POLITYKA

Piątek, 22 września 2017

Polityka - nr 13 (3104) z dnia 2017-03-29; s. 14-17

Temat tygodnia

Malwina Dziedzic

Opozycja się sadzi

Mamy trzech premierów: pozorowanego, nadzorującego i aspirującego. Czy w najbliższym czasie zamienią się rolami?

Wpadli na siebie na warszawskiej Ochocie. Było wtorkowe przedpołudnie, początek kalendarzowej wiosny. Niebawem miał się zebrać rząd, a następnego dnia ruszyć Sejm, na którym planowano głosowanie wniosku PO o odwołanie ministra środowiska. Politycy Platformy, w mniej formalnym niż zwykle wydaniu, szykowali się do sadzenia drzew. Nieopodal siedziby PiS chcieli zainaugurować ogólnopolską proekologiczną akcję – odpowiedź na zaciekłą wycinkę, do której doprowadził Jan Szyszko. Inicjatywę pomógł nagłośnić prezydent Kielc, który odmówił zgody Arturowi Gieradzie z PO na wkopanie czterech sadzonek dębów, uznając, że w ten sposób włączyłby miasto w „protest antyrządowy”.

Ale nie tylko on przysłużył się Platformie. Traf chciał, że kiedy władze PO w towarzystwie dziennikarzy przymierzały się do wkopywania drzewek, pod siedzibę PiS na Nowogrodzkiej zaczęły ściągać rządowe limuzyny, w tym samochód z premier Szydło. – Kaczyński zorganizował u siebie „odprawę” ministrów. Jak w „Uchu prezesa” – dworowali politycy PO, wyraźnie zadowoleni, że udało się złapać Kaczyńskiego za rękę i pokazać, kto naprawdę rządzi rządem. Przypuszczają, że w odwecie PiS nasłał na nich policję, która spisała „sadowników”. – Może się przestraszyli, że z tymi szpadlami odbijemy ich siedzibę? – żartował Andrzej Halicki, jeden z uczestników akcji. – Prosiłem tylko policjantów, aby nie pisali, że to drzewka kupione przez Platformę, bo pisowcy zaraz by je kwasem potraktowali – dodawał. – Na Nowogrodzkiej są przekonani, że nasza obecność nie była przypadkowa. Obwiniają Gowina, że doniósł nam o spotkaniu u Kaczyńskiego, bo jego akurat nie zaproszono – opowiada jeden z ważnych polityków PO.

O tym, że wewnątrz obozu władzy jest napięta sytuacja, a Beata Szydło nie radzi sobie w roli premiera, świadczy też powtarzana w sejmowych kuluarach plotka, że po brukselskiej porażce szefowa rządu chciała się podać do dymisji. To dlatego podobno wierchuszka PiS zorganizowała naprędce przedstawienie z kwiatami na lotnisku i niejako zmusiła Szydło do przyjęcia narracji, że w Brukseli odniosła sukces.

Pytani przez nas politycy PiS, co oczywiste, pogłoskę dementują. Jednak bezsilność premier jest coraz bardziej widoczna. Potwierdza ją nie tylko symboliczna sprawa „nieusuwalnego” asystenta Antoniego Macierewicza – bo niebywałe umocowanie Bartłomieja Misiewicza wydaje się być nawet poza kontrolą Jarosława Kaczyńskiego. Ale również prowincjonalne podejście do polityki zagranicznej, narażające na szwank wizerunek Polski i zdradzające brak politycznego obycia, a przede wszystkim dynamika i zaangażowanie prezesa PiS w ostatnich tygodniach.

Grudniowy kryzys parlamentarny zmusił Kaczyńskiego do wyjścia z cienia. Od tego czasu widać jego wzmożoną aktywność – jeździ po kraju, udziela rozlicznych wywiadów, wreszcie to on, a nie Szydło, poleciał do Londynu na spotkanie z premier Theresą May. – Nie wymieni Szydło, przynajmniej na razie. Także z powodu naszego wniosku o wotum nieufności wobec jej rządu – mówi jeden z członków władz PO. – Nie ma wyjścia, musi jej bronić. Dymisja przed głosowaniem także nie wchodzi w grę, bo to byłaby już porażka 28:0 – twierdzi.

Malowanie

Wniosek o konstruktywne wotum nieufności wobec gabinetu Szydło Platforma złożyła u marszałka Sejmu pod koniec ubiegłego tygodnia. Miała to zrobić kilka dni wcześniej, niedługo po tym, jak wskazała swojego kandydata na premiera oraz 35-stronnicowe uzasadnienie wniosku, jednak do platformersów dotarły sygnały, że wówczas PiS zwoła nadzwyczajne posiedzenie Sejmu – tydzień przed planowanym, kiedy władze PO będą akurat przebywać na Malcie na spotkaniu Europejskiej Partii Ludowej (EPP). Skoro więc wniosek o wotum może być głosowany dopiero po siedmiu dniach od daty wpłynięcia, na wszelki wypadek przeciągnięto jego formalne zgłoszenie. Tym sposobem odwołanie gabinetu Szydło powinno zostać poddane pod głosowanie w przyszłym tygodniu.

Platforma ma świadomość, że przy samodzielnej większości klubu PiS nie obali rządu, jednak sejmowa debata będzie okazją do kompleksowego wypunktowania obecnej władzy – łamania standardów demokracji, niszczenia sądownictwa, rujnowania wizerunku Polski, nepotyzmu, partyjniactwa, nieudolności ministrów... Ma to być kolejny po Brukseli cios w PiS: pokazanie, że opozycja nie jest już w defensywie i nie godzi się na autorytarne praktyki. Przewodniczący PO przekonuje, że to także próba „odczarowania” samego instrumentu wotum nieufności i przywrócenia mu politycznej powagi.

Manewr z wotum wydaje się dla opozycji tyleż oczywisty, co ryzykowny. Wielu wciąż ma w pamięci kompromitujące wystawianie przez PiS kandydata na „premiera technicznego” Piotra Glińskiego (2013 r.). Przemówienie z tabletu, który trzymał na sejmowej mównicy prezes Kaczyński, spaliło „projekt Gliński” już na starcie, bo dało pole do popisu dla internetowych prześmiewców. PiS chciał być sprytny, ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]