POLITYKA

Niedziela, 24 września 2017

Polityka - nr 5 (3096) z dnia 2017-02-01; s. 12-14

Temat tygodnia

Mariusz JanickiWiesław Władyka

Operacja „opozycja w ruinie”

Zawrotną karierę po kryzysie parlamentarnym robi taki przekaz: genialny Kaczyński ogrywa swoich przeciwników jak dzieci, opozycja jest beznadziejna, nie ma lidera i właśnie się skończyła.

Teraz, kiedy opozycja właśnie wróciła karnie do swoich poselskich ław po długiej przerwie „na uspokojenie”, rozpoczął się proces ostatecznego jej pognębienia, straszenia karami, zmianami regulaminu. Ma to pokazać nienaruszoną hegemonię obozu władzy i jej bezwzględną supremację nad histerycznymi przeciwnikami, którzy zostali przez prezesa uspokojeni. Temu służy odpowiednia narracja o pokonaniu i skompromitowaniu Petru, Schetyny i Kijowskiego.

Teza o „zaoraniu opozycji”, ewidentnie wyprodukowana w centrali PiS, jest powtarzana nie tylko przez polityków władzy i związanych z nią dziennikarzy, ale także przez wielu zagorzałych przeciwników partii rządzącej.

Spin doktorom Kaczyńskiego udało się wtłoczyć swoją narrację do powszechnego obiegu na tyle zręcznie, że ci, którzy ją powtarzają, nie zdają sobie sprawy z autorstwa przekazu. Rozgłaszają to po stronie „antypisu”, umacniając przekonanie, że „opozycja przegrała”, jej liderzy są żałośni, nie ma na kogo głosować itp. O nic więcej marketingowym strategom PiS nie chodzi. Powtarzają tę samą akcję, która pod nazwą Polska w ruinie przyniosła PiS wielkie sukcesy w 2015 r. Teraz trwa jej nowa odsłona: opozycja w ruinie. Mechanizm propagandowy jest identyczny, podobnie wysoka jest skuteczność.

Realnie zaś biorąc, jest tak: oto Jarosław Kaczyński „genialnie ogrywa opozycję”, mając bezwzględną większość w Sejmie i w Senacie (czyli samodzielne quorum), do dyspozycji obu marszałków i prezydenta, którzy bez szemrania wykonują jego instrukcje, podporządkowany Trybunał Konstytucyjny, także media publiczne, resorty siłowe, służby specjalne i wymiar sprawiedliwości pod pełną kontrolą. A tam, gdzie się można teoretycznie odwołać od decyzji PiS, też siedzi PiS. W takiej sytuacji to nieogranie opozycji byłoby dowodem na skrajną nieudolność prezesa. Stwierdzenie, że ktoś wygrał, a ktoś przegrał, zakłada w domyśle, że odbyła się walka, podczas której obie strony dysponowały zbliżonym arsenałem środków, obowiązywały reguły, może nawet fair play, a zwyciężył mądrzejszy, sprytniejszy czy bardziej przewidujący.

Jednak w rozgrywce sejmowej, podczas całego minionego roku i teraz, Kaczyński dysponował i dysponuje wszystkim, a opozycja niczym. W takiej sytuacji zarzucanie opozycji, że daje się „ogrywać”, że się kompromituje, jest tzw. prawie prawdą. Na takiej samej zasadzie powiela się równie absurdalny pogląd, że prof. Andrzej Rzepliński przegrał z PiS w walce o Trybunał Konstytucyjny. Nikt nie jest w stanie powiedzieć, w jaki sposób mógł wygrać. To była nie tyle walka, co opór.

Kaczyński, gdyby zechciał, mógł ustąpić podczas rozgrywki 16 grudnia i potem w styczniu (i w każdym innym przypadku), choćby dla kaprysu, ale to też nie byłoby zwycięstwem drugiej strony, a jedynie koncesją władcy. Być może jest w stanie nastraszyć Kaczyńskiego 100 tys. demonstrantów pod Sejmem przez tydzień – to z kolei raczej mu nie grozi. Kaczyński zawsze może bez trudu osiągnąć to, co chce, bez awantury i naciągania prawa, ale najwyraźniej woli wykorzystać każdą okazję do sprawdzenia lojalności i zdyscyplinowania swoich ludzi. Brak ustępliwości ze strony Kaczyńskiego ma jeszcze jeden skutek – traktuje się to jak oczywistość. Do tego stopnia, że wielu komentatorów wręcz zarzucało opozycji, iż ta nie idzie na kompromisy, bo „wiadomo było, że PiS nie ustąpi”. Tak sobie Kaczyński przez lata wychował publiczność.

Opozycji (a także np. sędziom TK) wcześniej i teraz pozostaje obrona zasad, dawanie świadectwa wolnościowym wartościom, nieustanne sprzeciwianie się łamaniu prawa. Ale, jak się okazuje, tylko werbalne. Bo już pierwszy nie tylko werbalny protest, czyli „okupowanie” sali plenarnej w Sejmie, jak pokazały sondaże opinii, miał mniej zwolenników, niż wynosi łączne poparcie dla PO i Nowoczesnej. Zatem nie dało się wygrać formalnie, a nieformalne formy sprzeciwu się nie podobają.

Jednocześnie opozycja jest jakoby nieudolna i „nic nie robi”. Ale jeśli spytać o szczegóły, co ktoś by doradził opozycji, jak ma działać, padają banały. Gabinet cieni – mało kogo to tak naprawdę obchodzi. Opozycyjne partie mają programy, ale niemal nikt się nimi nie interesuje. Działają komitety obywatelskie, które powołała w swoim czasie Platforma, ale tłumów tam nie ma. Być może zatem opozycja nie jest bardziej „beznadziejna” niż duża część jej sympatyków. Wciąż trwa wiara, że jacyś „oni” poradzą sobie z PiS „dla nas”, a my im potem udzielimy poparcia.

Po kryzysie parlamentarnym trwa analizowanie, gdzie przeciwnicy PiS popełnili błąd, może powinni byli z Sejmu wyjść wcześniej, od razu, może później, a może nie wychodzić. W którym momencie można było Kaczyńskiego przechytrzyć i przycisnąć? Nie można było, w żadnym momencie. Wyśmiewanie opozycji za to, że ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]