POLITYKA

Czwartek, 17 sierpnia 2017

Polityka - nr 8 (10) z dnia 2017-08-09; Ja My Oni. Poradnik Psychologiczny Polityki. Tom 26. Jak nie oszaleć w szalonym świecie; s. 52-55

Ja. Sami ze sobą

Agnieszka Sowa

Osadzeni w omamach

Dr Joanna Krzyżanowska-Zbucka Jak psychicznie chorzy interpretują współczesny świat i dlaczego zdrowi wciąż lękają się chorych

Agnieszka Sowa: – Żyjemy w szalonym świecie. Czy to ma wpływ na zwiększenie częstotliwości zaburzeń psychicznych?
Joanną Krzyżanowska-Zbucka: – Niektórych na pewno. Zaburzenia afektywne, czyli m.in. dobrze znana depresja, są najmocniej napędzane przez czynniki cywilizacyjne: stres, tempo życia, a najbardziej – nieustanne bombardowanie informacjami. Dziś człowiek może wiedzieć wszystko, co się dzieje na świecie. Czasem trzeba się przed tym zalewem informacji, tą hiperstymulacją bronić, co jest trudne nawet dla ludzi zdrowych. Więc coraz więcej mamy zaburzeń afektywnych i lękowych. Ludzie po prostu nie wyrabiają z tą rzeczywistością. Jako gatunek nie przystosowaliśmy się jeszcze do funkcjonowania w takim pędzie, z takim natłokiem informacji i w tak silnym stresie.

Znam pewną anegdotę, jak to w dniu ataku na World Trade Center jeden z pacjentów przyszedł na wizytę do lekarki i opowiedział, co się stało: Husajn zaatakował Amerykę. Widział to w telewizji, a lekarka była w pracy, nie oglądała wiadomości, o niczym nie wiedziała i zwiększyła mu dawkę leków. Ta historia najlepiej pokazuje, że to, co się dzieje wokół nas, czasem niewiele się różni od najbardziej przerażającej treści psychotycznych omamów.

Czy rzeczywistość człowieka po prostu tak przeraża, że może spowodować wprost zaburzenia psychotyczne?
Psychoz jest wiele. Jedna z nich – schizofrenia – występuje w populacji ze stałą częstotliwością, dotyka od 0,5–1,5 proc. osób, niezależnie od kręgu kulturowego i cywilizacyjnego. Więc czynniki środowiskowe nie mają tu istotnego wpływu na liczbę zachorowań. Ale obserwujemy niewątpliwie wzrost psychoz związanych z używaniem substancji psychoaktywnych. I nie chodzi tu o stan bezpośrednio po zażyciu. U niektórych ludzi rozwijają się psychozy przewlekłe, które traktujemy jak schizofrenię, bo występują w nich dość podobne objawy. W takich przypadkach nawet zaprzestanie używania narkotyków i zachowanie abstynencji nie powoduje powrotu do zdrowia. Ci ludzie już są chorzy. Być może nie zachorowaliby, gdyby narkotyki nie „wyślizgały” im synaps. Głównie chodzi o dopalacze, ale nawet ta niby łagodna marihuana przyjmowana przez długi czas u osoby bardziej genetycznie podatnej może wywołać psychozę. Oczywiście nie wiemy na pewno, czy gdyby ten konkretny człowiek nie zażywał narkotyków, nie zachorowałby. Jest taki wzór pokazujący, jak dochodzi do kryzysu psychotycznego. To ułamek, gdzie w liczniku mamy czynniki ryzyka, więc podatność genetyczną, źródła stresu i właśnie substancje psychoaktywne. A w mianowniku jest to, co zapobiega chorobie: zasoby człowieka, takie jak umiejętności społeczne i różne inne kompetencje, wsparcie bliskich oraz leki, które przyjmuje, jeżeli już ma za sobą kryzys.

A jaki wpływ na ludzi, którzy już są chorzy, ma ta gwałtowna rzeczywistość, w której żyjemy?
Często wydarzenia z pierwszych stron gazet i serwisów informacyjnych są włączane w treści chorób, psychoz czy chorób depresyjnych. Pamiętam pacjenta, który się obwiniał za tsunami. Miał ciężką depresję psychotyczną i uważał, że to się wydarzyło przez niego. Wielu moich pacjentów z depresją bardzo przeżywa wydarzenia w kraju, obserwowałam kilka ewidentnych pogorszeń po katastrofie smoleńskiej, podobnie po ostatnich gwałtownych zmianach na scenie politycznej.

W treść lęków psychotycznych bardzo często wplatane są zamachy terrorystyczne. Tak wprost, czyli chorych dręczy obawa przed wybuchem bomby w metrze czy też przed tym, że zamachowiec wjedzie ciężarówką w tłum. I pośrednio. Zagrożenie terroryzmem spowodowało, że są wzmacniane procedury bezpieczeństwa. Mamy kamery na ulicach, monitoring; wydaje się to racjonalne, ale w psychozie obawa przed byciem śledzonym, inwigilowanym jest jedną z podstawowych treści. Oczywiście jak nie było monitoringu na ulicach i w sklepach, pacjenci także twierdzili, że są śledzeni, ale to, że teraz widzą na każdym kroku kamery, może, dla niektórych przynajmniej, być pożywką tych lęków.

Czy to oznacza, że teraz im jest trudniej?
Przed kilkudziesięciu laty byli Napoleonem albo Matką Boską, teraz mają do czynienia z agentami służb specjalnych. Treść się zmienia – choroba zostaje ta sama, tylko osadzona w innej rzeczywistości. Mówią mi pacjenci, że czują się jak w „Big Brotherze” albo w „Truman Show”. Używają tych przekazów kulturowych do opisywania swojego samopoczucia. Psychoza czy depresja to część ich życia i nie da się uciec od rzeczywistości. A chorzy psychicznie nie są ludźmi z innej planety. Oczywiście niektórzy żyją całkowicie w swoim świecie, kompletnie odizolowani, ale to zaledwie niewielka część wszystkich cierpiących na zaburzenia psychiczne. Cała reszta żyje w tej samej rzeczywistości co my, razem z nami, o wielu z nich nie wiemy nawet, że są chorzy. ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Rozmówczyni jest ordynatorką Oddziału Zapobiegania Nawrotom Instytutu Psychiatrii i Neurologii w Warszawie. Zajmuje się leczeniem zaburzeń psychotycznych, afektywnych i lękowych. Przez kilka lat współpracowała z Fundacją Rodzić po Ludzku, w której zajmowała się leczeniem okołoporodowych zaburzeń psychicznych; nadal przyjmuje pacjentki z depresją w ciąży i poporodową. Konsultowała też psychiatrycznie w organizacjach zajmujących się osobami doświadczającymi przemocy domowej. Działa w Fundacji eF kropka zajmującej się zapobieganiem wykluczeniu społecznemu osób z doświadczeniem choroby psychicznej. Jest przewodniczącą filii warszawskiej Sekcji Naukowej Psychiatrii Środowiskowej i Rehabilitacji Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego. Kierowała Komitetem Organizacyjnym Pierwszego Kongresu Zdrowia Psychicznego (www.kongreszp.org.pl), który odbył się 8 maja br.