POLITYKA

środa, 16 kwietnia 2014

Polityka - nr 47 (2531) z dnia 2005-11-26; s. 88-90

Społeczeństwo / Ludzie / Poczet pierwszych kapitalistów

Wojciech Markiewicz

Patenty Świtalskiego

Twórca i mózg Elektromisu oraz sieci sklepów Biedronka i Żabka nie udziela wywiadów. Jego pracownicy mają zakaz wypowiadania się w mediach. Prokuratorzy, policjanci i sędziowie, którzy zajmowali się niejasnymi interesami firm Mariusza Świtalskiego (44 l.), mówią o nich niechętnie.

Wychowanek domu dziecka, hydraulik po zawodówce. W 1981 r. skazany na 3,5 roku więzienia za kradzieże, włamania i napady, po kilku latach w czołówce najbogatszych Polaków. Jako jeden z pierwszych potrafił, korzystając z pomocy doradców i prawników, bezlitośnie wykorzystywać luki w przepisach. – Świtalski to prawdziwe zwierzę biznesowe – twierdzi Jan B., przedsiębiorca, który na początku lat 90. robił z Elektromisem interesy, ale się z nich wycofał. – Bez grosza przy duszy, bez wykształcenia osiągnął wiele. Bo ma niesamowity instynkt, potrafi zwietrzyć interes wcześniej niż inni. Potrafi słuchać i korzystać z rad. Nie jest zadufany w sobie.

Dorastał w domu dziecka prowadzonym przez siostry zakonne w Szamotułach. Tutaj zawiązały się przyjaźnie, które przetrwały do dzisiaj. Kilku kolegów (i koleżanka) z tamtych lat szefowało później najważniejszym przedsięwzięciom Świtalskiego. Był dobrym uczniem. W 1979 r. rozpoczął naukę w poznańskim technikum budowlanym. Bardziej jednak niż nauka zaczęło interesować go szybkie zarabianie pieniędzy. Włamywał się z kolegami do sklepów, kiosków Ruchu, napadał, kradł i rabował. Pieniądze oraz deficytowe wówczas towary: kawę, alkohol, masło, papierosy, czekoladę, żyletki.

Po wpadce sąd, biorąc pod uwagę młody wiek oskarżonego i fakt dotychczasowej niekaralności, wydał łagodny wyrok – wspomniane już 3,5 roku. Więzienie zastąpiło Świtalskiemu uniwersytet. W celi poznał kodeks karny i cywilny lepiej niż niejeden student prawa.

Po wyjściu z kryminału zajął się drobnym handlem; kasety wideo, kawa. Potem sprowadzał elektronikę. Początkowo sam jeździł po komputery i części do Berlina albo na Daleki Wschód. W 1994 r. w „Gazecie Wyborczej” jego kolega z wypraw do Azji wspominał: „Ja taszczyłem kartony z samolotu do taksówki. Mariusz ładował swój towar do Nysek na milicyjnych numerach”. Przebicie marki czy dolara było imponujące, ale cały ten handel przypominał raczej chałupnictwo czy rękodzieło, a nie prawdziwy biznes. Wtedy Świtalski – pod koniec 1987 r. – zarejestrował z dwójką wspólników spółkę Elektromis oraz wymyślił, a przynajmniej zastosował jako jeden z pierwszych w Polsce, patent na import i skup komputerów

na martwe dusze

Za sprowadzenie jednego komputera na własny użytek cło było niewielkie. Tysiące ludzi użyczały więc Elektromisowi – za drobną opłatą – swoje dowody osobiste, żeby w papierach figurować jako importerzy.

Elektromis handlował też sprzętem wideo, telewizorami, a pierwszymi artykułami spożywczymi był ryż i guma do żucia. Te dwa ostatnie były tematem jednej z pierwszych w TVP kampanii reklamowych; przed i po emisji serialu „Dynastia” zakupionego przez Elektromis ukazywało się na ekranie logo firmy i hasło „Z nami handel bez granic”. Największe jednak pieniądze w tamtych latach zrobił Elektromis na hurtowym handlu alkoholem i papierosami. Wykorzystywano przy tym kolejny patent Świtalskiego:

na lipny eksport lub tranzyt

„Gazeta Bankowa”, potem „Wprost” i „Gazeta Wyborcza” opisywały, jak w 1989 r. zachodnioberlińska spółka Handfix (założona i prowadzona przez współpracowników Świtalskiego) zleciła Elektromisowi Świtalskiego sprowadzenie z ZSRR 12 cystern wina o pojemności 53 tys. litrów każda. W Polsce miało być rozlane do butelek i wysłane do Niemiec. Jednak Handfix zlecił firmie Elta (założonej i prowadzonej przez Świtalskiego i jego współpracowników) komisową sprzedaż tego wina w Polsce. Pieniądze ze sprzedaży, po wymianie – ponad 800 tys. marek, przelano na konto niemieckiej spółki Handfix. Zysk Elektromisu: nie zapłacono cła przywozowego (oficjalnie wino „tranzytem” szło przez Polskę do Niemiec) ani podatku obrotowego.

Tenże Handfix zlecił też Elektromisowi zakup 1,350 mln paczek papierosów Mars (za 472,5 tys. marek) w poznańskiej Wytwórni Wyrobów Tytoniowych. Czekali na nie palacze niemieccy. Odprawa celna odbyła się w wytwórni, tiry oplombowano, ale nie dotarły one do Berlina, lecz do magazynów Elektromisu. Zysk: niezapłacony podatek obrotowy w wysokości kilku miliardów ówczesnych złotych, bo towar eksportowany był od podatków zwolniony.

Elektromisem zainteresował się Wydział Przestępczości Gospodarczej milicji, ale wkrótce jego szef Krystian Cz. z komendy miejskiej w Poznaniu został pracownikiem Elektromisu, a później jego dyrektorem ds. handlowych. Świtalski poszukiwał też zdolnych prawników. W marcu 1991 r. – informował „Głos Wielkopolski” – „Elektromis zawarł umowę z Zarządem Głównym Zrzeszenia Prawników Polskich. Spółka w zamian za comiesięczną dotację dla ZPP w wysokości 10 milionów starych złotych zapewniła sobie bliżej niesprecyzowane doradztwo”. Wkrótce po tym zaczęto stosować nowy patent, transakcje

...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]