POLITYKA

środa, 3 września 2014

Polityka - nr 46 (2376) z dnia 2002-11-16; s. 3-8

Raport / Pieniądze Kościoła

Ryszarda Socha  [wsp.]Marek HenzlerAgnieszka Zagner  [wsp.]

Państwo daje na tacę

Finanse Kościoła w Polsce są tematem wstydliwym i trudnym, bo ciekawscy szybko oskarżani są o antyklerykalizm i inne ideologiczne dewiacje. Jednak pytać i dowiadywać się przecież należy, ponieważ olbrzymia część tych pieniędzy płynie do Kościoła od państwa – czyli od nas wszystkich. Ile konkretnie? I na co?

Ustawa o gwarancjach wolności sumienia i wyznania z 1989 r. mówi, że „państwo i państwowe jednostki organizacyjne nie dotują i nie subwencjonują kościołów i innych związków wyznaniowych”. Tymczasem państwo utrzymuje wyznaniowe szkoły wyższe, tysiącom duchownych w części lub całkowicie opłaca składki na ubezpieczenia społeczne, wzięło na siebie koszty nauki religii w szkołach i przedszkolach, łoży na posługę duszpasterską w wojsku, konserwację i remonty zabytków sakralnych, działalność charytatywną i oświatową prowadzoną przez kościelne instytucje. Państwo rezygnuje też z niektórych należności podatkowych i celnych. Z budżetu państwa i samorządów na działalność instytucji kościelnych płyną zatem grube miliony złotych.

Ustawodawca przyjmując generalną zasadę o niefinansowaniu działalności kościołów, w art. 10 ustawy z 1989 r. dopuścił od niej wyjątki, zastrzegając, iż muszą one być regulowane przez ustawy lub przepisy wydane na ich podstawie. Lista wyjątków jest wyjątkowo długa.

Są zatem ustawy o Funduszu Kościelnym, o finansowaniu Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego czy Papieskiej Akademii Teologicznej w Krakowie. Jest też konkordat i ustawy regulujące stosunki między państwem i kościołami zarejestrowanymi w Polsce. Są dziesiątki innych przepisów, wywierających ogromny wpływ na finansowanie działalności kościelnej, zawartymi choćby w ustawach podatkowych. Są przepisy pozwalające instytucjom wyznaniowym ubiegać się o środki na działalność na zasadzie równości z instytucjami państwowymi i organizacjami pozarządowymi. Środki dosyć łatwo udaje się też zdobyć, korzystając z dojścia do urzędnika czy radnych albo nawet z przychylności ekipy rządowej będącej akurat u władzy.

Jaka może być zatem skala finansowania ze środków publicznych działalności kościołów i związków wyznaniowych?

Nie powiemy, bo nie wiemy

– Z uwagi na skomplikowany charakter tematu jak i jego drażliwość unikają go ekonomiści i specjaliści od polityki wyznaniowej – wyjaśnia prof. Jerzy Wisłocki, historyk ustroju państwa i były ekspert komisji sejmowej pracującej nad konkordatem, który ostrzegał wówczas, że jego zapisy spowodują, że Kościół w państwie znajdzie swego największego sponsora.

Kościół katolicki już od dziesięciu lat zapowiada ujawnienie stanu swoich finansów. Wielokrotnie mówił o tym bp Tadeusz Pieronek, a także „główny księgowy” episkopatu ks. Jan Drob. W 1999 r. na konferencji w Zakopanem opowiedziała się za tym większość biskupów. Jednak ciągle kończy się na zapowiedziach. Poufna jest nie tylko całość finansów Kościoła, ale też to, co jego agendy otrzymują w ramach publicznych dotacji. – Nie widzę żadnego interesu Kościoła w tym, aby było to tajemnicą – tłumaczy ks. Jan Drob. Po prostu Kościół nie jest w stanie tego policzyć.

Tajemnicą okryte są też finanse Kościoła prawosławnego. Największą otwartość wykazuje tu Kościół Ewangelicko-Augsburski w RP (ok. 88 tys. wiernych), który, jak na polskie standardy, ma dość przejrzysty system finansów. Wewnętrzne przepisy umożliwiają członkom Kościoła udział w prowadzeniu gospodarki finansowej i wgląd w finanse kościelne, niemniej, zbiorcze dane o finansach nie były dotąd publikowane.

Ok. 90 proc. wpływów Kościoła E-A pochodzi od wiernych, którzy zobowiązani są do opłacania składek w wysokości równej co najmniej 1 proc. uzyskiwanych dochodów. Dotacje od instytucji państwowych i samorządowych stanowią niewielką część przychodów.

Fundusz Kościelny

W administracji rządowej istnieje dział „wyznania religijne”, a w MSWiA nawet departament wyznań. Ale nie znajdzie się tam zbiorczych danych o finansowaniu kościołów i związków wyznaniowych ze środków publicznych. Takiej wiedzy nie ma też Ministerstwo Finansów odpowiadające za budżet państwa. Dziś chyba tylko „Bóg raczy wiedzieć”, kto, ile i na jakie cele czerpie z publicznych źródeł. Informacje te trzymały pod korcem poprzednie władze, a obecnie rządząca koalicja też robi z nich temat tabu. Pewne pomysły na uregulowanie tych spraw miała grupa posłów i senatorów z SLD i UP. Ale kierownictwa klubów parlamentarnych nakazały im wsadzić je na dno szuflad (podobnie jak pomysł nowelizacji ustawy aborcyjnej). Lewicowej koalicji bardzo zależy na dobrych stosunkach z kościołami przed referendum unijnym.

