POLITYKA

Sobota, 29 kwietnia 2017

Polityka - nr 16 (3107) z dnia 2017-04-19; s. 7

Ludzie i wydarzenia / Kraj

Grzegorz Rzeczkowski

Operacja „dopaść Tuska”

Jakikolwiek wyrok dla Donalda Tuska, choćby za „przekroczenia uprawnień i obowiązków służbowych”, byłby sukcesem PiS i zależnej od partii prokuratury.

Mózgiem operacji przeciw Donaldowi Tuskowi są ludzie szefa MON, któremu podlega częściowo wojskowa sekcja prokuratury. To właśnie śledczy w mundurach prowadzą sprawę, w której jednym ze świadków jest szef Rady Europejskiej. Być może nawet usłyszy zarzuty.

Sprawa dotyczy rzekomo nielegalnej współpracy polskiej Służby Kontrwywiadu Wojskowego z rosyjską Federalną Służbą Bezpieczeństwa. Podejrzanymi są trzej szefowie SKW z czasów PO. Obie służby pod koniec 2013 r. podpisały umowę o kooperacji, ale do jej realizacji nie doszło – Polacy wycofali się po aneksji Krymu.

Z ust samego Macierewicza od dawna można jednak usłyszeć, że SKW nielegalnie współpracowała z FSB, a Tusk to zaaprobował, naruszając prawo. Dlaczego? Bo wydając zgodę na zawarcie przez obie służby umowy o współpracy, nie poprosił o opinię ministra obrony (nakazuje to ustawa o SKW w art. 9, choć opinia szefa MON nie jest wiążąca dla premiera, nie musi być nawet sformułowana pisemnie).

Paradoksalnie, zarzut, który ciąży na byłych szefach kontrwywiadu i który może objąć szefa Rady Europejskiej, nie dotyczy bezpieczeństwa państwa, ale przekroczenia uprawnień i obowiązków służbowych, czego skutkiem jest szkoda wyrządzona interesowi publicznemu (art. 231 par. 1 Kodeksu karnego) i to jeszcze w celu osiągnięcia korzyści (art. 231 par. 2 kk). Ale o jakie szkody i korzyści chodzi – nie wiadomo. Śledztwo zostało objęte tajemnicą. Prowadzi je prokurator Jan Zarosa. To on formalnie zdecyduje o tym, czy stawiać zarzuty Donaldowi Tuskowi.

45-letni pułkownik jest przykładem szybkiej kariery człowieka z zaciągu szefa MON. Do nastania „dobrej zmiany” Zarosa, urodzony na lubelskiej prowincji prawnik, pracował w Wojskowej Prokuraturze Garnizonowej w Lublinie. Jeszcze jako kapitan zajmował się dość błahymi sprawami, typu poniżanie żołnierzy z poboru przez przełożonego czy wykorzystywanie samochodów służbowych dowódców do celów prywatnych. Teraz płk Zarosa dobrze pilnuje sprawy, choć pełnym zaufaniem raczej się nie cieszy – w przesłuchaniach uczestniczy zwykle oficer z działu prawnego SKW, która dokładnie sprawozdaje ich przebieg.

Zarosa do niedawna zajmował twarde stanowisko – na przykład nie dopuszczał obrońców byłych szefów SKW do udziału w przesłuchaniach świadków czy nie zezwalał na składanie wniosków dowodowych. Ostatnio jednak jakby zmiękł – zgodził się na udział pełnomocnika w przesłuchaniu Tuska. Niektórzy upatrują w tym przejawu słabnącej pozycji Antoniego Macierewicza kosztem Zbigniewa Ziobry.

Ale nie wszystko spoczywa na barkach prokuratora Zarosy. Nad tym, by śledztwa miały przebieg taki, jakiego by sobie życzył szef MON, czuwa Waldemar Puławski, czyli zastępca prokuratora generalnego do spraw wojskowych. Stanowisko dostał w maju 2016 r., po włączeniu wojskowej prokuratury do cywilnej. Wcześniej, będąc szefem kadr MON, jako jeden z zaufanych ludzi Antoniego Macierewicza pomagał mu pozbywać się najbardziej niewygodnych oficerów.

60-letni Puławski ma interesującą przeszłość. To kolejna osoba z kręgu PiS, która ma za sobą pracę w peerelowskim aparacie państwowym – od 1984 r. pracował w warszawskiej prokuraturze, awansując w styczniu 1988 r. na stanowisko szefa „rejonówki” na Pradze Południe. Po 1989 r. został członkiem komisji do spraw przeglądu kadr w prokuraturze, mającej weryfikować śledczych pod kątem ich przydatności dla III RP. Z prokuratury i z komisji odszedł w 1992 r. Stał się znany na początku poprzedniej dekady, gdy został obrońcą Haliny G. „Inki”, skazanej na osiem lat więzienia za pomoc w zabójstwie Jacka Dębskiego, ministra sportu w rządzie AWS. Warszawski adwokat z wieloletnią praktyką wspomina, że Puławski ani wtedy, ani zresztą nigdy potem nie był znanym, rozpoznawalnym przedstawicielem stołecznej palestry. Miał za to opinię człowieka związanego z ludźmi służb specjalnych.

Jak to się stało, że adwokat, w którego życiorysie trudno znaleźć związki z PiS i Antonim Macierewiczem, wskoczył na tak ważne stanowisko? Puławski reprezentował związanego z prawicą dziennikarza Wojciecha Sumlińskiego, którego prokuratura oskarżyła o płatną protekcję – Sumliński miał w 2006 r. z byłym oficerem wojskowych służb oferować weryfikowanym żołnierzom WSI pozytywne rozstrzygnięcia ich spraw. Po trwającym kilka lat procesie sąd w 2016 r. prawomocnie uniewinnił go z zarzutów. Kilka dni przed wyborami parlamentarnymi w 2015 r. Puławski udzielił wywiadu wPolityce.pl, w którym ogłosił, że Sumliński był tak naprawdę tylko „figurantem operacji skierowanej przeciwko Antoniemu Macierewiczowi”, co dowodzi słabości wymiaru sprawiedliwości. Jego „uzdrowienia” mógłby zaś dokonać jedynie PiS i to tylko wtedy, gdy będzie rządzić samodzielnie.

W przypadku sprawy byłych szefów SKW i przesłuchania Tuska ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]