POLITYKA

Poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Polityka - nr 5 (3096) z dnia 2017-02-01; s. 18-21

Polityka

Agnieszka Sowa

Pierwsza rodzina

Dramat żony „ojca narodu” opisała sama Danuta Wałęsa, dramat dzieci pisze życie. A Lech Wałęsa, legendarny przywódca Solidarności, były prezydent, w wieku 74 lat jeździ sam po kraju, żeby mobilizować opozycję i bronić się przed pomówieniami o współpracę z SB. Taką ma starość.

W Instytucie Pamięci Narodowej też był właściwie sam. Przyszedł w towarzystwie dwóch borowców i narzeczonego swojej córki Marysi, Patryka, młodego człowieka, o którym niewiele wiadomo poza tym, że próbuje zostać aktorem i że był dwukrotnie skazany za jazdę pod wpływem alkoholu. Wałęsa usiadł w pierwszym rzędzie i czekał na wykład Sławomira Cenckiewicza (awansowanego przez PiS na członka kolegium IPN i szefa Centralnej Biblioteki Wojskowej) „Przewodniczący – Noblista – »Bolek« – Prezydent. Kim jest naprawdę Lech Wałęsa?”. Historyk odwołał spotkanie w związku ze śmiercią syna Wałęsy Przemysława, pouczając przy okazji byłego prezydenta, jak ojciec powinien przeżywać żałobę. Świadom zapewne, że ekspertyzy grafologiczne teczki agenta o pseudonimie Bolek, dostarczonej rok temu do IPN przez wdowę po gen. Czesławie Kiszczaku, potwierdzają: pismo agenta Bolka to pismo Wałęsy. Tak twierdzi Instytut Sehna w Krakowie. Wałęsa cały czas zaprzecza. Po to przyjechał w ostatni piątek do IPN. Nie było u jego boku doradców polityków, historyków, którzy bez emocji mogliby merytorycznie odpowiedzieć na zarzuty.

Wałęsa zabrał głos i trudno mu było ukryć, jak wiele go to kosztuje. W pojedynkę stawił czoła wyraźnie mu nieprzychylnej sali, gdzie co chwila rozlegały się szydercze śmiechy i komentarze. – Ja nikogo tam nie chciałem mieć u boku – mówi Lech Wałęsa. – Zawsze byłem sam i nigdy nie prosiłem o pomoc. Te najważniejsze polityczne gry też prowadziłem sam, i w czasach Solidarności, i prezydentury.

Sam. To potwierdzają wszyscy, którzy z Lechem Wałęsą współpracowali. – Było wokół niego wiele osób, ale te najważniejsze decyzje rzeczywiście podejmował w samotności – mówi senator Sławomir Rybicki (PO), który sekretarzem Lecha Wałęsy został w wieku 21 lat i przez lata był bliskim współpracownikiem szefa Solidarności. Rybicki był z Wałęsą w dniu, w którym ogłoszono, że dostał Nobla. – Rano zadzwonił do mnie i powiedział: jedziemy na Kaszuby, na ryby – wspomina Rybicki. I pojechali, a za nimi długi sznur aut zagranicznych dziennikarzy. Informację o tym, co postanowił Komitet Noblowski, przekazała Rybickiemu korespondentka niemieckiego radia Deutsche Welle na leśnej polanie. Ten pobiegł do Lecha i wykrzyczał: dostałeś Nobla! – Ucieszył się, ale od razu spoważniał – mówi Rybicki. – I przez dwie godziny powrotnej drogi nie powiedział prawie ani słowa.

Kościół: wiara i instytucja

Syn Jarosław, europarlamentarzysta Platformy Obywatelskiej, przyznaje, że jego ojciec jest uparty. Jednak według niego sytuacja, w której „człowiek o takich zasługach jest poniewierany i musi sam się bronić”, jest absurdalna. – Mój ojciec powinien zachować milczenie w tej kwestii, a głos w jego obronie powinni zabrać przede wszystkim hierarchowie Kościoła – twierdzi. – Tymczasem ten najważniejszy gracz albo milczy, albo wręcz wtóruje pomówieniom.

To dla Lecha Wałęsy, człowieka bardzo głęboko wierzącego, duży cios. W klapie kamizelki – jak codziennie od 37 lat – ma Matkę Boską Częstochowską. Pierwszy znaczek, poświęcony przez samego prymasa Wyszyńskiego, przywiozła mu nieznana kobieta do stoczni podczas strajku. Rozpadł się ze starości, więc Wałęsa wpiął nowy, identyczny. Nigdy tego nie przyzna, ale jest mu po ludzku przykro, że taką dostaje nagrodę za lata walki w PRL o Kościół, choćby o transmisje mszy świętych w radiu i telewizji. – I zawsze starał się, by w rozmowach opozycji z władzą uczestniczyła strona kościelna – dodaje Sławomir Rybicki.

Żona Lecha Wałęsy Danuta wypowiada się w tej sprawie ostro i publicznie. – I doigrała się – mówi Lech Wałęsa. Po wystąpieniu na wiecu, zorganizowanym przez KOD po tym, jak IPN ujawnił dokumenty z teczki Kiszczaka, pilnujący Wałęsów oficerowie BOR dostali zakaz wożenia żony byłego prezydenta. Sam Wałęsa mówi, że nagroda, być może, będzie tam i wskazuje palcem do góry. O tym, że nie odpowiada mu obecna działalność polityczna Kościoła, wypowiada się oględnie. Chętniej daje wyraz, jak choćby na uroczystościach pogrzebowych „Inki” i „Zagończyka”. – Wtedy już było po nabożeństwie, więc demonstracyjnie wyszedłem – mówi. – W następną niedzielę politykowanie zaczęło się jeszcze przed mszą, nie mogłem wyjść, więc wziąłem książeczkę do nabożeństwa, ostentacyjnie, trzymając ją w górze, czytałem, żeby było widać, że nawet tego brzęczenia nie słucham. Zapewnia, że za wiarę oddałby życie. Ale za hierarchów polityków już nie.

Twierdzi też – a lubi uchodzić za nieomylnego że taką sytuację przewidział. I ż...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]