Jeszcze najłatwiej jest zdobyć informacje o wielkości i wydatkach Funduszu Kościelnego. Został on ustanowiony na podstawie ustawy z 1950 r. o przejęciu dóbr martwej ręki jako pewnego rodzaju rekompensata dla Kościoł...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Ks. Jan Drob, ekonom Konferencji Episkopatu Polski:

Jeśli ktoś nie potrafi odróżnić duszpasterskiej misji Kościoła od misji społecznej, to dla niego państwowa czy samorządowa dotacja dla szkoły, która ma w nazwie słowo katolicka, na schronisko Brata Alberta czy zakonny dom dla starców zawsze będzie dotacją na Kościół, a nie dotacją na naukę dzieci w takiej szkole, na zupę dla bezdomnych czy na tych, którymi już tylko siostry zakonne chcą i potrafią się opiekować. Społeczną służbę Kościół sprawuje od wieków. Dziś zadania te zlecane są najczęściej po wygraniu konkursu i z każdego publicznego grosza musimy się rozliczyć. Nie widzę żadnego interesu Kościoła w tym, aby takie dotacje miały być tajemnicą. I nie można mieć pretensji do Kościoła o brak takich informacji. Kościelnych osób prawnych: parafii, zakonów, placówek Caritas jest kilkanaście tysięcy. Przy tak zdecentralizowanej strukturze i zaczątkach systemu informatycznego Kościół nie jest w stanie tego policzyć. Pełne i rzetelne informacje powinni podawać dysponenci pieniędzy. A z tym już różnie bywa, jedni zbyt się tym chwalą, a inni znów się tego boją czy wstydzą.

Opowiadam się tu za pełną jawnością, choć zarazem mam też obawy, że pojawią się pomysły, aby wprowadzić scentralizowany rozdział środków i wtedy znów wrócimy do dawnego marnotrawstwa.

Cztery aniołki

Ks. Andrzej Regent z parafii w Topolnie koło Świecia przez cały rok na tacę uzbierał ledwie 20 115 zł. Jest bodajże pierwszym księdzem, który raport o stanie parafialnej kasy publikuje w Internecie. – Chcę do jawności finansowej zachęcić innych księży – mówi proboszcz. – A niedowiarkom pokazać, że nie ma tu tak wielkich tajemnic.

Jedynym źródłem parafialnych dochodów są ofiary od wiernych. Do tzw. kasy bieżącej przez cały rok trafiło 35 042 zł. Były to pieniądze z kolekt, od chorych odwiedzanych w domach, ofiary na energię elektryczną i to, co wrzucono do skarbonek. Proboszcz do parafialnej kasy wpłacił też połowę pieniędzy zebranych podczas kolędy i za wypominki – 4191 zł.

Po stronie wydatków kasa odnotowała 33 441 zł, z czego 9292 zł trafiło poza parafię (na kurię, seminarium duchowne, KUL, misje, Bazylikę Grobu Pańskiego, Stolicę Apostolską i na ofiarę dla brazylijskiej diecezji Campo Maior, gdzie kolega proboszcza jeszcze z seminarium jest biskupem).

Na potrzeby samej parafii poszło 24 499 zł (m.in. na wynagrodzenie organisty, świece, naczynia i szaty liturgiczne, na dofinansowanie kolonii Caritas, energię elektryczną, wydawnictwa religijne i materiały biurowo-administracyjne). Proboszcz ma samochód, który kupił za własne pieniądze, natomiast z kasy parafialnej ma zwrot kosztów paliwa i napraw – 3351 zł. Sam utrzymuje się z drugiej połowy wpłat zebranych podczas kolędy i wypominków oraz z opłat za obrzędy (przez rok ochrzcił ósemkę dzieci, pochował siedmiu parafian i udzielił trzech ślubów). Parafia ma także drugą kasę, remontowo-inwestycyjną, gdzie odkłada się pieniądze na renowację ławek. Jest w niej dopiero 15 005 zł, a potrzeba ok. 75 tys. zł.

Z pieniędzmi jest coraz gorzej i aby ustabilizować finanse parafii, należałoby i w Polsce wprowadzić dobrowolny podatek kościelny na wzór włoski – uważa ks. Regent.

Dziś tylko dzięki wsparciu wojewódzkiego konserwatora zabytków można było rozpocząć renowację zabytkowej figury św. Pawła Pustelnika i czterech uskrzydlonych główek aniołków. Konserwator dał 12 tys. zł, a potrzeba ok. 340 tys. zł.

Prof. Zyta Gilowska (PO), wiceprzewodnicząca sejmowej komisji finansów publicznych:

Wszystkie połączenia finansów publicznych i niepublicznych powinny być przejrzyste i jawne, bo tędy przechodzą naprawdę wielkie budżetowe pieniądze. Ale choć mówię o tym od lat, to niezależnie od tego, jakie byłyby siły polityczne u władzy, większego zainteresowania tą sprawą nie dostrzegam. Być może jest to wygodne.

Główną wadą polskiego systemu budżetowego są niejasne zasady udzielania dotacji celowych i konfidencjonalny system zwolnień. Udzielanie dotacji nie jest nawet porządnie skodyfikowane, brakuje elementarnego ładu terminologicznego. Finanse publiczne funkcjonują tak źle, że aby na przykład dostać kilkanaście tysięcy złotych na misję ewangelizacyjną, szuka się dojścia do samego premiera. To paranoja.

Na usunięciu tych wad powinno zależeć wszystkim, także kościołom, dla których prawda jest wartością absolutną.