POLITYKA

Poniedziałek, 23 października 2017

Polityka - nr 29 (3119) z dnia 2017-07-19; s. 96

Felietony / Passent

Daniel Passent

Pała+

Wymieniając największych Polaków, Kopernika, Chopina i Jana Pawła, prezydent Trump zapomniał o Mariuszu Błaszczaku, a przecież to dopiero geniusz czystej krwi. To on wpadł na pomysł przerzucenia kosztów ochrony miesięcznicy, które idą w setki tysięcy złotych, na złaknionych krwi kontrdemonstrantów. W rozmowie telewizyjnej Błaszczak, uznany przez samego prezesa za jednego z najlepszych ministrów, powiedział, że demonstranci pragną krwi, podczas kiedy on łaknie pieniędzy, które państwo co miesiąc łoży na ochronę aktu religijnego.

Dużo się mówi o tym, że wkrótce każdy policjant będzie nosił minikamerę, która będzie rejestrować, kogo legitymuje, razi pałą lub paralizatorem i czy robi to z wdziękiem. Mało natomiast mówi się o tym, że policja wyposaży funkcjonariuszy w przenośne terminale do inkasowania należności od uczestników kontrmanifestacji, takie, jakie mają kelnerzy w restauracjach. Już wkrótce policjanci wystąpią w roli inkasentów. Tą drogą będzie można także uiszczać abonament na TVP.

Nietrudno wyobrazić sobie odprawę, jaka mogła się odbyć w znanym telewidzom luksusowym gabinecie Komendanta Głównego. Nadzorujący policję minister zwrócił uwagę, że pobór należności za zakłócanie aktu religijnego przebiega zbyt powoli. Podliczając utarg dzienny („raport kasowy”), minister Błaszczak przypomniał, że pieniążki nie lecą z nieba jak confetti na ministra Zielińskiego i trzeba zabrać się do roboty. – Niektórzy demonstranci celowo utrudniają pracę funkcjonariuszom – powiedział dowódca wyróżniającej się armatki wodnej. – Utrzymują, że nie mają przy sobie pieniędzy, gdyż rzekomo nie wiedzieli, że bierny opór kosztuje, a udział w kontrdemonstracji jest płatny. Kłamią przy tym, twierdząc, jakoby nie przychodzili na Krakowskie Przedmieście dla pieniędzy, a przecież wiadomo, że są opłacani przez Sorosa. Podczas siadania lub kładzenia się na jezdni, a zwłaszcza przy relokacji demonstrantów, niejednemu wypadły z kieszeni srebrniki, które Zakład Oczyszczanie Miasta spłukiwał nad ranem do kanalizacji, gdyż żaden uczciwy funkcjonariusz nie chciał ich wziąć do ręki.

W celu uniknięcia nadużyć i usprawnienia poboru policja będzie wyposażona w terminale, a demonstranci w karty kredytowe CitiProtest lub Mastercard Protest. Narodowa Karta Uczestnika Protestu będzie także zawierała fotografie z profilu i en face oraz PESEL właściciela(-ki). Istotnie uprości to spisywanie zwolenników awantury ulicznej. – Karta jest lekka, wygodna i niekłopotliwa – mówią policjanci, którzy opiniowali prototyp. – Za czasów ZOMO wszystko trzeba było robić rękoma zgrabiałymi od mrozu, a teraz proszę bardzo: „pyk, pyk, karta, terminal i już ich mamy”. Koniec z wiecznymi sporami pomiędzy ratuszem a policją o liczbę uczestników demonstracji. Jeszcze polewaczki nie zdążą zjechać do zajezdni, a my już będziemy mogli zameldować pani premier, ile tej szumowiny było, z dokładnością do jednego prowokatora.

Terminalizacja „protestantów”, a potem wszystkich obywateli, to jeden z wielkich projektów narodowych, obok hybrydowych i elektrycznych radiowozów, szybkiej kolei próżniowej, Centralnego Portu Lotniczego imienia wiadomo kogo, spławnych rzek i jedwabistego szlaku.

Na wspomnianej naradzie zwrócono uwagę na brak cennika protestu. – Nie może być tak – skarży się niewysoki oficer policji – że ja pobieram od obywatelki sto złotych za skandowanie „Lech Wałęsa!”, a kolega za takie samo zakłócanie aktu religijnego pobiera dwa razy mniej. To nic innego niż dumping. Przez ten dumping inni chcą skandować i zakłócać akty u kolegi, a ja wracam na komendę z pustym terminalem… – żalił się funkcjonariusz, który nie może doprosić się cennika, a przecież cennik usług policjanta już jest. Spisanie – 5 PLN, pouczenie bez przemocy – 10 PLN, stanie na jezdni – 10 PLN, wznoszenie okrzyków zakłócających – 20 PLN, siedzenie na jezdni – 100 PLN, leżenie – 150, środki bezpośredniego przymusu – 200, kontakt fizyczny z funkcjonariuszem – 500, z funkcjonariuszką – 1000, pałowanie plus – 1500 (dla emerytów gratis).

Sektor bankowy błyskawicznie zareagował na genialną ideę ministra policji. W ofercie dla klientów pojawiły się już kredyty na kontrdemonstracje. – Są klienci, którzy wybraliby się na Krakowskie Przedmieście, ale nie stać ich na to, żeby zakłócać akt religijny, albo po prostu „na dzień dzisiejszy” nie mają pokrycia na terminal – mówi przedstawicielka ProtestBanku, najszybciej rozwijającej się sieci w Polsce. Wzdłuż trasy miesięcznicy powstanie sieć ProtestBankomatów. – Nie myślimy tylko o elicie, która jednym ruchem palca wysyła przelew za zakłócanie, chodzi nam o prostych ludzi, biednych, zmarginalizowanych, zwiezionych autokarami z całej Polski, którzy też, chociaż raz, chcieliby zakłócić coś na Krakowskim, przejechać się radiowozem, może nawet zetknąć się z paralizatorem, a nie stać ich na to, bo są z Polski B. Z myślą o nich instalowane są kredytomaty ProtestBanku. Bardziej zasobnym klientom polecamy Złotą Kartę, która obejmuje wszystkie usługi ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]