POLITYKA

środa, 20 września 2017

Polityka - nr 41 (2726) z dnia 2009-10-10; s. 106-107

Ludzie i obyczaje

Agata GórnickaPiotr Stasiak

Ogień w Kominku

W ciągu czterech lat Kominek stał się jednym z najpopularniejszych blogerów w Polsce. A już na pewno najbardziej wyrazistym. Dla jednych to internetowy celebryta, fenomen w sieci. Dla innych mistrz autopromocji.

Kobiety, seks, związki, szczypta mediów, polityki. Wszystko okraszone ostrym językiem, doprawione kontrowersją. Przepis się sprawdza. Tak zgotowane danie, jakim był w 2005 r. blog www.kominek.in, posmakowało sporej rzeszy internautów. Są też przeciwnicy. W komentarzach toczą się wojny. Jedni obrzucają autora stekiem wyzwisk, oskarżają o schlebianie niskim gustom internautów. Inni okazują uwielbienie. A tymczasem Kominek stał się jednym z najpopularniejszych blogerów w Polsce (jego strony przyciągają miesięcznie ponad 200 tys. czytelników). A już na pewno najbardziej wyrazistym.

Jego internetowy dziennik istnieje cztery lata. Zgromadził ponad pół tysiąca tekstów autora i kilkaset tysięcy komentarzy do nich. Od 2006 r. króluje w rankingach platformy blox.pl. Spośród wszystkich 1,28 mln komentarzy, które w 2008 r. znalazły się na blox.pl, ponad 100 tys. pojawiło się pod tekstami Kominka. Jak wytłumaczyć ten fenomen?

Zakładając bloga nie zaczął od zera. – Był trollem na forach dyskusyjnych. Razem ze swoim znajomym Bluzgaczem napadali werbalnie na niewinne istoty. Wypracował sobie rozpoznawalny styl. Poczuł nowy rynek – blogi, w momencie kiedy nie były one jeszcze popularne. Pociągnął za sobą pierwszych użytkowników, którzy byli z nim mocno związani na forach. To zapoczątkowało istnienie obecnej społeczności – mówi Michał Olszewski, administrator blox.pl.

Budyń a wolność mediów

Kominek jako jeden z pierwszych zrozumiał, że aby zyskać znaczenie, trzeba być widocznym. – Nie zdobył swojej popularności dlatego, że pisał ładne, okrągłe słówka, tylko dlatego, że był charakterystyczny – mówi Jacek Gadzinowski, ekspert PR, marketingowiec, autor strony www.gadzinowski.pl. Przyzwyczaił swoich czytelników do kontrowersji. Opisuje sprawy, o których głośno się nie mówi. Lubi podkreślać, że nie jest obłożony skomplikowanymi zależnościami, które kazałyby mu uważać na to, co pisze (np. w obawie o utratę pracy). – Nie boi się wyrazić o kimś źle. Czasami to hamburger był za suchy, a czasami jakaś firma nie wywiązała się z reklamowych obietnic. I on o tym pisze – mówi Jacek Gadzinowski.

W grudniu 2008 r. Bartek Chaciński w „Przekroju” wyraził niepochlebną opinię dotyczącą blogera i jego czytelników. Spotkało się to z ostrą reakcją w sieci. Kominek wytknął Chacińskiemu brak profesjonalizmu i dosłownie rzucił go na pożarcie komentatorom. Wywiązała się burzliwa dyskusja pomiędzy blogerem, czytelnikami a autorem artykułu w „Przekroju” (cała sprawa zyskała nawet miano „pierwszej wojny kominkowej”). Potem była wojna druga – z firmą Dr Oetker.

W jednej z notek Kominek w wulgarny sposób wyraził swe niezadowolenie z budyniu tej marki. Ponieważ strona blogu wyskakiwała wysoko w Google po wpisaniu frazy „dr Oetker”, specjaliści od wizerunku firmy zwrócili się do Kominka z propozycją pozbawionej wulgaryzmów formy notki. Nie znając stylu Kominka dali się wciągnąć w zabawę. Bo on to potem wszystko w sieci krok po kroku opisał. – Ewidentnie dali się podejść blogerowi – mówi Maciej Budzich, autor popularnej strony www.mediafun.pl. Cała sprawa została przez internautów odebrana jako próba cenzury i wdzierania się w niezależność blogera.

Badaczom Internetu nie daje spokoju fenomen społeczności, która wytworzyła się wokół internetowej aktywności Kominka. Dziś prowadzi dwa blogi – kominek.in (o relacjach damsko-męskich, stylu życia, poglądach) i kominek.tv (od czerwca 2009 r., tematyka: media, reklamy i blogosfera) oraz korzysta z platformy mikroblogowej Blip. Wszędzie zbiera wokół siebie niespotykaną gdzie indziej na taką skalę rzeszę odbiorców. – Gromadzi różnorodne środowisko, jakiego nie można spotkać w żadnym innym miejscu sieci. Od młodzieży po ludzi dorosłych, których łączy tylko Kominek – mówi ml76, jedna z najstarszych stażem czytelniczek. Komentatorzy organizują zloty w różnych miastach (Warszawa, Gdańsk, Poznań czy Kraków, nawet w Londynie). Stają murem w jego obronie.

Irytujący, ale ciekawy

– Dlaczego udało mi się zbudować taką społeczność na blogu, który nie zachęca do komentowania? Byłoby to uzasadnione, gdybym zawsze pisał kontrowersyjnie, a tak naprawdę nie robię tego zbyt często – zastanawia się Kominek. Autor często dawał swoim czytelnikom do zrozumienia, że pisze dla siebie, nie dla nich. I to on ma decydujące zdanie w każdej kwestii. Relacje Kominka z jego fanami ustala zawiły regulamin. Ważnym punktem jest uszanowanie jego prywatności oraz wymagana znajomość bloga (nie uzyskamy odpowiedzi, jeżeli były już opisane w tekstach na stronie). Nieprzestrzeganie regulaminu skutkuje zignorowaniem. Na kominek.in komentatorzy są wyluzowani. Ich dyskusje dość szybko zbaczają z głównego wątku i zaczynają żyć własnym życiem. Na kominek.tv są bardziej zdyscyplinowani. Wypowiadają się konkretnie, starają się być merytoryczni i nie odbiegać od tematu. Wymaga tego sam gospodarz.

Może kluczem ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]