zastąpienia – argumentuje psycholog, choć zastrzega, że jej nieobecność nie musi z pewnością skutkować bardzo poważnymi szkodami psychologicznymi. Zostaje jednak – rzec można – przegłosowany. Pozostali specjaliści, przywołując teorię więzi sformułowaną przez psychiatrę Johna Bowlby’ego, dochodzą do wniosku, że nie ma znaczenia, z kim tworzona jest pierwsza więź na samym początku życia – byleby była stabilna i bezpieczna. Urszula Sajewicz-Radtke przyznaje przy tym, że zamiana ról ojca i matki jest swoistym eksperymentem, którego wynik będzie można obserwować dopiero za jakieś ćwierć wieku.

Wszystkie rozmówczynie zapewniają, że partner zajmujący się dzieckiem zyskuje na atrakcyjności seksualnej – choć warto zadać pytanie, czy w odniesieniu do tego nader delikatnego tematu faktycznie pozwalały sobie na całkowitą szczerość. Jedna zastrzega, że ważne, by w trakcie sprawowania opieki nad dzieckiem mąż zachowywał umysłową aktywność, rozwijał się zawodowo i interesował się światem zewnętrznym (co jest, trzeba przyznać, dość daleko idącym oczekiwaniem). Zachowanie szacunku do pracy drugiej osoby w związku, poczucie bezpieczeństwa i wzajemne zaufanie – taka jest lista największych wyzwań. Szczególne znaczenie mają kwestie materialne. Przy czym nie chodzi o stan konta w liczbach bezwzględnych – niektórzy ojcowie szóstego levelu to zamożni wieloletni pracownicy korporacji czy agencji reklamowych, inni nigdy nie mieli stałej pracy. Kluczowe jest raczej spójne podejście jej i jego do pieniędzy. Najwięcej napięć powstaje, gdy debet na koncie to problem tylko jednej strony.

Pieniądze i materialna stabilność rodziny są tym, na co zwraca największą uwagę otoczenie niestandardowo podzielonych par. Tomasz, ojciec czwórki dzieci, wychowujący to najmłodsze, często spotykał się z pytaniem, jak się z tym czuje. „W podtekście: dlaczego nie idę do pracy, tylko wykorzystuję żonę” – opowiada. Ale i część rozmówczyń przyznaje, że musiały zachowywać czujność, by nie ulec podobnym stereotypizującym komentarzom.

Konstatacja, że mężczyzna musi mieć bardzo mocno ugruntowane poczucie własnej wartości, by wyjść ze stereotypowej roli, powraca przez całą książkę. Ale do myślenia daje też uwaga Wojciecha Eichelbergera: „Wiele wskazuje na to, że dla żadnej z płci opieka nad dziećmi nie może być jedynym sposobem aktywności, samorealizacji i lokowania ambicji”. Choć i to jest generalizacją. Może najpewniejszy – i budujący – wniosek z eksperymentu z zamianą rodzinnych ról jest taki, że uczestniczący w nim mężczyźni zaczynają rozumieć, jak wiele opieka nad dzieckiem kosztuje. Wysiłku, emocji i szans rozwoju kariery.

Magdalena Szwarc Ojcowie szóstego levelu. Reportaże o ojcostwie, Wydawnictwo Zwierciadło, 2016.