POLITYKA

Poniedziałek, 25 września 2017

Polityka - nr 37 (3076) z dnia 2016-09-07; s. 7

Ludzie i wydarzenia / Kraj

Marek Ostrowski

Ostatnie ostrzeżenie

Zwołany w trybie pilnym Nadzwyczajny Kongres Sędziów Polskich wezwał prezydenta i rząd do poszanowania sądów – gwaranta praw i swobód obywatelskich. Raczej bez wiary w sukces.

Charakterystyczne były na Kongresie puste krzesła prezydenta, premiera i ministra sprawiedliwości. Oto problem: władza wykonawcza – wbrew konstytucyjnemu obowiązkowi – nie tylko nie współdziała z władzą sądowniczą, ale ją lekceważy i poniża.

Władza sędziowska nie jest władzą niższą niż wykonawcza czy ustawodawcza, choć PiS tak uważa. Najważniejsze osoby rządzącej partii o Kongresie mówiły „kabaret”, o sędziach – „mafia”, a wicemarszałek Sejmu Ryszard Terlecki szuka sposobów usunięcia sędziów ze stanowiska. Charakterystyczne też, że w przekazach telewizji publicznej Kongres sędziów łączono z relacjami o zwrocie majątku oszustom; PiS pokazuje obraz „zgniłych elit” czy przykłady wątpliwych wyroków, by uzasadnić, że „korporację sędziowską” trzeba przywołać do porządku, bo władza ma rację nie tylko polityczną, ale i moralną.

Sędziów łatwo jest oskarżać. Procesy ciągnące się latami, bezkarni aferzyści, zawiłości procedury, hermetyczny, niezrozumiały język prawa. To wszystko jest dziś zapisywane na ich konto. Ale zaraz, kto tworzy prawo, procedurę i organizację pracy? Wszystko było: sądy 24-godzinne, sądy grodzkie, małe, duże, łączenie sądów, rozdzielanie, nieustanny bałagan i zamieszanie. Przykład: tyle było hałasu o sztandarową reformę procesu karnego, przygotowywaną latami i nagle zniesioną w jeden dzień. Każdy minister sprawiedliwości mówi, że musi mieć władzę nad sądami, bo ponosi za nie odpowiedzialność polityczną. Tymczasem jest to najczęściej zmieniane stanowisko ministerialne w Polsce, niezależnie od barwy politycznej. I który minister kiedykolwiek poniósł jakąkolwiek odpowiedzialność za niebywały bałagan? Dziś zmiany prawa są zagadkową szaradą, nawet elektroniczne wydania ustaw zawierają błędy. Zwłaszcza PiS kpi z procesu tworzenia prawa, prawdziwe ustawy ustrojowe smaży na kolanie w kilka dni i uchwala po nocach. A wady wymiaru sprawiedliwości spadają na sędziów, choć to oni protestują przeciw złym procedurom czy niedoinwestowaniu sądów i dyrygowaniu nimi przez resort sprawiedliwości.

Oczywiście sędziowie – jak wszyscy – są tylko ludźmi i znajdzie się wśród nich czarna owca. Sądownictwo dyscyplinarne rzeczywiście wymaga wzmocnienia. Ale z jakiej racji władza wykonawcza ma decydować, kto ma lub nie ma być sędzią? Prezydent odmawia dziś mianowania sędziów i publicznie podkreśla, że nie musi się z tego tłumaczyć. Cały korpus sędziowski ogólnie składa się z ludzi wykształconych, po długich studiach i żmudnej aplikacji, po bardzo trudnym egzaminie sędziowskim. To nie jest żadna sitwa, tylko grupa wybitnych prawników po starannej selekcji w jawnym i kolegialnym procesie doboru przez Krajową Radę Sądownictwa. Na jakiej podstawie otoczenie prezydenta uważa, że arbitralnie wybierze lepszych sędziów w tajnych decyzjach? W dodatku odmawiając uzasadnienia swoich decyzji? Odpowiedź jest jasna: kilku kolesiów z PiS chce być sędziami sędziów.

PiS usiłuje dziś wmówić społeczeństwu, że ustrój państwa można rozmaicie interpretować, że w zasadniczych sprawach są różne opinie prawne, że środowisko sędziowskie jest podzielone; słowem, że można być w zgodzie z prawem i popierać poczynania PiS. Owszem, środowisko sędziowskie jest podzielone, ale przecież żaden sędzia nie powie, że można nie publikować i nie szanować wyroku. Żaden sędzia też nie powie, że to dobrze, iż władza wykonawcza tłamsi, obraża sędziów i dąży do tego, by zamienić sędziów w posłusznych jej urzędników, że wyroki sądu to tylko osobiste opinie sędziów. Wiadomo, że PiS szykuje nową ustawę o ustroju sądów powszechnych – prawo o zasadniczym znaczeniu. Na Kongresie zwrócono uwagę, że ustrój szykuje się w tajemnicy, bez udziału środowiska sędziowskiego, wbrew elementarnym regułom konsultacji społecznych. A wypowiedzi polityków PiS wróżą jak najgorzej, zapowiadają – mówiąc wprost – branie sędziów za twarz.

Kongres bezskutecznie apeluje do prezydenta, by zaprzysiągł sędziów i nie tłamsił Trybunału Konstytucyjnego. Jak ma funkcjonować państwo, w którym władza sądownicza widzi, że władza wykonawcza łamie prawo? Na Kongresie ogromnym wsparciem dla sędziów były wystąpienia wybitnych autorytetów europejskich, ludzi, którzy reprezentują dosłownie całe europejskie sądownictwo: Nilsa Engstada, przewodniczącego Rady Konsultacyjnej Sędziów Europejskich, i Nurii Diaz Abad, przewodniczącej ENCJ – Europejskiej Sieci Rad Sądownictwa. To już Kaczyński z Dudą kontra reszta świata. Wszyscy widzą, co się dzieje. W tej atmosferze PiS może zdobyć poklask swoich wyznawców, ale nie będzie nikogo poważnego w Europie, także żadnego sędziego, który zaakceptowałby jawne łamanie demokratycznych standardów.

Smutne w swoim wydźwięku było na Kongresie wystąpienie usuniętego na Węgrzech prezesa Sądu Najwyższego Andrása Baki. Opisał on, jak władza spacyfikowała sędziów w 2011 r., arbitralnie wysyłając na emeryturę co dziesiątego. Ostatecznie europejskie instancje sądowe przyznały po latach rację sędziemu Bace. Była to już ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]