POLITYKA

Piątek, 28 lipca 2017

Polityka - nr 26 (3116) z dnia 2017-06-28; s. 38-40

Rynek

Adam Grzeszak

Pije wódka do piwa

Sejm ogłosił 2017 rokiem troski o trzeźwość narodu. Trwa myślenie, jak to przekuć w czyny. Tymczasem idzie lato i suweren chciałby się napić.

Polska Wódka marzy o podboju zagranicznych rynków. Na razie jednak jest uwikłana w trwającą od lat wojnę domową. Frontów tej wojny jest wiele. Jeden z najważniejszych ciągnie się na linii władza–polski przemysł spirytusowy. Mamy tu chwilowe zawieszenie broni. Wicepremier, minister finansów i rozwoju Mateusz Morawiecki pojednawczo deklaruje gotowość współpracy, czego dowodem był jego udział w Kongresie Branży Spirytusowej. Branża go chwali, bo nie mówi o podnoszeniu akcyzy, a wzmożenie służb skarbowych i zmiana systemu kontroli przyniosła zmniejszenie alkoholowej szarej strefy.

Ale to wszystko cisza przed burzą. Sejm ogłosił 2017 rokiem troski o trzeźwość narodu i branża bardzo się boi jakiegoś ciosu; bo do tej pory liże rany po podwyżce akcyzy wprowadzonej w 2014 r. Ostatnio dużo restrykcji w handlu alkoholem wprowadziły państwa bałtyckie. Być może więc wróci pomysł wprowadzenia państwowego monopolu na handel alkoholem? To rozwiązanie bardzo w duchu „dobrej zmiany”, a na dodatek znane z krajów skandynawskich, gdzie alkohol sprzedawany jest przez państwowe, bardzo szczególne placówki handlowe (np. Systembolaget w Szwecji czy Alko w Norwegii), których liczba, rozmieszczenie i godziny otwarcia są ostro limitowane.

Pomysły na restrykcje w handlu alkoholem były już w Polsce rozważane, ale je zarzucono. I słusznie, bo skandynawski system słabo sprawdza się w praktyce i jest nieskutecznym sposobem walki z ryzykownym piciem – ocenia Leszek Wiwała, prezes Związku Pracodawców Polski Przemysł Spirytusowy.

Pojawiają się też inne pomysły. Od klasycznych (ograniczenie punktów sprzedaży) po nietypowe, jak np. skopiowanie węgierskiego podatku zdrowotnego. Rząd Orbána obłożył nim produkty szkodzące zdrowiu, w tym alkohol, oczywiście dodatkowo, poza akcyzą. Nie płacą go jednak lokalni producenci okowit i likierów ziołowych. No i oczywiście palinki, którą Węgrzy masowo produkują metodami domowymi. Węgierski podatek radykalnie ograniczył możliwości sprzedaży wyrobów zagranicznej konkurencji, w tym także producentów polskich alkoholi mocnych. Wcześniej Węgry były dla nich trzecim rynkiem eksportowym. Krajowa wersja takiego podatku mogłaby być dla nich jeszcze gorsza.

Czysta biało-czerwona

Front państwo–branża spirytusowa przebiega blisko innego – piwo kontra wódka. To cicha wojna na raporty i opracowania podsuwane urzędnikom, politykom, mediom. Kto odpowiada za inicjację alkoholową młodzieży, kto bardziej sprzyja ryzykownemu piciu, kogo można winić za społeczne problemy z alkoholem?

Browary podsuwają badania, że co złego to wódka. Piwo to napój, który odciąga naród od alkoholi mocnych, sprzyja pozytywnym zachowaniom, daje relaks i integruje. Taki pogląd zadecydował, że piwo korzysta z przywilejów, o których wódka może pomarzyć: prawa do reklamy i niższej akcyzy. W efekcie Polacy stali się jednymi z największych w Europie piwoszy. Na głowę Polaka przypada prawie 100 litrów rocznie i dziś połowa rynku alkoholowego należy już do piwa.

Dlatego wódka uprzejmie donosi swoje badania, które dowodzą, że właśnie poprzez piwo młodzież rozpoczyna kontakt z alkoholem. „Można wręcz stwierdzić, że napoje o niższej zawartości alkoholu generują pewne dodatkowe ryzyko nadużycia tej substancji” – ostrzega autor raportu, jaki dla branży spirytusowej przygotowała Fundacja Republikańska. Główny wniosek: trzeba skończyć z przywilejami podatkowymi dla piwa. I wygląda na to, że wódka może odegrać się na piwie, bo Ministerstwo Zdrowia zaczęło domagać się podniesienia akcyzy na piwo.

W każdej wojnie domowej szczególnym punktem zapalnym są sprawy narodowościowe. Która wódka jest prawdziwie polska? W czasach wzbierającego patriotyzmu, także konsumenckiego, liczne internetowe poradniki opatrzone hasłem „swój, do swego, po swoje” pomagają zidentyfikować w wódce gen polskości. Można też skorzystać z aplikacji na smartfona „Pola”, pozwalającej już na półce sprawdzić każdy produkt pod kątem polskiej zawartości.

Pola ostrzega, że większość słynnych polskich wódek jest produkowana wprawdzie przez polskie zakłady, ale należące do międzynarodowych koncernów. Największy, ponad 40-proc., udział w naszym rynku wódki ma dziś CEDC International, kontrolowany przez rosyjskiego oligarchę Roustama Tariko, właściciela grupy Roust Corp. Żubrówka, Bols, Soplica, Żytniówka, Absolwent, choć produkowane w zakładach w Białymstoku i Obornikach, to produkty rosyjskiej korporacji – uprzedzają patriotyczne poradniki.

W takim razie może sięgnąć po Żołądkową Gorzką z Lublina? Okazuje się, że ta słynna polska wódka to jeden z produktów Stock Polska, spółki należącej do międzynarodowego koncernu z siedzibą w Londynie. Stock jeszcze niedawno był największym producentem polskich wódek, dziś jest drugi. To może napić się wódki Sobieski? Choć robiona w Starogardzie ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]