POLITYKA

Poniedziałek, 25 września 2017

Polityka - nr 24 (3114) z dnia 2017-06-12; s. 6

Ludzie i wydarzenia / Przy-pisy Redaktora Naczelnego

Jerzy Baczyński

Państwo kelnerów

W głośnej ostatnio sprawie Małgorzaty Sadurskiej w sumie najciekawsza jest sprawa ks. Kazimierza Sowy. Samo przejście byłej szefowej Kancelarii Prezydenta do zarządu PZU (jeśli, jak zażartował jej klubowy kolega, „wygra konkurs”) nie zbulwersowałoby tak opinii publicznej, gdyby nie wysokość zarobków przyszłej wiceprezes. Partyjne nominacje do spółek Skarbu Państwa – na skalę niespotykaną za żadnych wcześniejszych rządów – już zdążyły spowszednieć. Ale pensja w okolicach 90 tys. zł miesięcznie dla działaczki partyjnej wywołała poruszenie tabloidów, a więc zapewne wzburzenie tzw. zwykłych Polek i Polaków, w imieniu których, jak wiadomo, władza sprawuje władzę. No i co w takiej sytuacji robi partia? Partia, jak zawsze podobno radzą piarowcy, musi aferę przykryć. Więc TVP „ujawniła” kolejne kawałki taśm nagranych w 2014 r. w restauracji Sowa i Przyjaciele. Padło, nomen omen, na księdza Sowę, „ulubionego duchownego liberałów”, jak przedstawiała go bulwarówka. Z imieninowych gadek przy alkoholu najbardziej zaszokowały polityków PiS i komentatorów TVP wypowiadane przez księdza tu i ówdzie przekleństwa oraz – uwaga – powtarzane przez niego plotki o ewentualnej nominacji posła Aleksandra Grada z PO do spółki Tauron. Przekaz prosty jak uchwyt cepa: Grad tam, Sadurska tu, o co chodzi?

Mimo wszystko zatrzymajmy się chwilę przy „aferze ks. Sowy”.

W dołączonej niedawno do POLITYKI książeczce Timothy’ego Snydera „O tyranii” jest fragment o tym, jak zabójcze dla publicznego wizerunku właściwie dowolnej osoby jest „ujawnianie” szczegółów jej prywatnego życia i prywatnych wypowiedzi. Z tego prawie nie da się wygrzebać, bo zwłaszcza w sytuacjach towarzyskich czy biesiadnych opowiada się często byle co, byle jak, potakuje, wtrąca, obgaduje, szerzy plotki i niewyważone oceny, pije, przeklina, popisuje się i w ogóle robi się prywatnie to, czego nigdy nie zrobiłoby się i nie powiedziało publicznie. Dlatego tak niszczącą siłę mają przecieki, podsłuchy, nielegalne nagrania, które złamały już niejedną karierę i obaliły niejeden rząd. W Polsce, jak się powszechnie uważa, to właśnie kelnerskie taśmy doprowadziły do przegranej koalicji PO-PSL i utorowały drogę do władzy PiS. Jeśli dziś, na spokojnie, wrócić do stenogramów tamtych nagrań, nie ma na nich właściwie ani śladu przestępstwa, spisków, korupcji, ba, niektóre uwagi i analizy (Belka, Sikorski, Sienkiewicz, Bieńkowska, Rostowski) brzmią dziś bardzo trafnie i przewidująco. Ale, oczywiście, bulwersowały ośmiorniczki i „knajacki język”, pozwalające teraz posłance Pawłowicz nazywać nagranych polityków gangsterami (a księdza Sowę „gangsterem w sutannie”).

Nietrudno sobie wyobrazić, jak brzmią prywatne rozmowy czołowych działaczy PiS dotyczące obsady kolejnych stanowisk, wzajemnego podgryzania się różnych frakcji personalnych; co mówią jedni o Ziobrze, inni o Macierewiczu, jak komentowana jest sprawa Berczyńskiego czy Misiewicza (o Partii Złamanych Ludzi czytaj s. 20). To i owo zresztą przedostaje się do opinii publicznej – może też kiedyś pojawią się nagrania? Ale w sprawie ks. Sowy ważniejszy od samych taśm jest sposób ich użycia. Wiadomo, że przejętymi nagraniami dysponuje prokuratura lub służby specjalne. Tylko stamtąd, na czyjeś polecenie, mogły te nagrania wyjść. Następnie przekazane zostały do państwowej telewizji, według uroczej formuły „dziennikarze TVP Info dotarli do bulwersujących nagrań”. I tak to ma działać. Setki milionów złotych z abonamentu, który władza zamierza teraz ściągnąć od obywateli, mają zaś służyć wzmocnieniu siły oddziaływania TVP, w tym, jak zapowiada prezes Kurski, poprzez rozbudowę ośrodków regionalnych TVP. Proszę skojarzyć to z właśnie dokonanym przez rząd przejęciem Regionalnych Izb Obrachunkowych, kontrolujących finanse samorządów. Wkrótce zapewne zacznie się zbieranie haków na niepisowskie samorządy, a przecież niemal każdy wydatek może być przedstawiony jako nieuzasadniony, nadmierny, niegospodarny. Regionalne oddziały TVP będą miały czym strzelać przed przyszłorocznymi wyborami lokalnymi.

PiS poprzez kolejne zmiany prawa przyznał sobie praktycznie niekontrolowane prawo inwigilacji instytucji i obywateli, zakładania podsłuchów, nagrywania oraz ujawniania komu chce i jak chce dowolnie wybranych materiałów z kontroli, dochodzeń czy śledztw. Zalegalizował też tzw. owoce zatrutego drzewa, czyli nielegalnie zdobyte dowody lub wymuszone zeznania. Władze państwowe mogą teraz działać jak biznesmen Falenta i jego kelnerzy.

Robi się nieswojo. Podczas ostatniej miesięcznicy smoleńskiej policja zatrzymała grupę uczestników pokojowej manifestacji. Byli wśród nich m.in. Władysław Frasyniuk i dziennikarka POLITYKI Ewa Siedlecka (s. 7). Jeśli policja czy prokuratura – jak to się stało wobec ponad setki demonstrujących przy innych okazjach Obywateli RP – złoży wnioski o ukaranie osób chcących przyłączyć się do oficjalnej manifestacji, wyrok ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]