POLITYKA

Poniedziałek, 23 października 2017

Polityka - nr 22 (3112) z dnia 2017-05-31; s. 54-57

Świat

Marek Ostrowski

Pierwsze kobiety Republiki

Chyba tylko generał de Gaulle – jako prezydent – nie miewał żadnych dramatów z pierwszą damą Francji. Życie niemal wszystkich innych przypomina bulwarowe romanse.

Yvonne, żona Charles’a de Gaulle’a, osoba skromna, wychowana u sióstr zakonnych, traktowała życie jak służbę, określenie u wojskowych chwalebne. Matka trojga dzieci generała, ilekroć zaczynała mówić coś o polityce, słyszała: „Pani, zostawmy to”. Bo de Gaulle, wzorem starych francuskich rodzin, zwracał się do żony per pani. U boku bohatera narodowego, ale też człowieka nieśmiałego, pogrążonego w strategicznych rozmyślaniach, który własnymi rękami nie potrafił nawet wbić gwoździa, zajmowała się prowadzeniem Pałacu Elizejskiego i przyjęciami, w których często sama nie brała nawet udziału. Po śmierci generała powiedziała zaprzyjaźnionemu z rodziną pisarzowi: „Moje życie zakończyłam”.

Inne pierwsze damy zdecydowanie miały własne życie, oddzielne od prezydentów. Ale nie ma żadnego dla nich wspólnego mianownika. Co miałoby łączyć pruderyjną katoliczkę Yvonne z Carlą Bruni, drugą żoną prezydenta Sarkozy’ego, której naliczono 50 amantów? Albo Anne-Aymone, córkę księżniczki, żonę prezydenta Valery’ego Giscarda d’Estaing i Valérie Trierweiler, konkubinę niedawnego prezydenta François Hollande’a, córkę kasjerki na prowincjonalnym basenie? Każdy życiorys z osobna nadaje się na sensacyjny film.

Danielle i Anne

Yvonne była przeciwna powrotowi 68-letniego de Gaulle’a do władzy w 1958 r.; uważała, że mąż potrzebuje odpoczynku. Danielle, żona François Mitterranda – przeciwnie, gorąco go wspierała, kiedy po wielu niepowodzeniach, w wieku 65 lat zdobył prezydenturę. Po tym historycznym zwycięstwie Danielle zaintonowała Międzynarodówkę w wysłużonym renaulcie, którym Mitterrandowie wracali do domu. Danielle nigdy nie stroniła od polityki, aktywnie działała w organizacjach pozarządowych. Nie chciała jednak takiej roli pierwszej damy, która ograniczałaby się do patronatów czy fundacji charytatywnych.

Współtworzyła biuro skarg z działami: mieszkania, prawa człowieka, rodziny więźniów. I angażowała się na całego. Walczyła o reformę szkolną, prawa obywatelskie. Tworzyła stowarzyszenia pomocy, zwłaszcza dla Trzeciego Świata. Kilkakrotnie była przyczyną prawdziwych problemów dyplomatycznych Francji; walczyła na przykład o prawa Kurdów; jej wypowiedzi wspierające lud Sahary Zachodniej doprowadziły Maroko do gróźb zerwania współpracy z Francją. Najostrzej jednak wypowiedziała się publicznie przeciw ustawie (potem uchylonej) ograniczającej świadczenia socjalne i prawo automatycznego obywatelstwa francuskiego urodzonym we Francji dzieciom obcokrajowców. „To haniebne” – powiedziała, piętnując z nazwiska ministra, autora ustawy.

W 1994 r. popularny tygodnik „Paris Match” zamieścił zdjęcie Mitterranda z młodą kobietą przed paryską kawiarnią. Doświadczone oko fotografa dostrzegło podobieństwo obojga. Po raz pierwszy prezydent pokazał się publicznie ze swą 20-letnią córką. Dziewczyna jeszcze jako dziecko odwiedzała ojca w Pałacu Elizejskim, a wjeżdżała tam w całkowitej tajemnicy, kryjąc się między fotelami samochodu prowadzonego przez oficera ochrony. Dla Francji ujawnienie trzeciego dziecka prezydenta było sensacją, niewielu wtajemniczonych wiedziało o istnieniu Mazarine. Ale Danielle wiedziała doskonale o drugim życiu męża.

O rozwodzie nigdy nie było mowy: żona zgodziła się dzielić mężem z tą drugą, może dlatego, że sama pozyskała przyjaciela – w osobie Jeana, swego rodzaju majordomusa – kierowcy, ochroniarza, instruktora gimnastyki, tenisa, pływania. Otoczenie Mitterrandów przyzwyczaiło się do jego obecności. Jeździł z nią i synami prezydenta na narty, zrozumiano szybko, że jest kochankiem Danielle. Jean w końcu ją rzucił – był znacznie młodszy od niej, wyjechał na prowincję i ożenił się. Danielle przeżyła okres buntu. Dlaczego mąż może trwać przy swojej kochance, a ona musi się rozstać ze swoim Jeanem? Tym bardziej że właśnie tamta druga, Anne, była – jak wyznał prezydent w listach – prawdziwym szczęściem jego życia. Z nią też i z córką schorowany, umierający spędził ostatnie święta.

Kiedy Mitterrand poznał Anne, ona miała 19 lat, on – 46. Była później muzealniczką, specjalistką od IX-wiecznej rzeźby, kuratorką muzeum d’Orsay. Jej inspiracji i radom Francja zawdzięcza szklaną piramidę na dziedzińcu Luwru. Ale publicznie okazała swój związek z Mitterrandem tylko raz: na jego pogrzebie, gdzie stała w drugim szeregu, za żoną i dziećmi prezydenta. W 2016 r. wydała drukiem 1218 listów, jakie Mitterrand do niej napisał przez lata.

Cécilia

Anne godziła się żyć w cieniu Mitterranda, zupełnie inaczej niż Cécilia, poprzednia żona Nicolasa Sarkozy’ego. Pochodziła z zamożnej rodziny, jej ojciec, urodzony jako Aron Szuganow w Bełzie opodal Lwowa, prowadził w Paryżu eleganckie sklepy, dziadek Izaak Albeniz był znanym w świecie pianistą i kompozytorem. Rzuciła studia prawnicze, by na krótko zostać modelką, przeżyła romans z 20 lat od niej starszym znanym fotografem miesięcznika „Vogue”, jeździli razem po świecie.

Cé...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]