POLITYKA

środa, 26 lipca 2017

Polityka - nr 24 (3114) z dnia 2017-06-12; s. 20-22

Polityka

Mariusz JanickiWiesław Władyka

PiS nie taki zły?

Polacy powoli przyzwyczają się do PiS. Partia Kaczyńskiego zaczyna być traktowana przez wielu jako w miarę normalne ugrupowanie, które ma swoje grzechy, ale inni też je mają. Na razie zatem wszystko idzie według planu Kaczyńskiego.

Spadki sondażowe, a potem odrabianie strat przez PiS pokazują, że ci, którzy od tej partii najpierw odpadają, zbrzydzeni i oburzeni kolejnymi ekscesami jej polityków, następnie powracają jak wańka-wstańka. Widać już, że ci labilni wyborcy są w stanie emocji porzucić to ugrupowanie, ale też gotowi są ponownie je poprzeć, jak im przejdzie. Nie ma zatem granicy ostatecznego zbrzydzenia, nieprzekraczalnego poziomu ataku na demokratyczny system, po którym PiS już nie da się wybaczyć. To zasadnicze odkrycie tego sezonu politycznego.

Okazuje się, że w planie wizerunkowym wszystko jest wymienialne (np. 500 plus za Trybunał Konstytucyjny, Macierewicz za ekshumacje, Berczyński za uchodźców itd.). Nie ma spraw kardynalnych i pobocznych, każda znaczy tyle samo. Dowolnie też mogą się układać nastroje i odczucia społeczne. Według sondaży większość Polaków nie chce rządów PiS (było takie pytanie w jednym z niedawnych badań), ale większość ufa i ceni pracę prezydenta Dudy i premier Szydło. Jednocześnie większość nie ufa Kaczyńskiemu i Macierewiczowi. Większość kibicowała Tuskowi w sporze z polskim rządem, większość chciałaby odwołania niektórych kluczowych ministrów, ale też zarazem ten rząd się Polakom wyraźnie podoba bardziej niż wiele poprzednich, na co też wskazują sondaże.

Politycznie i logicznie nie ma to wszystko sensu, ale też pokazuje, z jakim stanem zbiorowej świadomości musi się mierzyć dzisiaj opozycja. Te sondaże pokazują właśnie wspomniany proces unormalniania obecnej władzy. Trybunał Konstytucyjny poszedł w zapomnienie, bo ile można o nim mówić. Podobne milczenie zapewne zapadnie nad tzw. reformą Sądu Najwyższego, KRS, całego sądownictwa, edukacji, nauki i innych. PiS liczy na zwyczajne znudzenie, na to, że każdy dzień daje władzy kolejną szansę, a pamięć wyborców się resetuje.

Działają też racjonalizacje. Może i PiS wprowadził większą inwigilację, kontrolę nad prokuraturą, narusza prywatność, ale przez to będzie lepsza ściągalność podatków i więcej się zbierze na 500 plus. Abstrakcyjne prawa człowieka kontra konkret. Jeśli nawet ugrupowanie Kaczyńskiego trochę sfatyguje sędziów, to czy w sądownictwie działo się dobrze? A afera reprywatyzacyjna?

Owszem, może i lubimy Unię Europejską (znowu potwierdzają to badania), ale jeśli ona chce nam wcisnąć muzułmańskich imigrantów, to czy tacy polityczni brutale jak PiS, którzy stawiają tu weto, nie są przydatni, nie idą w sukurs skrytym obawom większości, nawet po liberalnej stronie? To prawda, że PiS wsadza swoich kolesi na intratne posady, ale Platforma też to robiła, tyle że Kaczyński coś jeszcze wysupłał dla ludzi, czyli że ta władza nie wszystko kradnie. Walka z korupcją może jest brutalna i według standardów liberalnej demokracji nieładna, ale od tego rośnie w Polsce przekonanie, że korupcja jest znacznie mniejsza niż kiedyś (to także potwierdzają odpowiednie międzynarodowe badania).

Rezygnacja z zasad, procedur, ścisłego podziału władz na rzecz tzw. skuteczności jest ważnym novum w polskim życiu publicznym. Kaczyński powraca do wątku znanego sprzed dziesięciu lat – imposybilizmu: jeżeli jakieś zasady przeszkadzają w zrobieniu czegoś, należy je pominąć lub usunąć. A to, że PiS dewastuje i przejmuje wszystkie instytucje, które mają z założenia służyć kontroli władzy, czyli teraz władzy PiS, jakoś powszechnie nie przemawia. Poduszka socjalna na razie zdaje egzamin – nie spowodowała gwałtownej miłości do PiS, ale była wystarczającym zabezpieczeniem dla przeprowadzenia głębokich zmian ustrojowych i rozmontowania liberalnej demokracji.

Pojawia się u wielu odczucie, że może zatem PiS nie jest taki zły, nie odstaje specjalnie od innych partii, nie ma tu jakościowej różnicy, ewentualnie widać ją tylko w szczegółach – tego poglądu sporej części wyborców nie zmieniają specjalnie kolejne doniesienia z frontu walki PiS o nowe państwo, o nowe porządki. Owszem, zaznacza się na odczepne i bez żaru, że rzeczywiście Jarosław Kaczyński „przesadza” z tym Trybunałem Konstytucyjnym czy z Sądem Najwyższym, że niepotrzebnie wchodzi w konflikty z kolejnymi środowiskami, no ale przecież wyrównał niektóre krzywdy społeczne przez program 500 plus, podniósł płacę minimalną, obniżył wiek emerytalny. Poza tym rozwój gospodarczy jest faktem, nawet jeśli darowanym przez ogólną sytuację, to przecież rządzący mają z tego tytułu premię. W ogóle zaś pojawiła się tendencja przenoszenia ciężaru ocen rzeczywistości z płaszczyzny politycznej na sprawy społeczne, niejako wyabstrahowane z kontekstu politycznego.

W jakiejś mierze powiódł się plan PiS – polityka sensu stricto została zaliczona do sfery spraw elit, z którymi PiS walczy. Zresztą po to, aby zainstalować własne. Charakterystyczne, że politycy PiS i sprzyjający mu komentatorzy ostatnio nadzwyczaj mocno podkreślają, że w Polsce trwa ostry polityczny ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]