POLITYKA

Wtorek, 19 września 2017

Polityka - nr 4 (2843) z dnia 2012-01-25; s. 60-61

Nauka

Edwin Bendyk

Piraci są najbardziej kumaci

Czy Internet niszczy kulturę? Wręcz przeciwnie, może być jej ostatnią szansą. Wbrew stereotypom, aktywni internauci również aktywnie uczestniczą w kulturze, gotowi płacić za książki, filmy i muzykę więcej niż ludzie cyfrowo wykluczeni.

Netokracja, digitariat, proletariat – taki obraz polskiego społeczeństwa wyłania się z najnowszych badań „Obiegi kultury”, wykonanych dla Narodowego Centrum Kultury przez Centrum Cyfrowe Projekt: Polska. Medioznawca dr Mirosław Filiciak, jeden z autorów raportu z badań, wyjaśnia: – W pierwszym etapie zbadaliśmy, w jaki sposób uczestniczą w kulturze Polacy, w zależności od tego, czy są podłączeni do Internetu. Tak powstał bardzo gruboziarnisty, lecz już ponury obraz Polaków na początku drugiej dekady XXI w. Zaledwie 13 proc. osób powyżej 15 roku życia zadeklarowało, że kupiło w ciągu roku choć jedną książkę, film lub piosenkę.

Mimo lamentów nad współczesną młodzieżą to właśnie ludzie w wieku 15–24 lata, wydając na treści kultury więcej niż rodzice i dziadkowie, są największą nadzieją wydawców i producentów. Co ciekawe, zakupy treści w postaci cyfrowej wprost z Internetu stanowią znikomy odsetek – interesuje się nimi 1–2 proc. osób, wynik na granicy błędu statystycznego. Zupełnie inaczej wygląda sytuacja, gdy zapytać o obrót nieformalny, czyli ściąganie i wymianę, najczęściej nielegalnie, plików muzycznych, filmowych czy książkowych. Takim procederem zajmuje się 33 proc. rodaków, spędzających sporo czasu na chomikuj.pl lub rapidshare – serwisach wzbudzających zachwyt miłośników darmochy i zgrozę wydawców przekonanych, że z każdym pobranym nielegalnie plikiem topnieją ich całkowicie legalne nadzieje na zysk.

Rzeczywiście, 33 proc. całości społeczeństwa to 62 proc. internautów oddających się nieformalnemu obrotowi treściami kultury. Okazuje się więc, że ów obieg, zwany pirackim przez przerażonych nim właścicieli praw autorskich, to po mediach masowych – radiu i telewizji – najpopularniejszy sposób uczestnictwa w kulturze. Pytanie twórców „Jak żyć, Panie Premierze?” wydaje się w takiej sytuacji jak najbardziej zasadne. Odpowiedź jest jednak taka łatwa...

Tak, to prawda, że internauci korzystają z radością z obiegu nieformalnego, a co drugiemu z nich nawet nie przyjdzie do głowy, żeby za ściągane treści zapłacić. Tyle tylko, że niekorzystający z Internetu są jeszcze gorsi. Nie uczestniczą w pirackim procederze, bo nie mają jak. Ale też niczego nie kupują. Jeśli bowiem przyjrzeć się statystyce zakupów, to wynika z niej wyraźnie, że 14 proc. internautów kupiło w ostatnim roku książkę – odsetek trzykrotnie większy niż wśród nieinternautów. Za muzykę zapłaciło 7 proc. internautów, tym razem odsetek siedmiokrotnie większy. W przypadku filmu na elektronicznym nośniku, za który w ostatnim roku zapłaciło 6 proc. internautów, odsetek jest trzykrotnie większy niż wśród niekorzystających z sieci. Na dodatek, im kto intensywniej udziela się nieformalnie, tym chętniej też płaci. Internauci ściągający pliki to 32 proc. osób kupujących książki, 51 proc. muzykę i 31 proc. filmy.

Największym wrogiem twórców treści kultury nie są piraci, lecz 62 proc. społeczeństwa, ograniczające swe uczestnictwo w kulturze do gapienia się w telewizor. Wyniki badań „Obiegi kultury” znajdują potwierdzenie w innych analizach polskiego Internetu, jak choćby w „Diagnozie społecznej” – wielkich cyklicznych badaniach Polaków. Pokazują one, że internauci są nie tylko aktywniejszymi uczestnikami kultury, lecz w ogóle żyją pełniejszym życiem: prowadzą intensywniejsze życie towarzyskie, chętniej udzielają się społecznie, darzą innych większym zaufaniem, bardziej angażują się w politykę.

„Diagnoza” ujawnia jednak także ciekawe, lecz niepokojące zjawisko – otóż maleje liczba osób uczestniczących w takich formach życia kulturalnego jak wizyty w kinie. W tym samym czasie filmowcy cieszą się, że rośnie liczba sprzedanych biletów do kin. Co się stało? Pewne jest to, że mniejsza grupa osób zaczyna korzystać z kultury intensywniej. Co z pozostałymi? Znowu aż korci, żeby winę zrzucić na Internet – młodzi, zamiast chodzić do kina, wolą oglądać w domowym zaciszu ściągnięte z sieci filmy. Rzeczywiście, popularną praktyką wśród młodzieży są filmowe sabaty – maratony, podczas których w towarzystwie znajomych ogląda się do upadłego całe serie kultowych seriali ściągnięte, najczęściej nielegalnie, z Internetu.

Tymczasem prawda jest bardziej złożona i prostsza zarazem. Prostsza, bo – jak wynika z opublikowanych w 2010 r. przez Narodowe Centrum Kultury badań, poświęconych kulturze miejskiej w Polsce – nasze społeczeństwo coraz wyraźniej dzieli się pod względem sposobów uczestnictwa w kulturze na dwie grupy: kulturowych wielożerców, którzy – jak wyjaśnia współautor tych badań, socjolog prof. Tomasz Szlendak z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika – „mają tendencję do lubienia wszystkiego, i Wassily’ego Kandinskiego, i Britney Spears”, oraz monożerców, którym wystarcza Britney Spears i telewizja.

Obraz monożerców doskonale uzupełniają wyniki sondażu przeprowadzonego na zlecenie koncernu Samsung w Polsce, ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]