POLITYKA

Poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Polityka - nr 4 (3095) z dnia 2017-01-25; s. 30-31

Społeczeństwo

Ryszarda Socha

Partyzanci z muzeum wojny

W Gdańsku po partyzancku i w podziemiu otwiera się Muzeum II Wojny Światowej, największe polskie muzeum historyczne.

Przestrzeń wystawiennicza znajduje się poniżej poziomu gruntu, w podziemiu. Lecz chodzi nie tylko o to. Minister kultury od miesięcy robi wszystko, by Muzeum nie zaistniało w formule, jaka została wypracowana przez zespół. Muzealnicy trwają przy swoim, sądząc się z ministrem. Ekspozycja na ostatni guzik będzie dopięta na początku marca 2017 r., ale na 23 stycznia ogłoszono „prezentację wystawy głównej”. Minister Piotr Gliński został zaproszony wraz z zastępcą Jarosławem Sellinem. W weekend, 28–29 stycznia, muzeum będzie otwarte dla obywateli i w tym czasie może je zwiedzić 2 tys. osób. Po tym wielka niewiadoma. Czy wystawa w przyszłości będzie dostępna w zaprojektowanym kształcie, czy może zostanie przebudowana po myśli rządzących polityków? Jest pokaz przedpremierowy, bo premiery może nie być.

Życie podziemne

W dniu prezentacji nie wszystkie sale były gotowe. Ale, zdaniem muzealników, jest ich wystarczająco dużo, by zwiedzający mogli wyrobić sobie własne zdanie o największym – i na razie najdroższym – muzeum historycznym w Polsce. Kosztowało 450 mln zł, tyle co nabyte niedawno zbiory książąt Czartoryskich. Jego powstanie zainicjował Donald Tusk jesienią 2007 r.

Akt erekcyjny został podpisany na Westerplatte, w 70. rocznicę wybuchu II wojny światowej. Kamień węgielny z datą 1 września 2012 r. wmurowano obok fragmentu bruku z ulicy Wiadrownia, która kiedyś biegła właśnie tędy. Ulica przecinająca cały gmach jest też osią komunikacyjną całej ekspozycji. Wchodzi się z niej do poszczególnych sal pogrupowanych wokół trzech etapów: I – droga do wojny, II – groza wojny, III – długi cień wojny. A wzdłuż owej ulicy poprowadzono opowieść o życiu codziennym podczas wojny i okupacji. Dla początku i końca wystawy przyjęto porządek chronologiczny. Natomiast sama wojna, jej przebieg, poszczególne aspekty są przedstawiane problemowo (wojna nowego typu, wojna bez litości, okupacja i kolaboracja, terror, zagłada, czystki etniczne, opór, walka o tajemnice i inne). Wszystko zaczyna się od traktatu wersalskiego i odrodzenia Polski po I wojnie światowej. Kolejne pomieszczenia prowadzą przez narodziny totalitaryzmów niemieckiego, włoskiego, sowieckiego. W każdej z salek na ścianach są plakaty – świat propagandowy. A zdjęcia i eksponaty pokazują rzeczywistość, która kryła się za tą fasadą – biedę, represje, deportacje. Na przykład żarna z ukraińskiej wsi to świadek Wielkiego Głodu. NKWD konfiskowało je po wsiach, żeby chłopi nie mogli na własną rękę mleć zboża na mąkę. Kontrapunktem dla totalitarnych reżimów jest polska ulica z lat 30. XX w. – ulica kraju nie wolnego od problemów, ale normalnego.

W pomieszczeniach nieopodal toczy się opowieść o hiszpańskiej wojnie domowej, o podbojach japońskich, zwłaszcza o rzezi Nankinu, gdzie w ciągu paru tygodni Japończycy wymordowali ćwierć miliona mieszkańców. Jest też część o Wolnym Mieście Gdańsku.

Wrzesień 1939 r. to największa, zajmująca 500 m kw. część wystawy. Muzealnicy przedstawili jednak doświadczenie wojny w wielu krajach. – Pokazujemy niemieckie zbrodnie od samego początku – mówi prof. Paweł Machcewicz, dyrektor MIIWŚ. – To jest świadoma polityka wobec pewnej interpretacji, utrwalonej w Niemczech i na Zachodzie, jakoby wojna na wyniszczenie zaczęła się wraz z atakiem na Związek Radziecki w 1941 r. Pokazujemy, że zaczęła się wcześniej.

Między innymi dlatego zdecydowano się to muzeum budować. Żeby przedstawić polski punkt widzenia, polskie doświadczenie tej wojny na tle doświadczeń innych krajów. W Niemczech toczyły się wtedy debaty o wypędzonych. Zapadła decyzja o budowie w Berlinie muzeum poświęconego ich losom. I ono powstaje, ale Muzeum II Wojny Światowej je wyprzedziło. Są tu dwie sale poświęcone deportacjom, obie urządzone podobnie – z wielkimi mapami na podłodze. Strzałkami zaznaczono kierunki przymusowych przesiedleń i skalę. Najpierw były wypędzenia gdynian, które symbolizują drzwi jednego z gdyńskich mieszkań. Wystawa pokazuje, że masowe wysiedlenia były praktyką totalitarnych reżimów. A to, co stało się po wojnie, na mocy postanowień traktatu poczdamskiego, było ciągiem dalszym, konsekwencją. Są cierpienia ofiar, jednych i drugich, ale nie ma relatywizacji ocen, zatarcia odpowiedzialności.

Życie polityczne

Dyrektor Machcewicz, oprowadzając po salach, nieustannie prowadzi polemikę z przeciwnikami. W 2013 r. koncepcję muzeum skrytykował Jarosław Kaczyński. Powrócił do tematu w kampanii wyborczej 2015 r. Dzielnie sekundował mu Jarosław Sellin, dziś wiceminister kultury. Frontalny atak przypuszczono w kwietniu 2016 r. Minister kultury oficjalnie obwieścił zamiar połączenia MIIWŚ z Muzeum Westerplatte i Wojny 1939 r. Wszystko w imię racjonalizacji wydatków. Cztery miesiące wcześniej ten sam minister, aby mieć pretekst do łączenia, to drugie muzeum powołał do życia. POLITYKA pisała o tym pierwszym etapie rozgrywki (POLITYKA 18/16).

...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]